19.12.06

Jak prasa, administracja państwowa i firmy PR wykorzystują potencjał serwisów Web 2.0

„Magazyn 'Time' docenił szybko rozwijające się internetowe społeczności, przyznając im prestiżowy tytuł Człowieka Roku. Potencjał serwisów działających pod szyldem Web 2.0 - jak Digg czy Facebook - wykorzystuje amerykańska prasa, a na serwisie YouTube tamtejsze władze walczą z narkotykami" - pisze Tomasz Grynkiewicz i Zbigniew Domaszewicz w „Gazecie Wyborczej".


Popularność społecznościowych serwisów spod znaku Web 2.0 dostrzegają już nie tylko gazety, ale też amerykańska administracja. „Gazeta" cytuje przykład federalnego urzędu antynarkotykowy ONDCP. Umieścił on na YouTube antynarkotykowe spoty wideo, opatrując je m.in. takimi hasłami jak "marijuana" "smoking" czy "drugs".

„Klipy te mają do dziś średnio po kilkanaście tysięcy wyświetleń. Jak na YouTube nie jest to może szczególnie imponujący rezultat, autorzy kampanii uważają jednak, że dzięki obecności na serwisie ich przekaz ma duże szanse trafienia do nastolatków - a to właśnie na tej grupie adresatów zależy im najbardziej" - piszą autorzy.

Serwisy Web 2.0 wykorzystują też firmy w celach public relations, np. Sophos, firma produkująca software zabezpieczający komputer przed wirusami.

Opcje pozwalające czytelnikowi na wklejenie jednym kilknięciem linku do danej informacji prasowej do serwisów Digg.com, Slashdot i Del.icio.us (jak na dole wpisu na Media Cafe) pojawiają się przy każdym komunikacie spółki.

> Wiedzieć więcej:
Człowieka Roku znajdziesz w lustrze
Amerykańska prasa wchodzi powoli w epokę Web 2.0
Kolejne firmy chcą zarabiać na Web 2.0
Społeczności fundamentem strategii Yahoo

> Tag: , , , ,, , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Polska strona startowa iloggo idzie w kierunku serwisu społecznościowego



Dwa miesiące po swojej premierze, w październiku 2006 r., wizualna strona startowa iloggo robi „przegląd techniczny" i przygotowuje się do wprowadzenia elementów serwisu społecznościowego, który miałby zapewnić większą oglądalność.

„Iloggo ma obecnie 5,4 tys. użytkowników i ponad 15 tys. logo z linkami. Dziennie przybywa kilkadziesiąt logo" - powiedział dziś Media Cafe Rafał Mrzygłodzki, prezes Iloggo, jednego z nielicznych polskich serwisów, które nie są kopią amerykańskich witryn. Użytkowników jest mniej niż zakładał na starcie, ale ilość dodanych linków miło go zaskoczyła.

Teraz trwają w firmie badania, w wyniku których zmieni się design stron. Cel tego „przeglądu technicznego": maksymalnie uprościć nawigację i sposób korzystania z serwisu. Na prezentacji powyżej widać nowe strony iloggo, które pojawią się prawdopodobnie jeszcze w tym tygodniu.

„Chodzi o to, by nasz serwis był bardziej zrozumiały dla użytkowników. Ludzie mają problem z dotarciem do wartościowych serwisów i z przebiciem się przez gigantyczny śmietnik jakim jest internet. Dziś internet zaczynają tworzyć już sami internauci - jest to moim zdaniem najbardziej wartościowy filtr do klasyfikacji stron - a iloggo jest narzędziem, które ma im w tym pomóc. To wiele stron startowych w jednej. Nasz serwis trzeba jednak maksymalnie uprościć, co staramy się robić od początku jego istnienia" - tłumaczy Rafał Mrzygłodzki.

Iloggo, który należy do giełdowej spółki informatycznej ATM SA, pełni dwie funkcje:
  • Jest tzw.„bookmark managerem", tzn. serwisem do zarządzania linkami, które wizualizowane są w formie logo, nie tekstowo. Wystarczy klikną w logo, by wejść na ulubioną stronę. To główny wyróżnik iloggo.
  • Jest wyszukiwarką społecznościową. Nie indeksuje stron i nie przeszukuje internetu jak Google. Robią to jego użytkownicy, którzy dodają nowe linki do swojej strony na iloggo, co widzą inni użytkownicy. Można więc podglądnąć które strony cieszą się popularnością innych użytkowników.

Oprócz linków, można również znaleźć, dzięki tagom, czyli słowom kluczowym, innych internautów, którzy mają te same kręgi zainteresowania, tak jak w delicious.com (serwis, na którym użytkownicy umieszczają „otagowane" linki do czytanych przez siebie stron).

I to właśnie ten potencjał zamierza teraz wykorzystać iloggo. Na stronie startowej serwisu pojawi się zakładka, może w formie chmury tagów, dzięki której użytkownicy będą mogli obserwować trendy w dodawaniu nowych stron i wyszukiwać ludzi o podobnych zainteresowaniach, np. budownictwo czy windsurfing.

„Stworzony przeze mnie serwis jest z założenia społecznościowy. Jego założenie jest proste: wszystko co robisz, robisz dla siebie, a z tego mogą skorzystać inni. Ma być pożytecznym narzędziem. Teraz idziemy krok dalej, umożliwiając użytkownikom lepszą obserwację trendów i wzajemne poznawanie się. Będą mogli wysyłać do siebie zaproszenia i budować wspólne grupy" - mówi Rafał Mrzygłodzki.

W wyniku tych zmian, iloggo chce osiągnąć pułap 15 tys. użytkowników, co będzie pewnym wyznacznikiem popularności, ale też - bardziej konkretnie - pozwoli mu być objętym badaniami Gemiusa. Najważniejsze, żeby ludzie zrozumieli dlaczego mają korzyść w tym, by ustawić iloggo jako swoją stronę startową, a później - ma nadzieję Rafał Mrzygłodzki - zacznie działać efekt skali.

Co Państwo myślą o nowych stronach iloggo?

> Tag: , ,

18.12.06

Grand Press 2006 dla Andrzeja Morozowskiego i Tomasza Sekielskiego


Tomasz Sekielski i Andrzej Morozowski z TVN (na zdjęciu powyżej) otrzymali dziś prestiżową nagrodę Grand Press w kategorii „Dziennikarz Roku 2006". To już 10. i chyba najbardziej udana edycja tego konkursu, uważanego w branży dziennikarskiej za polskie Pulitzery, zorganizowanego w Warszawie przez miesięcznik „Press".

