29.12.08

Co specjaliści prognozują dla internetu na 2009 rok

View SlideShare presentation or Upload your own. (tags: social media)

Morgan Stanley: Recesja nie spowolni rozwoju mediów społecznościowych, wideo i VoIP


Mimo recesji w gospodarce, media społecznościowe, wideo, VoIP i rynek usług mobilnych będą rozwijać się w szybkim tempie - prognozuje Morgan Stanley w raporcie przygotowanym w listopadzie 2008 r. na Web 2.0 Summit.

Źródło: Slideshare (via Techcrunch)

6.12.08

Off


Pierwsze narty w tym roku, we włoskim San Candido, niedaleko Cortina d'Ampezzo, w Dolomitach. Będę nieobecny na blogu, bez dostępu do internetu, do 14 grudnia. Pozdrawiam wszystkich.

5.12.08

Czy Grupa Spiegel zamknęła „Manager Magazin", bo nie chciała już prowadzić biznesu w Polsce?

Michał Fura z „Gazety Prawnej" pisze na swoim blogu o przyczynach zamknięcia „Manager Magazin".

Nie zgadza się moją analizą (nieudolność kolejnych prezesów, złe zarządzanie, exodus top managementu, ogromne inwestycje i brak rentowności) i uważa, że głównym powodem wycofania się właściciela tytułu, niemieckiej Die Spiegel Gruppe, jest zmiana strategii nowego prezesa, który nie chciał już prowadzić biznesu w Polsce.
„To oczywiście zrozumiałe. Jeden tytuł w Polsce, to niewiele dla takiego wydawnictwa jak Grupa Spiegel. W takiej sytuacji łatwiej zamknąć pismo w Polsce niż nawet sto razy gorzej prosperujące pismo w Niemczech. Szczególnie, gdy zbliża się recesja. Ale to zupełnie co innego, niż zamknięcie pisma z powodu nierentowności i braku perspektyw. Rentowność się zbliżała, zresztą zgodnie z planem. A perspektywy - uważam - pismo miało bardzo duże. Obok Forbesa, to jedyny liczący się magazyn w tym segmencie i myślę, że na rynku jest miejsce dla obu tytułów" - pisze dziennikarz.
Myślę, że na porażkę „Manager Magazin" złożyły się wszystkie czynniki, o których mówi Michał Fura, i te o których pisałem wczoraj. Gdyby „Manager Magazin" odniósł sukces wydawniczy, właściciel zawahałby się przed jego zamknięciem, a przed wycofaniem z Polski z większym entuzjazmem szukałby kupca.

I podpisuję się dwoma rękoma pod tym zdaniem Michała Fury: „Szkoda, że Spiegel nie dał Managerowi szansy i się poddał"...

> Wiedzieć wicej:

3.12.08

Kronika zapowiedzianej śmierci „Manager Magazin"

Ironia losu, czołówka numeru grudniowego pisma to: „Handlowcy na wysokich obrotach. Jak utrzymać wyniki sprzedaży w kryzysie"

Czy przyszłość „Manager Magazin" stoi pod znakiem zapytania? - pytałem w październiku 2007 roku. Dziś niemiecki właściciel - Die Spiegel Gruppe - podjął decyzję o zamknięciu tego magazynu biznesowego istniejącego od 2004 roku.
Prasa biznesowa na całym świecie ma poważne problemy z powodu kryzysu instytucji finansowych i zapaści na rynku producentów samochodów. Wynik finansowy polskiej edycji ”Manager Magazin” w bardzo dużym stopniu zależy od przychodów z reklam pochodzących z obu tych branż. Już w 2008 roku widoczne były znaczne cięcia w kampaniach marketingowych firm z tych sektorów, co przełożyło się na gorszy wynik finansowy „Manager Magazin”, a przewidywania na 2009 rok są jeszcze bardziej niepokojące – poinformował wydawca w komunikacie, cytowanym dziś przez Presserwis.

Myślę, że nadchodzący kryzys nie jest główną przyczyną tej decyzji. To tylko pretekst do zlikwidowania nierentownego i coraz mniej perspektywicznego pisma. Prawdziwym powodem były zbyt niskie przychody pisma oraz nieudolne zarządzanie dwóch kolejnych prezesów magazynu, którzy nie potrafili stworzyć sensownej strategii rozwoju.

Od 2004 roku, niemiecki właściciel wpompował ok. 15 milionów złotych w biznes, który nigdy nie osiągnął progu rentowności. Wg ZKDP, „Manager Magazin", sprzedawał średnio 32 682 egzemplarzy w okresie od sierpnia 2007 roku do sierpnia 2008 roku.

Pierwszy prezes Manager Media, wydawcy „Manager Magazin", Philipp Busch, który był jednocześnie prezesem niemieckiego i węgierskiego „Manager Magazine", został zwolniony w październiku 2007 roku.

To za jego czasów, w okresie zaledwie trzech miesięcy, od czerwca do sierpnia 2007 r., z wydawnictwa najpierw odeszli wszyscy menedżerowie: dyrektor zarządzający, dyrektor biura reklamy, dyrektor marketingu i sprzedaży oraz szef działu eventów, później - cały dział reklamy oraz jeden z kluczowych dziennikarzy. Philipp Busch zapłacił głową za porażkę w rozwoju biznesu nie tylko w Polsce, ale też i na Węgrzech. Der Spiegel, jak to w cywilizowanych wydawnictwach bywa, pozwolił mu odejść honorowo, choć wszyscy wiedzieli, że odchodzi na tarczy.