Werdykt jury nie zaskoczył licznie przybyłych dziennikarzy. To Morozowski i Sekielski ujawnili aferę z próbą przekupstwa politycznego Renaty Beger przez posłów z PiS-u i zaprosili do swojego programu Anetę K., która rozpętała w „Gazecie Wyborczej" seks-aferę w Samoobronie.

Oto zwycięzcy poszczególnych kategorii:
  • „News": Andrzej Morozowski i Tomasz Sekielski z TVN (za ujawnienie taśm Renaty Beger w programie „Teraz My").
  • „Dziennikarstwo śledcze": Bertold Kittel z „Rzeczpospolitej (za cykl jedenastu tekstów „Prezes, któremu ufa minister" o prezesie PZU)
  • „Publicystyka": Aleksander Smolar z „Tygodnika Powszechnego" (za tekst „Melduję się z życzeniami, panie prezydencie").
  • Wywiad": Szymon Hołownia (za wywiad „Niebo dla gołębi" z „Rzeczpospolitej").
  • „Reportaż prasowy": Joanna Wojciechowska z „Gazety Wyborczej" (za tekst „500 euro za ciało, które zje kilogram").
  • „Reportaż radiowy": Cezary Galek z Radia Zet (za „Kołysankę dla Briana")
  • „Reportaż telewizyjny": Daniel Zieliński z TVN.
  • „Dziennikarstwo specjalistyczne": Roman Młodkowski (za „Nurkowanie" - jeden z odcinków programu „Firma" w TVN).
Od lewej: Roman Młodkowski, Tomasz Sekielski, Andrzej Morozowski,
Bertold Kittel, Szymon Hołownia, Joanna Wojciechowska i Cezary Galek.


Ciekawym i miłym akcentem tej imprezy były nagrody dla laureatów poprzednich edycji Grand Press: Jacka Żakowskiego („Polityka"), Tomasza Lisa (Polsat, przedtem TVN), Justyny Pochanke (TVN), Janiny Paradowskiej („Poliytka"), Anny Marszałek („Rzeczpospolita"), Monika Olejnik (TVN) oraz nieżyjących już dziś Waldemara Milewicza (TVP) i Marcina Pawłowskiego (TVN).

I tak na przykład Anna Maszałek z otrzymała w prezencie wymarzoną podróż na Alaskę, Tomasz Lis szkoleniowy week-end na desce surfingowej w Chorwacji, a Monika Olejnik zaproszenie na pokaz mody w Mediolanie. „Proszę zabrać tam ze sobą premiera i prezydenta i nie wracać" - zasugerował Andrzej Federowicz, prowadzący to spotkanie, za co zebrał oczywiście gromkie brawa.

Z wielu cytatów, zapamiętałem dwa:
  • Myślałem, że to już samo dno kiedy usłyszałem pukanie z dołu" (Eugeniusz Smolar, który odebrał nagrodę za brata, cytował Leca mówiąc o obecnej sytuacji w polskiej polityce)
  • Nie ma dziennikarzy z lewicy, czy prawicy. Są tylko dobrzy i źli" (Andrzej Skworz, redaktor naczelny „Press").
W ciągu 10 lat nie zmieniły się - i mam nadzieję, że się nie zmienią - zasady etyki i dobre praktyki rządzące tym pięknym zawodem. Za to zmieniają się czytelnicy i zmienia sam zawód: coraz więcej dziennikarzy pracuje w mediach elektronicznych i coraz więcej dziennikarzy pisze blogi. W tym roku Grand Press przeszedł obojętnie obok tej nowej tendencji. Mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie inaczej.

> Więcej zdjęć: My Flickr

> Tag: , , , , ,

17.12.06

Amerykańska prasa wchodzi powoli w epokę Web 2.0


Do niedawna, internetowe serwisy społecznościowe jak Digg wywoływały u redaktorów naczelnych tradycyjnych mediów lekceważące wzruszenie ramion, choć nie bez pewnej nutki zazdrości. Tylko bloggerzy używali go namiętnie do promowania - szybko, łatwo i za darmo - swoich treści. Od tygodnia, ku zaskoczeniu wszystkich, Digg stał się jednym z serwisów, gdzie swoje teksty chce promować „New York Times", jeden z największych i najbardziej prestiżowych amerykańskich dzienników.

„NYT", który ma 10 mln unikalnych użytkowników miesięcznie, dodał do palety narzędziowej przy swoich tekstach guziczek „share" (na zdjęciu powyżej). Linkuje on do trzech konkurencyjnych dla siebie serwisów, tzw. mediów społecznościowych:
  • Digg. Prawdziwa zmora gazet, ale też i szansa - podobna jak ta, którą stwarza YouTube - na zaistnienie dla amatorów bez marketingowego doświadczenia i budżetu na promocję swoich treści. Użytkownicy Digg sami dodają wybrane przez siebie wiadomości do tzw. „poczekalni", a następnie głosują, przyznając „diggi", na najciekawsze z nich. Te, które zbiorą największą liczbę głosów trafią na stronę główną serwisu. Digg funkcjonuje dzięki internautom, bez jednego dziennikarza. Nie przeszkodziło mu to w staniu się jedną z ikon nowego pokolenia internetu zwanego Web 2.0 (o którym piszę poniżej) i trzecim najpopularniejszym serwisem technologicznym w USA.
  • Facebook. Bardzo modny obecnie serwis w stylu MySpace, tzn. witryna usługowo-komunikacyjna dla różnych wspólnot. Można tu archiwizować i wymieniać z innymi zdjęcia i notatki, otwierać i prowadzić grupowe blogi etc. Użytkownicy tworzą swój profil, który pozwala na odnalezienie kolegów z klasy, sąsiadów czy innych znajomych z okolicy.
  • Newsvine. Portal informacyjny oparty na źródłach z mediów tradycyjnych i na dziennikarstwie obywatelskim, tzn. na korespondentach-amatorach.

Ten link pojawi się więc, wraz z logo tych serwisów, przy wszystkich tekstach „NYT" z wyjątkiem Times Select, płatnej części witryny internetowej i blogów redakcyjnych.

Po raz pierwszy w historii amerykańskiej prasy, tak poważny i prestiżowy dziennik zdecydował się na podzielenie się swoją treścią z innymi serwisami, które nie uczestniczyły intelektualnie w procesie jej tworzenia i nie poniosły kosztów jej produkcji. To też pierwszy sojusz tego typu na tak wysokim poziomie między tradycyjnym medium a medium epoki Web 2.0.