Jego następca, niemiecki arystokrata Nikolaus von Nathusius okazał się jeszcze bardziej nieudolny. Ten były specjalista od pism mleczarskich, nierozważnie rozdmuchał koszty, w tym osobowe, zamiast je ciąć - potwierdziło mi to kilka osób z wydawnictwa. By uzupełnić braki w zespole po exodusie top managementu, zatrudnił ludzi oferując im dość wysokie pensje jak na tak nierentowny tytuł: jeden z dziennikarzy otrzymał wynagrodzenie w wys. 20.000 zł, część wyrabiała miesięcznie ponad 10.000 zł z wierszówką. Pracownicy działu reklamy otrzymali pensje w wys. 6-7.000 zł, plus prowizja w wys. 8-10 procent. Dane te kontestują dziennikarze „Manager Magazin" w komentarzach do wpisu.

Kiedy widmo totalnej klęski pojawiło się na horyzoncie, Nikolaus von Nathusius zaczął myśleć o odsprzedaniu tytułu potencjalnym zainteresowanym:
  • Inforowi, wydawcy „Gazety Prawnej". Prezes von Nathusius podobno nie przepadał za prezesem Inforu, Ryszardem Pieńkowskim, który dwa lata temu odsprzedał 25% udziałów jakie Infor posiadał w spółce wydającej „Manager Magazine". Czy to zaważyło na jego niechęci do rozmów z Inforem, jak sugeruje jedno z moich źródeł informacji?
  • Migut Media, wydawcy konkurencyjnego „Businessman.pl", stworzonego w październiku 2007 roku przez zespół, który uciekł z „Manager Magazine". Prezes wydawnictwa, Wiesław Migut był zainteresowany kupnem, ale potwierdził mi, że nie otrzymał żadnej propozycji i nigdy nie doszło do konkretnych rozmów.
  • Axelowi Springerowi, który wydaje konkurencyjny tytuł „Forbes", lidera na rynku magazynów biznesowych.
To też się Nikolausowi von Nathusiusowi nie udało. Tak więc styczniowy numer miesięcznika „Manager Magazin" będzie ostatnim, jaki ukaże się na rynku polskim. Ironia losu, czołówka numeru grudniowego to: „Handlowcy na wysokich obrotach. Jak utrzymać wyniki sprzedaży w kryzysie" (zdjęcie powyżej).

Jak pisze w komentarzu jeden z dziennikarzy „Manager Magazine":
„(...) ostatnie wydania - choćby to kryzysowe ze Stiglitzem i raportem BCG - znikały z półek jak ciepłe bułki. Śmiechem zza grobu może się okazać, że ostatnie przedśmiertne numery będą miały najwyższą sprzedaż w historii"...

Mizerny segment pism biznesowych w Polsce, z którego w ciągu 2 ostatnich lat znikły 3 magazyny: „Businessman Magazine" (który zostawił po sobie miliony długów), „BusinessWeek" (wydawany przez właściciela „Wprost") i „Profit" (który zmienił w 2004 roku nazwę na „Forbes"), kurczy się więc do dwóch pism.

Teraz, do podziału tortu reklamowego w segmencie pozostały już tylko „Forbes" i „Businessman.pl". Ich szefowie z pewnością nie będą płakać po znikającym konkurencie.

> Wiedzieć więcej:

  • Wydawca miesięcznika "Manager Magazin" i związanych z nim publikacji rozpoczął działalność latem 2004 pod nazwą "Wydawnictwo Infor Manager Sp. z o.o." Było to joint venture Manager Magazin Verlagsgesellschaft (spółki zależnej Grupy Spiegel) oraz Grupy Wydawniczej Infor. Trzy lata później, latem 2007 r. niemiecki wspólnik przejął udziały Inforu i od tego czasu firma jest w 100 proc. własnością Grupy Spiegel. Zmieniła się także jej nazwa na: "Manager Media Sp. z o.o.". W grudniu 2004 r. ukazał się pierwszy numer miesięcznika "Manager Magazin" (Źródło: "Manager Magazin")

2.12.08

Twitter - to temat audycji "W sieci sieci" dzis o godz. 22.00 w Tok FM

Barack Obama uczynił z niego jeden z filarów swojej kampanii wyborczej w internecie, Facebook chciał go kupić za 500 milionów dolarów, internauci zamieścili w nim ponad miliard wpisów, a świadkowie zamachów w Bombaju na bieżąco relacjonowali akcje hinduskich komandosów...

To Twitter, najsłynniejszy i największy serwis mikroblogginu na świecie. Dorobił się milionów fanów, setek klonów i zrewolucjonizował nasz sposób korzystania z internetu.

Twitter będzie dziś tematem naszej rozmowy z z Cezarym Łasiczką w audycji W sieci sieci", na antenie Tok FM (97,7 FM w Warszawie, godz. 22.00-23.00).

Serdecznie zapraszam do słuchania i do zadawania pytań mailowo, telefonicznie i/lub przez Gadu Gadu.

1.12.08

Agora zaczyna współpracę z Dailymotion, jednym z głównych konkurentów YouTube

Grupa Agora, wydawca „Gazety Wyborczej" i portalu Gazeta.pl, i Dailymotion, jeden z popularniejszych serwisów oferujących atrakcyjne materiały wideo użytkownikom na całym świecie, będą współpracować w zakresie wymiany treści audiowizualnych i działań reklamowych - poinformowała Agora w komunikacie.

Dailymotion.com, jeden z głównych konkurentów YouTube, to otwarty serwis internetowy umożliwiający prezentację filmów, wideoklipów lub miniprodukcji w internecie, odwiedzany miesięcznie przez prawie 40 mln użytkowników na całym świecie.

Od początku grudnia materiały z tego serwisu będą pojawiały się na stronach internetowych Agory, a produkcje wideo Agory zostaną udostępnione użytkownikom serwisu Dailymotion. W ramach partnerstwa Agora będzie również sprzedawała powierzchnię reklamową Dailymotion reklamodawcom zainteresowanym wykorzystaniem nowych formatów wideo w internecie.

„Współpraca z Dailymotion ma dla nas strategiczne znaczenie. Zyskujemy partnera światowego kalibru, dostęp do jednej z najlepszych technologii dystrybucji wideo, a przede wszystkim atrakcyjną i szybko rosnącą powierzchnię reklamową związaną z treściami wideo. Stawia to nas w ścisłej czołówce polskich graczy na rynku reklamy w serwisach multimedialnych w Polsce" - mówi Maciej Wicha, Dyrektor Serwisów Informacyjnych i Społecznościowych Agory, członek zarządu A2 Multimedia.
W podobnym duchu wypowiada się też oczywiście Dailymotion:
„Cieszymy się bardzo z tej współpracy. Jest dla nas potwierdzeniem atrakcyjności naszego serwisu, ale też uznaniem dla skuteczności ochrony praw autorskich materiałów wykorzystywanych przez Dailymotion. Współpraca z Agorą udowadnia po raz kolejny jak wiele znaczy Dailymotion dla ważnych firm medialnych na świecie" - mówi Mark Zaleski, prezes zarządu Dailymotion.
Jak podkreśla wspólny komunikat obu firm, Dailymotion przykłada szczególną wagę do legalności i przestrzegania praw autorskich materiałów publikowanych w swoim serwisie. Rozwiązania i zabezpieczenia stosowane w serwisie pozwalają na automatyczne wykrywanie nielegalnych materiałów.

> Wiedzieć więcej:

Dailymotion jest pierwszym niezależnym serwisem wymiany wideo, do którego użytkownicy dodają ponad 15 000 nowych plików dziennie. Według comScore, w październiku 2008 r. 38,3 mln użytkowników obejrzało ponad 859 mln plików wideo, w tym oficjalne materiały partnerów i kreacje Motionmakerów (użytkowników Dailymotion, którzy przesyłają dużo oryginalnych wideo swojej kreacji). Dailymotion używa zaawansowanych technologii i oferuje materiały wideo w wysokiej jakości (HQ) i rozdzielczości (HD) na szybkiej i łatwiej w obsłudze platformie.

Francuska grupa prasowa Les Echos połączy swoje redakcje „papierowe" i internetowe

Nowa, połączona redakcja print & online będzie tworzyć materiały dla mediów papierowych, internetowych, telefonów komórkowych, stacji telewizyjnych i radiowych

Francuska grupa prasowa Les Echos połączy swoje redakcje „papierowe" i internetowe w 2009 r. - zapowiedział prezes Les Echos, Nicolas Beytout. Grupa Les Echos, należąca do największego na świecie producenta dóbr luksusowych - LVMH, posiada największy dziennik ekonomiczny we Francji - „Les Echos" oraz magazyny ekonomiczne, m. in. „Enjeux-Les Echos", „Investir" i stację radiową Radio Classique.

Beytout zaprezentował w zeszłym tygodniu projekt pod nazwą „Convergences 2009", którego celem jest transformacja grupy Les Echos w „globalne przedsiębiorstwo produkujące informację ekonomiczną i finansową". Kołem zamachowym tego projektu będzie duża redakcja tworząca materiały dla mediów papierowych, internetowych, telefonów komórkowych, stacji telewizyjnych i radiowych".

W ciągu pięciu najbliższych lat, grupa Les Echos przewiduje wzrost przychodów na poziomie 2-3% rocznie, informuje „Le Figaro". By zwiększyć przychody, grupa Les Echos chce uruchomić w 2009 roku serię internetowych witryn tematycznych. Zainwestuje w to przedsięwzięcie od 3 do 5 milionów euro. Równocześnie, Francuzi zamierzają przeznaczyć 5 do 10 milionów euro na akwizycje w mediach papierowych i internetowych.


W 2008 roku, sprzedaż „Les Echos" skoczyła do góry o 10%, głównie dzięki kryzysowi finansowemu. Przychody z reklam spadły jednak o 9%. Firma znajdzie się w tym roku pod kreską za sprawą wysokich odpraw do wypłacenia dziennikarzom, którzy odeszli z gazety po przejęciu jej przez LVMH, powołąjąc się na tzw. „clause de conscience" (klauzula sumienia). Francuski Kodeks Pracy pozwala dziennikarzom na rezygnację z pracy dla nowego właściciela jeśli nie zgadzają się z jego opiniami i gwarantuje odprawy, oficjalnie w niektórych przypadkach, ale w rzeczywistości prawie zawsze.



„Les Echos" należy do czołówki innowacyjnych firm medialnych we Francji. We wrześniu 2007 roku, jako pierwsza redakcja na świecie, stworzyła ona wersję gazety na papierze elektronicznym - Les Echos ePaper, aktualizowaną od godz. 6.00 do 21.00.


Jako pierwsza redakcja we Francji, „Les Echos" zaoferowało też swoim czytelnikom możliwość personalizacji strony internetowej za pomocą strony startowej „Mes Echos" (jak w „New York Times"), na bazie Netvibes.

> Wiedzieć więcej:

29.11.08

Wydawcy prasowi powinni jak najszybciej łączyć redakcje papierowe i internetowe



Tak będzie funkcjonować redakcja przyszłości - uważa m. in. Juan Antonio Guiner z Innovation, który opublikował infografikę wyjaśniającą jak działa "The Information Engine".

(krótki komentarz dla „Press")

W erze internetu i wszechobecnej konwergencji, tradycyjne media przestają powoli myśleć i działać jak wydawnictwo prasowe czy stacja telewizyjna. Na palcach jednej ręki można dziś zliczyć wydawców, którzy jeszcze postrzegają naiwnie internet jako produkt zastępczy dla papieru, jako dodatek a nie jako strategiczną przestrzeń pierwszej wagi.