Choć koncepcja Web 2.0 nie jest jeszcze do końca zdefiniowana, dla mnie jest to przede wszystkim rewolucja amatorów. Dzięki nowym i prostym w obsłudze narzędziom, jak blog, dzisiejsi internauci nie są już biernymi konsumentami newsów i serwisów. Nauczyli się jak tworzyć, publikować i promować własne treści. Niektórzy bloggerzy już funkcjonują jak prawdziwe media, oferując serwis informacyjny, komentarze i analizy. Nauczyli się docierać do szerokiej rzeszy internautów. Niektóre opiniotwórcze blogi, jak BoingBoing, Techcrunch czy Micropersuasion, czy serwisy, jak Digg czy Technorati mają siłę przebicia nie mniejszą niż wielkie, tradycyjne media.

Czy ten sojusz to znak, że „NYT" przechodzi powoli z epoki Web 1.0 do epoki Web 2.0? Chyba jeszcze za wcześnie, by formułować taką tezę, choć w internecie krążą już plotki o ewentualnej inwestycji „NYT" w Newsvine.

Jedno jest pewne: te trzy serwisy stają się istotnym elementem strategii redakcyjnej i marketingowej gazety. Chce ona w ten sposób poszerzyć swoją grupę docelową. Gra wydaje się warta świeczki, bo serwisy te, wg ComScore, prezentują wspólnie potencjał ponad 17 mln unikalnych użytkowników miesięcznie:
  • Facebook: 15 mln (wrzesień 2006)
  • Digg: 1,6 mln (październik 2006)
  • Newsvine: 560 tys. (listopad 2006).

W tym samym czasie „NYT" zmienia, a mówiąc precyzyjniej - rozszerza klasyczny model komunikacji z czytelnikami. Podczas gdy model przekazu treści w tradycyjnych mediach epoki Web 1.0 opiera sie głównie na monologu ("My tworzymy treść, a Ty ją czytasz"), blogi, należące do epoki Web 2.0, oferują o wiele atrakcyjniejszy i bliższy współczesnemu internaucie model współtworzenia, oparty na konwersacji ("Ja tworzę treść, my rozmawiamy, Ty możesz współtworzyć"). Konwersacja jest tu ważniejsza nawet niż sama informacja, gdyż wzbogaca tę informację i przybliża ją innym czytelnikom.

W konserwatywnym świecie wydawców prasy, to co zrobił „NYT" może być uznane jeżeli nie za rewolucję, to przynajmniej za przełom natury psychologicznej i biznesowej.

Przykład „NYT" już znalazł pierwszych naśladowców. Od kilku dni, Wall Street Journal Online, MarketWatch.com i Barron's Online zaczęły korzystać z serwisu Feedburner. Jeden z jego produktów, Feedflare również pozwala na dodanie guzików z linkami do Digg, Delicious i Slashdot w kanale RSS (nie testowałem go jeszcze).

Tradycyjna prasa, głównie amerykańska i hiszpańska, zaczyna dopiero odkrywać, że siła i moc przyciągania internetu bierze się w dużej mierze z możliwości konwersacji, wymiany i tworzenia społeczności jakie stwarza on nawet dla najmniej doświadczonych użytkowników.

Paradoksalnie, tradycyjne media uczą się jak można wykorzystać nowoczesne narzędzia od bloggerów, którzy w większości przypadków są zwykłymi amatorami bez dziennikarskich szlifów, i od serwisów w stylu Web 2.0 jak Digg, a nawet od sklepów internetowych jak Amazon.

Uczą się, że trzeba linkować do mediów społecznościowych, jak Digg. Dla części bloggerów linkowanie do Digg, Reddit, Facebook czy Newsvine jest dla tak samo naturalne jak komentarze i dyskusja pod wpisami na blogu. Dla większości dziennikarzy i wydawców, to jeszcze herezja. Jak to, linkować do konkurencji, na dodatek do takich amatorów? - to częsta reakcja w mediach.

Tradycyjne media uczą się, że trzeba udostępnić internautom możliwość komentowania wszystkich tekstów. Odkrywają, że jest to sposób jednocześnie na wzbogacenie tekstu - pod warunkiem, że komentarze będą konstruktywne (co tak często powtarzam na moim blogu, apelując do internautów, by oddzielali analizę od swoich sympatii i antypatii) - a także na inicjowanie debat. Niektóre z tych debat rozprzestrzeniają się nieraz błyskawicznie na całą blogosferę, powodując wzmożone zainteresowanie tekstem u źródła, a to napędza ruch na stronach.

W ostatnich miesiącach, pola z możliwością zamieszczenia komentarza pojawiły się pod tekstami na washingtonpost.com, CBSNews.com i Newsweek.com, co również świadczy o ich zainteresowaniu Web 2.0. Tradycyjne media mogą wzorować się także na internetowym sklepie Amazon, gdzie jest więcej możliwości komentowania, recenzowania, oceny produktów i rekomendowania, niż na wszystkich witrynach amerykańskich gazet razem wziętych.

Tradycyjne media uczą się też, że trzeba wciągnąć internautów do współtworzenia treści, bo to wzmacnia lojalność użytkowników i zwiększa czas jaki spędzają na stronach. Na początku grudnia br., Yahoo i Reuters sprzymierzyły się zapraszając wspólnie „fotoreporterów obywatelskich", tzn. fotografów-amatorów do przesyłania im swoich zdjęć i wideo z bieżących wydarzeń. Na miejscu wypadku zawsze będzie przecież więcej zwykłych ludzi z telefonami komórkowymi niż zawodowych fotoreporterów z Nikkonami. Nowy serwis nazywa się „You Witness" i wystartował w Wielkiej Brytanii, wywołując przy okazji w wielu krajach Europy dyskusję na temat zagrożeń jakie stawia dla profesjonalnych fotoreporterów.

Tego typu inicjatywy mnożą się od kliku miesięcy, głównie w prasie amerykańskiej i hiszpańskiej. Na przykład „Washington Post" jest pionierem jeżeli chodzi o współpracę w wyszukiwarką blogową Technorati. Już od wielu miesięcy zamieszcza on w tekstach na swoich stronach internetowych ramki z odnośnikami do Technorati, gdzie można zobaczyć, które blogi je cytują i komentują. Dzięki temu widać jakie tematy interesują blogosferę.