Większość wydawców gazet papierowych zrozumiała, że albo szybko przekształcą się w multimedia funkcjonujące 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, albo znikną. Tradycyjne media ewoluują w stronę multimedialnych agencji prasowych, które produkują treści na różne platformy: prasa, radio, telewizja, internet, telefony komórkowe, konsole do gier etc.

W tym kontekście fuzja redakcji print i web w celu stworzenia multimedialnych newsroomów jest naturalnym trendem, który rozwija się coraz szybciej w USA i krajach Europy Zachodniej. To najlepsze rozwiązanie pod względem kosztowym i organizacyjnym. Im szybciej tradycyjne media - prasa, radio i telewizja - zaczną wprowadzać tego rodzaju zmiany, tym większe mają szanse, że uda im się przeżyć internetową nawałnicę i znaleźć miejsce w cyberprzestrzeni, gdzie przeszła już część ich odbiorców.

Pytanie nie jest czy łączyć obie redakcje, ani kiedy to zrobić, bo odpowiedź na to pytanie znamy już od kilku lat. Teraz pytaniem jest jak zintegrować redakcję multmedialną z tzw. crowd sourcing. czyli niedziennikarzami - blogerami, ekspertami i innymi twórcami treści oraz jak wykorzystać niesamowity potencjał zbiorowej inteligencji, która rozwinęła się dzięki Web 2.0.

24.11.08

Dwa lata Naszej Klasy, Siedem gadżetów, które wykończyła komórka, Porno na DVD umiera, 50 serwisów dla szukających pracy

    • W ciągu ostatnich miesięcy polski internet nie zmienił swojego oblicza, ale nabrał nowego wymiaru, symbolizowanego przez "naszo-klasowego" internautę.
    • Źrodło: Technoblog

  • Siedem kolejnych gadżetów, które wykończyła komórka
    • Lista gadżetów, które zabiła komórka, okazała się nadzwyczaj popularna i sprowokowała czytelników do komentowania poruszonego w tekście zagadnienia. Sporo było standardowej krytyki - ale w komentarzach pojawiły się również sugestie dotyczące tego, jakie jeszcze urządzenia należy uznać za "ofiary komórki".
    • Źródło: Wired (via Gazeta.pl)

  • Designing for the Web
    • Blog o książce nt. webdesign
    • Źródło: blog Five simple steps

  • Porno na DVD umiera
    • Kiedy Playboy rezygnuje z dystrybucji filmów porno na płytach DVD, to znak, że dzieje się źle. Za nim pójdzie pewnie już niedługo większość branży. To fakt - porno na DVD umiera. Zapowiadało się na to już od jakiegoś czasu. I to z kilku powodów.
    • Źrodło: Technoblog

  • Forget Facebook: 50 Social Sites for the Serious Student and Job Seeker
    • Nie sposób zliczyć serwisów społecznościowych. Oto selekcja pięćdziesięciu z nich pod kątem pracy dla poważnych studentów i osób, które szukają pracy.
    • Źrodło: Career Overview

23.11.08

Internauci stworzyli wirtualny fotoalbum Stoczni Gdańskiej


Ponad 400 osób z całej Polski fotografowało w sobotę tereny byłej Stoczni Gdańskiej. Dzięki tysiącom zdjęć, wykonanych w ciągu kilku godzin, powstanie wirtualny fotoalbum - poinformował Tomasz Krawczyk, kierownik projektu online MM Moje Miasto.

Akcję pod nazwą „Photo Day 2.0” zorganizował trójmiejski portal informacyjno- społecznościowy www.mmtrojmiasto.pl (element projektu MM Moje Miasto grupy wydawniczej Media Regionalne). To tu powstaje teraz ogromny, wirtualny fotoalbum miejsca, które za parę lat zmieni się w nową dzielnicę Gdańska - Młode Miasto.

- Udało nam się wejść na teren niedostępny na co dzień, gdzie można było podziwiać nawet pozostałości XIX-wiecznych statków i urządzeń. To między innymi powód tak wspaniałej frekwencji! – mówi Oliwia Piotrowska, szefowa trójmiejskiej redakcji MM Moje Miasto. - Zdjęcia uczestników można teraz oglądać na naszym serwisie, cały czas dodawane są kolejne. Wkrótce wybrane przez naszą społeczność fotografie trafią na specjalną wystawę – zapowiada.

Podobne akcje fotograficzną przeprowadziły już inne serwisy z projektu MM Moje Miasto: na „Fotodeju” w kopalni Szombierki na Śląsku stawiło się 200 osób (więcej na: www.mmsilesia.pl), a szczecińska MM-ka przeprowadziła już szesnaście takich akcji (vide: www.mmszczecin.pl).

MM Moje Miasto to projekt, składający się z dziesięciu serwisów informacyjno-społecznościowych oraz dwóch bezpłatnych tygodników. Papierowe wydania wraz z portalami działają w Szczecinie i Lublinie, a portale funkcjonują ponadto w Warszawie, Łodzi, Poznaniu, Krakowie, Bydgoszczy, Lublinie, Trójmieście, Wrocławiu i na Śląsku.

19.11.08

Benjamin Netanyahu skopiował stronę internetową Baracka Obamy



Być jak Obama. Benjamin Netanyahu, lider konserwatywnej partii Likud w Izraelu, kandydat w wyborach prezydenckich, skopiował strony internetowe Baracka Obamy.

Rosyjska wersja jego nowej witryny jest klonem witryny Obamy, a dzięki udanemu fotomontażowi Bibi figuruje obok Obamy.

W wersji hebrajskiej, która jest lustrzanym odbiciem wersji rosyjskiej, nie ma Obamy, ale jest ten sam układ strony, te same kolory, nawet ta sama czcionka... “Imitation is the greatest form of flattery”, tłumaczy Ron Dermer, jeden z wyborczych doradców Netanjahu.