Wykorzystywanie narzędzi Web 2.0 w prasie ma cztery podstawowe cele:
  1. Promocja własnych materiałów (artykułów, zdjęć czy wideo) i marki w sieci. Tekst zamieszczony na stronach internetowych jednej gazety mogą zobaczyć tylko czytelnicy tej gazety w wersji online. Natomiast tekst umieszczony np. na Digg czy Reddit ma szanse być dostrzeżony przez nowe grupy internautów, którzy mogą go komentować, opinować na swoich blogach lub w innych serwisach, polecać innym, umieszczać w innych serwisach jak Flickr (zdjecia), YouTube (wideo), delicious (linki do tekstu). Przykład Kononowicza pokazuje też jak nikomu nieznana osoba może stać się z dnia na dzień sławna i trafić na pierwsze strony gazet.
  2. Udostępnienie internautom możliwości komentowania - a więc w pewnym sensie również współtworzenia - tekstów dziennikarskich. To co odróżnia epokę Web 1.0 od epoki Web 2.0 to sposób korzystania z netu. W epoce Web 1.0, internauci byli publicznością. W epoce Web 2.0, są, poprzez tzw. mikro-publikacje jak blog, komentarz czy recenzję książki, aktywnymi współtwórcami sieci. Gazety, które dają amatorom możliwość współtworzenia treści (jak np. zdjęcia i wideo z telefonów komórkowych w czasie zamachów w londyńskim metrze) są postrzegane przez internautów jako bardziej otwarte na czytelnika, a więc bliższe temu czytelnikowi. To dla prasy sposób na przyciągnięcie młodszych czytelników i „odkurzenie" własnej marki.
  3. Zwiększanie ruchu i czasu spędzanego przez użytkowników na stronach. Wokół tekstu „zajawionego" na Digg czy Reddit robi się hałas i ludzie wchodzą na strony gazety, by go przeczytać. Przy okazji mogą trafić na inne ciekawe teksty lub inne narzędzia, co sprawi, iż wydłuży się czas ich przebywania na stronie. A o to gazetom chodzi, gdyż tego rodzaju statystyki są dobrym argumentem w negocjacjach z reklamodawcami.
  4. Badanie jakościowe i ilościowe. Narzędzia epoki Web 2.0 pozwalają na coś w rodzaju darmowego i błyskawicznego sondażu popularności danych tematów i autorów. Żeby dowiedzieć się co czytelnicy myślą o artykułach trzeba normalnie organizować badania czytelnictwa. Fora, komentarze pod artykułami i e-maile stanowią szybką informację zwrotną. „Jeżeli dobrze się nad tym zastanowimy - mówi Tim O'Reilly, autor terminu Web 2.0 - ta funkcja [komentowania] jest kluczowym aspektem Web 2.0 - użytkownicy partycypują w kreacji tego co już zostało stworzone". Co więcej, wnioski z analizy ilościowej sygnałów od czytelników w formie rankingów najczęściej mailowanych, cytowanych i komentowanych na blogach oraz drukowanych artykułów są równie ciekawe dla dziennikarzy i marketingowców co dla samych czytelników.

Czy w Polsce media mogłyby wykorzystać ewentualnie potencjał takich serwisów? - pytała mnie kilka dni temu „Gazeta Wyborcza".

Myślę, że polska prasa jest na razie zbyt skupiona na produktach papierowych, by w pełni móc ocenić potencjał i możliwości jakie stwarza jej internet. Wielu decydentów w prasie uważa, że internet jest tylko przedłużeniem gazet, że jest czasowym ustępstwem dla publiczności, która chwilowo zachłysnęła się netem, ale z czasem może wróci do gazet papierowych.

Polska prasa, z wyjątkiem Agory, wydawcy „Gazety Wyborczej", jeszcze nie rozumie jak można wykorzystać polskie klony digga: wykop.pl i gwar.pl (stworzony i należący do Agory). Większość prasowych decydentów albo nie słyszała o ich istnieniu, albo nie pojmuje jak one działają i jak można je wykorzystać.

Serwisy te zaczynają dopiero istnieć w świadomości polskich internautów i powoli wychodzą poza krąg "geeków" i informatyków. Wiele wskazuje, że oba serwisy czeka dynamiczny rozwój w najbliższych latach.

Wierzę też w profesjonalizm wydawców prasy i spodziewam się, że w przyszłym roku zaczną reagować bardziej dynamicznie na zmiany jakie zachodzą w sposobie konsumpcji informacji u ich czytelników.

> Tag: , , , ,, , , , , , , , , , , , , , , , , ,

13.12.06

Już ponad 300 osób uczestniczyło w Akademii Prasy Lokalnej


Dobiega końca Akademia Prasy Lokalnej. W styczniu 2007 r. odbędą się ostatnie edycje warsztatów dziennikarskich i menedżerskich w ramach tego programu szkoleniowego zorganizowanego przez Izbę Wydawcow Prasy i firmę szkoleniowo-doradczą Mediapolis. To pierwszy i jedyny tego typu program przeznaczony dla gazet lokalnych w Polsce. Jest on współfinansowany ze środkow Europejskiego Funduszu Społecznego.

Oto szkolenia przewidziane w styczniu przyszłego roku w programie Akademii, w której uczestniczyło już ponad 300 osób z prasy lokalnej z całej Polski :
Szkolenie nt. Informacja i interaktywność w prasie lokalnej będzie prowadzone przez znanego francuskiego specjalistę, Herve Monzat, dyrektora informacji w regionalnej francuskiej gazecie „La Depeche du Midi" i wykładowce w L'Ecole Superieure de Journalisme de Lille, jednej z największych szkół dziennikarstwa w Europie.

Szkolenie nt. Prawo prasowe i autorskie będzie prowadzone przez znanego w branży wydawniczej Andrzeja Karpowicza, adwokata i autora licznych książek na ten temat. Istotnym elementem tego szkolenia są studia przypadku, wysoko oceniane przez uczestników szkoleń, którzy chętnie zadają pytania, by znaleźć rozwiązania na problemy natury prawnej.