Kiedy napisały o tym takie gazety jak „New York Times" i „International Harald Tribune", ludzie Netanjahu zmodyfikowali wygląd wersji rosyjskiej: znikły fotomontaże z Obamą, czerwone elementy graficzne, logo duetu Obama-Biden. A teraz strona wygląda tak:

18.11.08

W sieci sieci: Redakcja.pl, Pikeo.pl, POrazkaroku.pl, Biznes-Klasa.pl, Collatio.pl, Twingr.com...

Oto niektóre z tematów, jakie poruszyliśmy dziś z Cezarym Łasiczką w audycji W sieci sieci", na antenie Tok FM (97,7 FM w Warszawie, godz. 22.00-23.00):



Wydarzenie tygodnia: Axel Springer uruchomił serwis internetowy Redakcja.pl. To platforma prezentująca opinie, komentarze i analizy kilkudziesięciu znanych polskich dziennikarzy i publicystów. Nowy serwis otwarty jest dla autorów zewnętrznych: profesjonalistów i użytkowników zainteresowanych w szczególności tematyką polityczną, ekonomiczną i społeczną. Będą oni mieli możliwość założenia własnego blogu.


Polecam też fotograficzny serwis społecznościowy Pikeo.pl. Został on uruchomiony przez Wirtualną Polskę wspólnie z France Telecom. To polska wersja strony funkcjonującej już w wersji francuskiej, angielskiej, hiszpańskiej i chińskiej. Pikeo.pl umożliwia przesyłanie zdjęć na swój profil z telefonu komórkowego i lokalizowanie ich na mapie. Zdjęcia o łącznym rozmiarze 1 GB można też udostępniać innym osobom.



Kiks tygodnia:
Na rok rządu Donalda Tuska PiS przygotowało specjalną stronę internetową pod nazwą POrazkaroku.pl z 20 filmami opisujących porażki gabinetu Tuska. To najbardziej tragikomiczny serwis jaki widziałem od wielu miesięcy. Siermiężna grafika, teatralna, mroczna atmosfera, zdjęcia polityków PO z dziwnymi grymasami - na kilometr wieje tandetną manipulacją. Co gorsza, autorzy nie dostrzegają swojej śmieszności i obiecują nowe witryny tego typu. Na dodatek, jak się okazuje PiS zapomniał o prawie autorskim i wykorzystał zdjęcia bez wiedzy autora, wideo bez wiedzy TVN, a nagrania audio bez wiedzy Radia Zet.




Barack Obama opublikował swoje pierwsze wideo-przemówienie na YouTube. Wygląda na to że prezydent-elekt wpisze na stałe do swojej strategii komunikacji korzystanie z narzędzi i technologii Web 2.0, szczególnie blogi i wideo.

Najciekawszy tekst tygodnia
: Tekst z „Dziennika" o cyfrowych tubylcach, o tym różnią się oni od pokolenia swoich rodziców i jakie tajemnicy kryje ich mózg. Polecam też tekst: Polskie społeczeństwo oczami Google.

Inne ciekawe wydarzenia i serwisy internetowe:

16.11.08

„Rzeczpospolita" pisze o spowolnieniu na rynku reklamowym w Polsce

„Rzeczpospolita" pisze o spowolnieniu na rynku reklamowym w Polsce. Według dziennika, w przyszłym roku może być mniej kampanii promujących wizerunki firm, a ceny gazet mogą wzrosnąć.

Firma CR Media Consulting obniżyła prognozy wzrostu reklamowego rynku 2009 roku z 6,9 proc. do 1,7 proc. Oznacza to, że wydatki na reklamę w Polsce wyniosą o 40 milionów zł mniej ( już nie 7,96 mld zł mld zł, a 7,59 mld zł)

„Choć o reklamowym kryzysie na razie nie ma mowy, widać już wywołaną ostatnimi wydarzeniami na światowym rynku zmianę polityki niektórych reklamodawców, np. z sektora bankowego. – Banki przesuwają inwestycje z dużych promocji kredytów hipotecznych, które promowały w tym roku, na reklamy swoich kont i lokat, które teraz, dzięki podwyżce stóp procentowych, mogą być wyżej oprocentowane – mówi Tomasz Ramza, media director z domu mediowego MPG" - czytamy w „Rzeczpospolitej".
Eksperci cytowani przez dziennik uważają, że jeśli dojdzie do cięć w budżetach, najmniej ucierpi telewizja, najbardziej prasa (dzienniki odmrożą więc prawdopodobnie swoje ceny) i billboardy. Według „Rzeczpospolitej" bez uszczerbku wyjdzie reklama internetowa, radia reklamowe w sklepach oraz reklama w środkach komunikacji i w kinach.

> Wiedzieć więcej: Nie będzie Apokalipsy reklamowej on-line w 2009 roku

Recepta na popularność na YouTube, 200 muzycznych mashupów, Archiwa gazet gratis, Google's SEO Starter Guide

15.11.08

Barack Obama opublikował swoje pierwsze wideo-przemówienie na YouTube

George W. Bush co sobota nagrywał podcasty na stronie Białego Domu, jego następca - Barack Obama woli wideo na YouTube.

W oczekiwaniu na inwestyturę 20 stycznia 2009 roku, amerykański prezydent-elekt nagrał wczoraj w swoim biurze w Chicago swoje pierwsze wideo-przemówienie do narodu - informuje Associated Press.

Zostało ono wyemitowane dziś w stacjach radiowych w USA i opublikowane na jego przejściowej stronie Change.gov, na blogu tej strony w sekcji Newsroom, na stronie ObamaBlog oraz w serwisach internetowych: YouTube, AOL, Yahoo i MSN.

Wygląda na to że Obama wpisze na stałe do swojej strategii komunikacji korzystanie z narzędzi i technologii Web 2.0, szczególnie blogi i wideo. Nic dziwnego, ok. 2 miliony internautów oglądnęło w ciągu zaledwie dwóch dni wideo z przemówieniem prezydenta-elekta Baracka Obamy na YouTube wygłoszonym 4 listopada 2008 roku po ogłoszeniu wyników wyborów. W internecie krążyło jakieś 500 różnych wersji przemówienia, które były oglądane w sumie 6,8 milionów razy.

Oficjalna strona wyborcza BarackObama.com i YouTube, gdzie ludzie Obamy umieścili ponad 1800 wideo, odegrały centralną rolę w internetowej kampanii prezydenckiej Obamy. Gwoli precyzji, YouTube nie istniał jeszcze kiedy George W. Bush wygrał wybory prezydenckie w 2000 roku.

> Wiedzieć więcej:

Nie będzie Apokalipsy reklamowej on-line w 2009 roku

[Krótki komentarz wczoraj dla „Gazety Prawnej"]

Wydatki na reklamę zmniejszą się pod wpływem kryzysu, ale będzie to w mniejszym stopniu dotyczyć internetu. Nie wierzę w Apokalipsę reklamową on-line w 2009 roku.

Reklama on-line będzie rosła, co prawda wolniej, niż to prognozowano jeszcze kilka miesięcy temu, ale zdecydowanie i to kosztem innych mediów, np. radia. Wskazują na to co najmniej trzy równoległe tendencje.

Po pierwsze, media tradycyjne, głównie prasa codzienna, regularnie i systematycznie tracą odbiorców, którzy emigrują do internetu, a za nimi naturalnie podążają reklamodawcy. Internauci spędzają też w internecie więcej czasu, szczególnie w serwisach społecznościowych, z których korzysta już ponad 100 milionów osób na świecie.

Po drugie, marketerzy coraz lepiej rozumieją, że internet oferuje narzędzia do mierzenia skuteczności jakich nie może zaoferować żadne inne medium. Dlatego też jeśli chodzi o strukturę wydatków reklamowych, to najszybciej będą się rozwijały te formy reklamy, które pozwolą na efektywne zmierzenie efektywności kampanii reklamowych, jak marketing w wyszukiwarkach internetowych. Kampanie linków sponsorowanych przejmą większość displayu, bo skuteczniej, niż na przykład banery trafiają do konkretnych grup docelowych i pozwalają poznać preferencje klientów.

Po trzecie, w dość szybkim tempie postępuje fragmentaryzacja w internecie. Duże portale będą tracić ruch na rzecz mniejszych, niszowych witryn dedykowanych wybranym grupom docelowym. Reklamodawcy bardziej zainteresują się więc stronami o średniej i małej wielkości, a co za tym idzie display będzie szybciej tracić na rzecz SEM (Search Engine Marketing), czyli marketingu w wyszukiwarkach.

W tym kontekście, to Google będzie prawdopodobnie jednym z głównych beneficjentów tego całego zgiełku spowodowanego kryzysem w USA i spowolnieniem gospodarki światowej. Google liczy oczywiście na dalszą ekspansję reklamy w wyszukiwarkach oraz na wideo, którego rozwój zależy jednak od upowszechnienia się szerokopasmowego internetu.


14.11.08

Piotr Niemczycki zastępuje Marka Sowę na stanowisku prezesa Agory

Pierwsza ofiara spowolnienia gospodarczego? Marek Sowa zrezygnował wczoraj z funkcji prezesa Agory, oficjalnie ze względów osobistych. Piastował to stanowisko zaledwie przez czternaście miesięcy. Zastąpił go Piotr Niemczycki, dotychczasowy wiceprezes wydawnictwa i jeden z założycieli „Gazety Wyborczej" - poinformowała spółka w komunikacie.

Media podkreślają, że odejście Marka Sowy zbiegło się z opublikowaniem przez Agorę wyników finansowych za trzeci kwartał. Były one gorsze od spodziewanych: choć przychody tej spółki notowanej na GPW wzrosły w pierwszych trzech kwartałach 2008 roku o 2,4 proc. - do 941,8 mln zł, jej zysk netto spadł jednak o 26,8 proc. do 53,9 mln zł. Analitycy uznają zgodnie, że główną przyczyną jest zadyszka w gospodarce.

„Wyniki są dużo gorsze od oczekiwań. Zgodne z prognozami były jedynie przychody Agory, ale jej rentowność spadła. Stało się tak głównie za sprawą wzrostu kosztów wynagrodzeń, który w III kwartale wzrósł o 21 proc., podczas gdy wcześniej spółka zapowiadała, że w całym roku nie wzrośnie on więcej niż o 14 proc. - mówi Łukasz Kołaczkowski, analityk DM Millennium. Zarząd Agory tłumaczy skok wynagrodzeń nie tylko regulacjami płacowymi, które przeprowadzono w II kwartale, ale również inwestycjami w rozwój internetu i reklamy zewnętrznej, a także przejęciem spółki Trader.com (Polska)" - czytamy w „Gazecie Wyborczej".

Marek Sowa, który zastąpił Wandę Rapaczyńską w sierpniu 2007 roku, mówił, że Agora chce stać się największą grupą multimedialną w Europie Środkowej, że postawi na internet i telefonię komórkową. Jego nominację większość obserwatorów, w tym i ja, przyjęła entuzjastycznie. Jednakże Sowa był od pewnego czasu ostro krytykowany. Opinie cytowanych w mediach analityków brzmią zgodnie:

„Na głowę Marka Sowy już wcześniej padały gromy, przede wszystkim za zakup serwisu ogłoszeniowego Trader.com za – wygórowaną zdaniem niektórych analityków – kwotę 120 mln zł. Transakcję krytykował m.in. jeden z największych akcjonariuszy Agory BZ WBK AIB Asset Management. Fiaskiem zakończyła się próba wejścia na rynek telewizyjny. Według informacji „Rz” Agorze nie uda się przejąć kontroli nad Superstacją" - donosi „Rzeczpospolita".