Akademia rozpoczęła się w marcu 2006 r. i będzie trwać do końca stycznia 2007 r. Obyło się już 25 szkoleń nt.:
  • Jak pisać, by być czytanym
  • Jak pisać, by być czytanym w internecie
  • Jak pisać wywiad i sylwetkę
  • Jak pisać reportaż
  • Jak tworzyć tematy czołówkowe
  • Jak stworzyć skuteczną szatę graficzną
  • Nowoczesny marketing prasowy
  • Organizacja i zarządzanie w wydawnictwie prasowym
  • Prawo prasowe i autorskie/Etyka dziennikarska
Akademia Prasy Lokalnej jest współfinansowana ze środkow Europejskiego Funduszu Społecznego w ramach Sektorowego Programu Operacyjnego Rozwoj Zasobów Ludzkich.

Dzięki subwencji europejskiej, opłata za jedno szkolenie wynosi tylko 20% standardowej ceny. Organizatorzy zwracają uczestnikom szkoleń koszty przejazdu. Zapewniają również nocleg i wyżywienie.

Informacje i formularze zgłoszeniowe:
Sylwia Domagała
Tel. (22) 313 22 02
Kom. 0 505 169 901
E-mail: apl@izbaprasy.pl

> Wiedzieć więcej:
Akademia Prasy Lokalnej
: Jak pisać, by być czytanym w internecie

Akademia Prasy Lokalnej
: Jak pisać wywiad i sylwetkę (2)

Akademia Prasy Lokalnej
: Jak pisać wywiad i sylwetkę

Rusza pierwsza w Polsce Akademia Prasy Lokalnej


> Tag: , , , , ,

Nowa Wirtualna Polska wygląda prawie jak Yahoo



To się czyta prawie jak Yahoo, to wygląda prawie jak Yahoo, ale to nie Yahoo. To nowa Wirtualna Polska.

Na pierwszy rzut oka, wp.pl po liftingu sprawia pozytywne wrażenie, mimo agresywnej reklamy, która zajmuje ok. 35% widocznej powierzchni na górze głównej strony.

Miła, szaro-błękitna kolorystyka, proste i czytelne menu, poziome i pionowe wyrównania, porządek na stronie, nie za duże zdjęcia, większa niż poprzednio czcionka - wszystkie te elementy wpływają korzystnie na komfort lektury. A na monitorze lektura jest wolniejsza niż na papierze m. in. ze względu na złe światło i gorszą rozdzielczość. Rozdzielczość obrazu na ekranie wynosi 72 dpi, rozdzielczość papieru (a dokładniej mówiąc - elementów graficznych) - 320 dpi, czyli ponad cztery razy więcej. To jedna z przyczyn, dla ktorej na monitorze czytamy o 25% wolniej niż na papierze.

Portal wp.pl, choć pozostaje trochę toporny i brak mu dbałości o szczegóły estetyczne jak na gazeta.pl, wyróżnia się graficznie na plus na tle innych konkurencyjnych portali: onet.pl, interia.pl, o2.pl i to już jest sukces.

Strona główna Wirtualnej Polski została poddana radykalnej kuracji odchudzającej. W jej górnej części - tej, którą widać po otwarciu w przeglądarce - znikło ponad 30% informacji i elementów graficznych obecnych w poprzedniej wersji portalu. Wygląda to jednak dość ubogo w porównaniu do innych portali, jak onet.pl czy gazeta.pl, ale strona zyskała na przejrzystości.

Gdzie podziały się inne informacje i ramki, które zagracały poprzednią wersję portalu? Znikły za pięcioma zakładkami („Główna", „Biznes", „Zakupy", „Rozrywka", „Święta") boksu informacyjnego na środku strony. To modne - bo oszczędnościowe - rozwiązanie, spopularyzowane przez Yahoo, jest dziś stosowane w dużej części nowoczesnych portali i witryn gazetowych na świecie.

Nowa Wirtualna Polska oferuje niestety niewiele możliwości personalizacji treści. W lewym górnym rogu, pojawił się skromny kącik z trzema modułami narzędziowymi „Twoja poczta", „Twoja pogoda" i „Twój Horoskop". Jeżeli dwa pierwsze zainteresują i mężczyzn i kobiety, to horoskop adresowany jest prawie wyłącznie do pań, gdyż tak w prasie jak i online panowie raczej ich nie czytają. Identyczne rozwiązanie znajdziemy w Yahoo, tylko wykonane ładniej i na prawej szpalcie, co tak naprawdę jest w tym przypadku bez większego znaczenia.

Na wp.pl można również „spersonalizować" boksy informacyjne „Wiadomości", „Sport", „Biznes" na prawej szpalcie. Użytkownicy mogą zadecydować ile informacji będzie zawierać dany boks. W sumie, to taka wersja My Yahoo dla ubogich.

Jeżeli Wirtualna nie chce się wyróżniać od swoich konkurentów, to może i wystarczy tej skromnej dozy personalizacji, jak sugeruje jeden z czytelników bloga. Ale gdyby Wirtualna chciała być choć trochę bardziej atrakcyjna, mogłaby na przykład dodać zakładkę w rodzaju "My Yahoo" czy "My YT". Zakładka prowadziłaby do strony, którą użytkownik może - jesli chce - spersonalizować tylko dla siebie, z ulubionymi RSS-ami, w tym pogoda, podcasty i wideo.

W skrócie, z marketingowego punktu widzenia, chodzi mi o segmentacje użytkownikow, tzn. jednoczesne dotarcie do wszystkich i do różnych nisz internautów przy pomocy różnych narzędzi, jak na przykład narzędzia do personalizacji stron. Dla wszystkich 98-99% powierzchni strony, dla nisz - 1-2% powierzchni. W internecie trzeba próbować, próbować i jeszcze raz próbować.

Przy okazji liftingu stron, Wirtualna Polska zmieniła również logo. Teraz słynne słoneczko z internetowym zawijasem zostało zamknięte w nieregularnej plamie o zaokrąglonych kształtach. Przypomina ustawiony pod kątem ekran komputera. W zakładce przeglądarki wygląda jednak jak kleks, co chyba nie jest zamierzonym efektem.