„Przez 14 miesięcy nie widać było efektów jego bytności w Agorze, a przejęcie Tradera, z czym Marek Sowa jest głównie kojarzony, było mocno nieudane. Pan prezes nie spełnił oczekiwań akcjonariuszy i doszedł do wniosku, że powinien odejść. Zwłaszcza, że dostosowanie się do kryzysu wymaga specjalnych cech menedżerskich" – mówi Andrzej Szymański, analityk DM BZ WBK, cytowany przez „Puls Biznesu".

Dla szefów wydawnictw odejście Marka Sowy nie jest wielkim zaskoczeniem, bo już dawno mówili, że trudno mu się tam odnaleźć (wcześniej zajmował się rynkiem mediów elektronicznych). – Objęcie funkcji prezesa przez Niemczyckiego, który jest spiritus movens w tej spółce, jest uznaniem realnego stanu rzeczy w Agorze (...)" - pisze „Press".

„Decyzje Marka Sowy w kwestii akwizycji (Superstacja i Trader) nadwyrężyły zaufanie inwestorów. Wraca Piotr Niemczycki, który jest częścią starej gwardii. To człowiek, który jest w stanie przeprowadzić restrukturyzację, przygotować spółkę do trudniejszych czasów i uporządkować kwestie akwizycji – mówi Michał Marczak, analityk DI BRE Banku" - to jeszcze raz „Puls Biznesu"
Agora podkreśla, że będzie kontynuować swoją strategię multimedialną. Jak mówi wiceprezes Agory, Zbigniew Bąk, spółka postawiła sobie „ambitny plan", aby rozwijać dochodowy segment czasopism, a w ciągu 2-3 najbliższych lat budować pozycje w internecie wszystkich swoich głównych tytułów drukowanych i przedsięwzięć internetowych.

W przypadku takiej spółki jak Agora, trudno jednak nazwać ten plan ambitnym, nawet na czas recesji, której rykoszety grożą nam już w najbliższych miesiącach. Poczekajmy na to co powie Piotr Niemczycki i jakie zmiany ogłosi. Giełda czeka.

13.11.08

Axel Springer uruchomił serwis internetowy Redakcja.pl


Pierwszy polski serwis blogów politycznych, Salon24.pl, ma konkurenta. Redakcja.pl - tak nazywa się serwis internetowy uruchomiony dziś przez Axel Springer Polska, poinformowała spółka w komunikacie. To platforma prezentująca opinie, komentarze i analizy kilkudziesięciu znanych polskich dziennikarzy i publicystów.

Nowy serwis otwarty jest dla autorów zewnętrznych: profesjonalistów i użytkowników zainteresowanych w szczególności tematyką polityczną, ekonomiczną i społeczną. Będą oni mieli możliwość założenia własnego blogu.

Teksty pojawiające się na blogach będą podzielone tematycznie i umieszczone w zakładkach: Polityka polska, Eko, Pop-sztuka, Futbol, Ameryka, W Unii, Gospodarka, Historia, Spocznij. Dodatkowym elementem Redakcji.pl będzie codzienny autorski przegląd prasy.

Redaktorem naczelnym serwisu jest Jan Wróbel, który zaprosił do współpracy autorów związanych z „Dziennikiem", „Fatem", miesięcznikiem „Forbes", tygodnikiem „Newsweek Polska", „Przeglądem Sportowym" i dodatkiem ekonomicznym „Dziennika" - „Wall Street Journal" oraz innymi tytułami Axel Springer Polska.

Wśród autorów znajdą się: Jędrzej Bielecki, Piotr Bratkowski, Krzysztof Budka, Piotr Gursztyn, Jerzy Jachowicz, Aleksander Kaczorowski, Marcin Kalita, Wojciech Kałużyński, Michał Karnowski, Renata Kim, Michał Kobosko, Cezary Kowalski, Bogumił Łoziński, Dorota Malesa, Marcin Mastalerz, Wojciech Maziarski, Cezary Michalski, Magdalena Miecznicka, Marcin Piasecki, Paweł Reszka, Krzysztof Sobczak, Olaf Szewczyk, Krzysztof Świercz, Andrzej Talaga, Paweł Wakar, Łukasz Warzecha i Piotr Zaremba.

"Nie mamy niejasnych powiązań, ukrytych motywacji i tematów, których nie poruszamy. Mamy apetyt na dyskusję, której jedyne ograniczenie narzucają dobre obyczaje. Będziemy wciągać do Redakcji.pl wszystkich blogerów, którzy będą dzielili z nami pasję publicystyczną" - mówi Jan Wróbel, redaktor naczelny Redakcji.pl.

12.11.08

Nikt nie zabił blogosfery, ona weszła po prostu w wiek dojrzałości

Kto zabił blogosferę? Pytanie jakie stawia na swoim blogu Rough Type znany amerykański pisarz i blogger Nicolas Carr, były redaktor naczelny „Harvard Business Review" i autor słynnej książki Does IT Matter? Information Technology and the Corrosion of Competitive Advantage, brzmi na pierwszy rzut oka jak requiem dla blogosfery.

Carr stawia tezę, że blogi ciągle istnieją, ale sama blogosfera umarła. Umarła, bo według Carra największe blogi upodobniły się, lub zostały zostały wchłonięte przez media mainstream'owe. Nadzieja, że blogosfera mogłaby kiedyś stać się alternatywą dla tradycyjnych mediów okazała się naiwna i iluzoryczna - uważa Carr.