Co mi się nie podoba w nowej Wirtualnej Polsce:
  • Za mała szerokość stron. Mają one niespełna 770 pixeli, podczas gdy Yahoo ma 950 pixeli. To kwestia rozdzielczości monitorów jakimi dysponują Polacy: ok. 10% z nich posiada jeszcze monitory 800x600 pixeli i to do nich dostosowuje się Wirtualna Polska.
  • Brak nawigacji przy pomocy tagów. Chmura tagów (tag clouds) pokazuje znakomicie co najbardziej interesuje czytelników w danym momencie. To narzędzie może zwiększyć lojalność internauty lub czas jaki spędza na stronie portalu. Kiedy mówię o wykorzystaniu nawigacji przy pomocy chmury tagow, myślę o dotarciu tylko do niektorych segmentow internautów. Umieszczona na podstronach (nie na home page), chmura tagów okazuje sie byc ulubionym narzedziem nawigacji po newsach dla tych, ktorzy zrozumieją jak to działa (np. NYT). A zrozumiec nie jest trudno, wystarczy kliknąć w jeden czy drugi tag. Uważam, że błędem jest niekorzystanie - a przynajmniej niepróbowanie - dobrych narzedzi stworzonych przez Web 2.0.
  • Zbyt szerokie belki boksów informacyjnych „Wiadomości", „Sport", „Biznes" na prawej szpalcie.
  • Bugi: w mojej przeglądarce (Firefox 2.0 na Maca), prawy pionowy pasek znikł kilka razy, nie wszystkie artykuły się otwierają (np. „Sąd i Agora nasłały komornika na Andrzeja Leppera).
  • Brak wideo i podcastów na stronie głównej. Choć ludzie nie tylko w Polsce nie wiedzą, co to są podcasty, używaja ich. Maly boks z kilkoma podcastami + mini-FAQ o podcastach umieszczony na dole strony głównej może zainteresować jeden z segmentow internautów, np. posiadaczy iPodow czy "iPodopodobnych", którzy wchodzą na wp.pl sporadycznie. Tematyka podcastów powinna być dostosowana do kręgów zainteresowania użytkowników wp.pl.
    Podcast jest dla mnie prostym narzędzi3m umożliwiającym dotarcie do jednej z nisz użytkowników. Może uda się w ten sposób rozszerzyć grupę docelową, albo wydłużyć czas korzystania z serwisu u niektórych internautów?

Czy można stworzyć dziś w Polsce nowy designu portalu nie oglądając się na Yahoo? Przykład Wirtualnej Polski pokazuje, że chyba nie.

Co Państwo o tym myślą?

> Tag: , , , , , ,

12.12.06

Portal finansowy Vif.pl wywołuje żywe emocje na miesiąc przed premierą


Choć jeszcze ponad miesiąc do premiery nowego portalu finansowego Vif.pl (na zdjęciu jego zamaskowny zrzut ekranowy), już teraz wywołuje on żywe emocje na blogu Media Cafe Polska.

„W związku z zażartą dyskusją o VIF.pl na Pana blogu zdecydowaliśmy się na coś wyjątkowego - Panu jako pierwszemu przesyłamy zamaskowany screen fragmentu testowej, jeszcze nie ukończonej, strony głównej" - pisze Łukasz Banach szef Vif.pl.

A sceptykom, którzy powątpiewają w sukces tego projektu na trudnym rynku, Łukasz Banach odpowiada:

  • „Marka serwisu to taka rzecz której nikt nie ma na początku - trzeba ją sobie wypracować, solidnie i powoli. Nazwa to rzecz gustu. VIF.pl oznacza Vortal Inwestycji Finansowych. Jeśli my lub nasi użytkownicy uznają nazwę za niezbyt udaną nastąpi nasza interwencja. W tego typu serwisach nie nazwa jest rzeczą nadrzędną".
  • „Nie liczymy i nie poszukujemy Anioła Biznesu ani innego źródła finansowania. Podejmiemy współpracę z dziennikarzami i analitykami tworzącymi dla znanych portali i czasopism branżowych. Sposób finansowania to wewnętrzna sprawa VIF.pl, nie do informowania bynajmniej na zewnątrz".
  • „Skąd ta pewność? Ja nie ryzykuję nigdy zabaw w proroka :-) Pewność bywa zgubna".
  • „W tej 'trudnej' i 'nieopłacalnej' branży sprzedaży produktów finansowych bankier całkiem nieźle zarabia. Nie jest chyba bynajmniej Świętym Mikołajem? Proszę więc dać spróbować tego 'trudnego i niewdzięcznego chleba' ".
  • „Web 2.0 to dodatek. Nie na takich 'mało znanych' portalach W2.0 (i to jako podstawowy filar) zaczynały działać i sobie rewelacyjnie radzą. Nie będziemy w tej chwili ujawniać strategii na jakiej ową sprawę Web 2.0 oprzemy".
  • „Wszystkim tym serwisom życzymy powodzenia. Nie widzimy w nich żadnej konkurencji, jako portali niespecjalistycznych (i znów kłaniają się badania rynku rozłożenia pośrednictwa finansowego na różne podmioty....)".
  • „Skoro Polacy mało korzystają z usług finansowych (polecam przeprowadzenie badań polskiego rynku - na kilku płaszczyznach - wyjdzie coś kompletnie odwrotnego) to myślę, że bankier.pl powinien już dawno zrezygnować z czegoś co jest tak trudne i mało popularne. Może zacząć np. sprzedawać dzwonki mp3 do komórek :-)".
> Wiedzieć więcej:
Czy nowy portal finansowy Vif.pl odniesie sukces?
Powstaje portal finansowy Vif.pl, który chce zagrozić liderom: bankier.pl i money.pl

> Tag: , , , , , , , , , , , , ,

Czy nowy portal finansowy Vif.pl odniesie sukces?

Część czytelników Media Cafe Polska dość sceptycznie odniosła się do wczorajszej zapowiedzi uruchomienia w styczniu 2007 r. nowego portalu finansowego o nazwie Vif.pl.

Łukasz Radomski z PRNews.pl jest gotów nawet, jak pisze: „założyć się o skrzynkę dobrej wódki", że konkurentowi - jak na razie wirtualnemu - bankier.pl i money.pl nic z tego nie wyjdzie.

„Sam obserwuję ten rynek od kilku dobrych lat i przynajmniej trochę o nim już wiem. I nie mówię tu o sprzedaży produktów finansowych, ale o osobach zainteresowanych finansami. Stworzyć samemu dobre teksty to rzecz bardzo trudna. I wiedzą to przede wszystkim media tradycyjne. A sama sprzedaż produktów finansowych - o tym, że jest to prosta współpraca może myśleć chyba tylko ten, kto nigdy tego nie robił" - pisze Łukasz Radomski w komentarzu do wpisu.


Oto siedem powodów, dla których nie wierzy on w powodzenie Vif.pl:
  • Liczy się marka portalu (a Vif.pl tej nie ma), nie mówiąc o nazwie (którą Łukasz Radomski ocenia jako nieudaną),
  • Liczą się finanse, a zatrudnienie własnych dziennikarzy, którzy coś nowego mogą napisać o finansach będzie kosztowało. Chyba, ze Vif.pl liczy, że po takich tekstach jak ten, który ukazał się na Media Cafe, zgłosi się do niego jakiś anioł biznesu?
  • Nie wyjdzie współpraca z innymi mediami, zwłaszcza zagranicznymi (koszty tłumaczenia są zbyt wysokie).
  • Sprzedaż produktów finansowych online wbrew pozorom jest bardzo trudna, a współpraca z zewnętrznym partnerem posiadającym podpisane umowy, nie jest już tak opłacalna.
  • Zwykli internauci słabo znają się na finansach, a ci którzy się na nich znają, są coraz mniej aktywni (jednym słowem zapomnijmy o web 2.0 zwłaszcza na nieznanym portalu)
  • Swoje serwisy odnawiają lub uruchamiają dziennik.pl, wp.pl, pb.pl. szykuje sie rp.pl, tvn24.pl.
  • Polacy mało korzystają z usług finansowych, dlatego przeróżne porównania, dyskusje etc. nie spełniają swojej roli.
Rzeczywiście, karty wydają się a priori rozdane na rynku polskich portali finansowych, ale przypominam, że Google Finance też wchodzil na rynek - na dodatek globalny - gdzie konkurowały ze sobą dziesiatki pierwszoplanowych graczy.

W rożnych, nawet najbardziej zapchanych, segmentach internetowego biznesu można odnieść sukces pod warunkiem, że zaproponujemy ludziom nowy, prosty i innowacyjny produkt, który przyniesie im więcej korzyści niż inne, jak np. Netvibes.

Vif.pl raczej nie ma finansów Google. Pytanie czy ma do zaoferowania coś, co go zdecydowanie wyróżni od liderów rynku? Tego jeszcze nie wiemy.

A jakie jest Państwa zdanie na ten temat? Kto założy się z Łukaszem Radomskim?

> Wiedzieć więcej:
Powstaje portal finansowy Vif.pl, który chce zagrozić liderom: bankier.pl i money.pl

> Tag: , , , , , , , , , , , , ,

Amazon inwestuje w wiki

Amazon pozazdrościł Google, który kupił niedawno platformę wiki JotSpot, i zainwestował w serwis Wikia - informuje CNET.

Stworzona w 2004 r. przez jednego z twórców Wikipedii, Jimmy Walesa, Wikia pozwala na tworzenie wspólnot wokół tematów nie związanych z encyklopedią online, jak przewodniki turystyczne, telewizja, gry etc.

Celem Jeffa Bezosa, szefa Amazon, jest pomagać swoim klientom w wymianie coraz większej ilości informacji. Bezos chciałby „utrzymać wzrost takich serwisów jak Wikia, które 'skrakowały' kod treści produkowanych przez samych internautów". Ciekawe sformułowanie...

Tak jak Google jest czymś o wiele więcej niż wyszukiwarką, Amazon nie jest zwykłym sklepem online z książkami i DVD. Jego oferta Web Services przypomina coraz bardziej to co Read/Write Web zgrabnie nazywa „systemem eksploatacji dla internetu nowej generacji".

Źródło: CNET

> Wiedzieć więcej:
Co Wikia i Jimmy Wales, założyciel Wikipedii, chcą zrobić w Polsce

Google kupuje serwis wiki Jotspot umożliwiający wspólną pracę

> Tag: , , , , ,

Jak można wykorzystać blogi w szkole



Jak można wykorzystać blogi w szkole - to tytuł krótkiej, ale treściwej prezentacji w jęz. ang. przygotowanej przez British Council.

Zródło: slideshare

> Tag: , ,

USA: Ile czasu dzieci spędzają w internecie

USA: Czas spędzany przez dzieci w internecie w szkole i w domu
Rodzaj
W domu
W szkole
Mniej niż 30 min.
18 %
35 %
30 à 60 min.
24 %
18 %
1 à 2 godz.
25 %
5 %
+ 2 godz.
23 %
3 %
Nie surfuje w Internecie
11 %
39 %


Źródło: Harris Interactive

> Tag:

11.12.06

Linki 11.12.06

Powstaje portal finansowy Vif.pl, który chce zagrozić liderom: bankier.pl i money.pl

Nadchodzi konkurencja dla portali finansowych bankier.pl i money.pl . Pod koniec stycznia 2007 r. wystartuje serwis vif.pl, który pozycjonuje się jako alternatywa dla obu liderów tego lukratywnego segmentu. Testy dla beta-testerów przewidziane są pod koniec grudnia tego roku.

„Vif.pl będzie nowatorskim, multimedialnym portalem informacyjnym z niewielką dozą niezbędnego Web 2.0" - wyjaśnia Media Cafe Polska Łukasz Banach, szef projektu.

Strategia portalu opiera się na pięciu elementach:

1. Technologia. Portal będzie platformą multimedialną z własnymi podcastami i wideo oraz - co ma być nowością na polskim rynku - oryginalnym „komunikatorem biznesowym z ciekawymi funkcjami", działającym w oparciu o RSS. Będzie to zewnętrzna aplikacja do zainstalowania w komputerze użytkownika. A w przyszłości, kto wie, może telewizja internetowa?

Vif.pl nie przewiduje tagowania tekstów i wpisów, co wynika według mnie z niezrozumienia możliwości jakie daje to narzędzie nowoczesnej nawigacji opartej na folksonomii.

2. Wysoka jakość merytoryczna oferowanych treści. Oprócz materiałów agencyjnych i agregowanych, tzn. pobieranych z innych źródeł, na podstawie umów o współpracy, Vif.pl będzie tworzył też własne treści. Zajmie się tym 5-6 osobowy zespół redakcyjny i analitycy piszący dla portali finansowych.

„Wiem jakie to ważne na przykład dla inwestorów giełdowych. Z naszych badań wynika jasno, iż potencjalni użytkownicy portalu są zainteresowani unikalnymi treściami" - podkreśla Łukasz Banach.

Oprócz informacji specjalistycznych, portal będzie też publikował materiały z innych dziedzin, jak np. polityka, gospodarka, sport czy rozrywka. Jego szefowie wychodzą bowiem z założenia, że portal finansowy to miejsce nie tylko dla specjalistów. A skoro na Vif.pl zaglądać mają też ludzie nie związani zawodowo z finansami, takie informacje mogą ich zainteresować.

3. „Niezbędne elementy Web 2.0". Portal zaoferuje możliwość aktywnego tworzenia zawartości przez samych użytkowników, np. wideo. Vif.pl przygotowuje serwis blogów tematycznych w stylu bblog.pl.

4. Vif.pl będzie mieć własne Centrum Finansowe z zapleczem doradczym online „jednej z największych firm doradczych w Polsce". Portal zaoferuje pośrednictwo w sprzedaży produktów finansowych. „W zasadzie tego typu usługi istnieją już w polskim internecie, oprócz jednej nowości. Pracują nad tym teraz nasi prawnicy" - informuje Łukasz Banach. Nie wyklucza, że w przyszłości rozszerzy działalność na pozainternetowe pośrednictwo finansowe.

5. Serwis społecznościowy o charakterze biznesowo-ekonomicznym. To pieśń przyszłości. Na razie wiadomo jedynie, że będzie to raczej serwis w stylu goldenline.pl, skoncentrowany na środowiskach finansowych i ekonomicznych.

Grupa docelowa Vif.pl to:
  • inwestorzy giełdowi
  • osoby zainteresowane transakcjami walutowymi, tzw. forex (to będzie najważniejszy dział portalu. Vif.pl będzie pośrednikiem kilku zagranicznych instytucji forexowych)
  • osoby poszukujące informacji na temat rynku pracy, podatków, emerytury i prawa.
  • osoby poszukujące kredytów i szukające intratnych możliwości ulokowania pieniędzy.
Kto jest inwestorem i ile wynosi inwestycja? Tego Łukasz Banach nie chciał zdradzić Media Cafe. Wiadomo tylko, że będzie to inwestor indywidualny i jedna ze spółek z branży IT.

Vif.pl chce być rentowny już po roku działalności, co wydaje się dość optymistyczną prognozą. To założenie wynika z doświadczeń tajemniczego inwestora. Prowadzi on - jak podkreśla szef Vif.pl - podobny typ działalności i ma podobny model biznesowy. Głównym źródłem przychodu będzie tu nie reklama lecz pośrednictwo w sprzedaży usług finansowych.

„Będziemy też mieli własny dział reklamy i wszystkie techniczne rozwiązania pozwalające na bycie niezależnym od agencji reklamowych. Ale to nie oznacza, że nie będziemy chcieli z nimi współpracować" - mowi Łukasz Banach.

> Tag: , , , , , , , , , , , , ,

6.12.06

Tak wygląda nowa formuła „Gazety Olsztyńskiej"



Tak wygląda nowa formuła „Gazety Olsztyńskiej". Jest uporządkowana, teksty są krótsze, zdjecia trochę większe, dużo „główek", zmieniła się też czcionka.

Szkoda, że nie zmieniło się logo, które się postarzało. Ale ogólnie mnie się podoba, a Państwu?

> Tag: , , , ,

5.12.06

„Gazeta Olsztyńska" i „Dziennik Elbląski" stawiają na lokalność, interaktywność i synergię z wydaniem internetowym

Jutro rusza nowa formuła redakcyjna i graficzna „Gazety Olsztyńskiej" i „Dziennika Elbląskiego". Jej 3 nowe filary to lokalność, interaktywność i synergia z wydaniem internetowym - wyjaśnia w wywiadzie dla Media Cafe Polska Tomasz Gliniecki, Redaktor naczelny obu dzienników.


Krzysztof Urbanowicz: Co będzie wyróżnikiem nowej formuły obu dzienników?

Tomasz Gliniecki: Blisko, bliżej, jeszcze bliżej naszych czytelników - to nasza strategia. Nowy layout, przygotowany przez naszego kierownika artystycznego – Monikę Burzyńską, zakłada większą dowolność w łamaniu stron, inne sposoby kompozycji zdjęć i artykułów oraz większe możliwości dla włączenia czytelnika do tworzenia gazety.

Nowy projekt redakcyjny, nad którym zaczął jeszcze pracować mój poprzednik, Robert Sakowski, zakłada zwiększenie liczby stron z informacjami lokalnymi z obecnych sześciu do dziewięciu. Materiały będą przygotowywane w lokalnych redakcjach „Gazety Olsztyńskiej" i „Dziennika Elbląskiego" (spółka Edytor wydaje 20 tygodników lokalnych, które w czwartki i piątki są dołączane do gazety). Oznacza to, że zmniejszy się objętość materiałów ze świata, sportu, a nawet poradnictwa.

Równocześnie chcemy jeszcze uprościć język artykułów i wprowadzić do obu gazet szereg ramek uzupełniających do tekstów. W przypadku poradnictwa, zmieni się całkowicie sposób pisania. Teraz punktem wyjścia będzie konkretny człowiek z regionu z konkretnym problemem.

Oprócz lokalności, stawiamy też akcent na interaktywność i synergię z wydaniem internetowym. Stworzymy naszym Czytelnikom możliwość publikacji ich artykułów i zdjęć w naszej gazecie. Będą mogli zostawiać swoje komentarze pod każdym artykułem, wysyłać swoje zdjęcia i wideo. W internetowym wydaniu gazety oprócz publikacji newsów można będzie obejrzeć filmy z różnych wydarzeń w regionie.

KU: Na czym polega synergia wydania papierowego i internetowego?

TG: Oba wydania są różne. W internecie nie publikujemy całych artykułów z wydania papierowego, by uniknąć jego kanibalizacji.

Stawiamy na dużo krótkich newsów, łatwo „skanowalnych", bo internauci raczej nie czytają, tylko skanują. Każda wiadomość musi zmieścić się w jednym ekranie, bez konieczności przewijania. Treści tworzone przez internautów będą również publikowane w wydaniu papierowym. Nawet jeśli nie jest to ta sama grupa docelowa, zakładamy, że w taki sposób oswoją się z marką gazety.

Mamy strony internetowe „Gazety Olsztyńskiej" od pół roku, przedtem istniał tylko nasz portal regionalny Warmia i Mazury. Dużo dowiedzieliśmy się o zwyczajach internautów i wiemy jak reagować na ich oczekiwania.

KU: Ilu dziennikarzy zajmuje się wydaniem internetowym?
TG: Na razie mamy dwie osoby. Pracują w jednym newsroomie z redakcją przygotowującą wydanie papierowe. Redakcja internetowa będzie się zwiększać. Będziemy zdecydowanie rozwijać multimedia. To przyszłość internetu.

> Inne wywiady Media Cafe:
> Tag: , , , ,

Linki 5.12.06