Zgadzam się z analizą Nicolasa Carra, ale nie z jego wnioskami, które postrzegam bardziej jako figurę retoryczną, niż jako logiczny zbiór argumentów. Moja szklanka jest do połowy pełna.

Blogi stały się banalne

To prawda, że blogi zbanalizowały się, stały się klasycznym elementem cyberprzestrzeni. Cóż może być dziś bardziej normalnego, niż własny blog? Piszą je gimnazjalistki, architekci i politycy, piszą - z różnym skutkiem - firmy, od Coca Coli do Knaufa, PR-owcy i marketingowcy.

Blogerzy nie są już jednak postrzegani jak pionierzy nowego, lepszego - bo mniej komercyjnego i bardziej ludzkiego - internetu. Zresztą kilku z tych pionierów rozczarowanych merkantylizacją blogosfery, jak na przykład Amerykanin Jason Calcanis czy Francuz Versac (który - jak sam mówi - miał dość powtarzania, że nie jest „gwiazdą blogosfery" i „jednym z najbardziej wpływowych blogerów"), zawiesiło rękawice na kołku. Karawana idzie jednak dalej...

Uważam, że blogosfera weszła po prostu w wiek dojrzałości. To następny etap rozwoju, który w żaden sposób nie narusza fundamentów blogosfery, a jedynie modyfikuje niektóre z tkanek jej ekosystemu. Uważam tak z dwóch powodów.

Pronetariat i digitariat

Po pierwsze, z jakościowego punktu widzenia, blogosfera podzieliła się i rozwartwiła. Jak w społeczeństwie, mamy tu do czynienia z klasami:
  • „pronetariat" - masy, które dzięki internetowi otrzymały narzędzia komunikacji przez co odgrywają coraz większą rolę w globalnym procesie tworzenia i dystrybucji informacji (Joël do Rosnay, 2007),
  • jest klasa średnia i
  • są elity, które zbierają śmietankę w postaci zasięgu i pieniędzy - „digitariat" jakby powiedział Umberto Eco.

Ewolucja niektórych blogów wydaje mi się najzupełniej naturalna: największe z nich stały się wpływowymi mediami - jak plotkarski Drudge Report, który okazał się bardziej popularny w wyborach prezydenckich w USA niż New York Times, ABC News i The Huffington Post.

Czy można jeszcze mówić o blogach w przypadku Engadget, Techcrunch, czy HuffingtonPost?, które mają powyżej ilkaset tysięcy użytkowników miesięcznie? Przecież to prawdziwe profesjonalne serwisy informacyjne, dla których pracują całe zespoły specjalistów, jak w mediach profesjonalnych, tradycyjnych.

Takich mega-blogów jest może kilka procent ogółu blogów. To dobrze, że istnieją, gdyż dzięki nim poprzeczka idzie w górę i raczej rośnie poziom merytoryczny treści produkowanych przez blogerów.

Media nauczyły się współpracować z blogosferą

Równocześnie, największe media - jak „New York Times", „The Guardian", czy „Le Monde" pootwierały dziesiątki, jeśli nie setki blogów i pozatrudniały blogerów. Nie płacą im jakichś niebotycznych wierszówek, ale płacą, co nie wszystkim się podoba.

W przeciwieństwie do Carra, uważam, że to dobrze, że media nauczyły się współpracować z blogosferą, gdyż tak czy owak zawodowi dziennikarze sa skazani na współpracę z amatorami. Media coraz częściej zresztą płacą dziennikarzom i blogerom od klikniecia. Choć jestem z zawodu i z wykształcenia dziennikarzem (teraz „byłym"), cieszę się, że blogerzy-dziennikarze obywatelscy odebrali zawodowym dziennikarzom monopol na informację i ciągle to robią, coraz to lepiej. Cóż, żyjemy w epoce mikromediów, fragmentaryzacji i konwergencji...

Niektóre blogi zaczęły na siebie zarabiać niezależnie od mediów, już nie tylko w USA czy we Francji, ale również w Polsce, czego przykładem są chociażby Maciej Budzich z Mediafun, sponsorowany przez Agito.pl, czy Grzegorz Marczak z Antyweb, który pisze dla Webhosting.pl. Zarabiają blogi na Blox.pl i na innych platformach blogowych. Czy oznacza to, że przestały być blogami? Wprost przeciwnie, to - jak głosi slogan na Blomedia.pl - „media nowej generacji".

Blogi jak kawiarenki w XVIII wieku

Ważne jest przede wszystkim to, że i te wpływowe, i te z banerami reklamowymi, i inne blogi pozostały, jak XVIII-wieczne kawiarenki, miejscami, gdzie można przyjść, by podyskutować. W blogosferze są sympatyczne kafejki, okopcone od gorących komentarzy puby, wyrafinowane restauracje, ale są też dryfujące na obrzeżach speluny-zrzędowiska. Pełne spektrum różnorodności.

W
Web 1.0, model przekazu informacji opiera sie głównie na monologu ("My tworzymy treść, a Ty ją czytasz"). Blogi, należące do epoki Web 2.0, oferują o wiele atrakcyjniejszy i bliższy współczesnemu internaucie model współtworzenia, oparty na konwersacji ("Ja tworzę treść, my rozmawiamy, Ty możesz współtworzyć"). Konwersacja jest tu ważniejsza nawet niż sama informacja, gdyż wzbogaca tę informację i przybliża ją innym czytelnikom.

Znany amerykański bloger, Andrew Sullivan, tłumaczy, że w kontakcie z czytelnikami jego teksty stają się dzięki blogowi bardziej profesjonalne, a on sam czuje się bardziej wolny, niż kiedy pisał tylko do prasy (Why I blog). Tak więc konwersacja i bazujące na niej małe społeczności istnieją i mają się dobrze. Fundamenty blogosfery pozostają nienaruszone.

133 miliony blogów i ciągle rośnie

Po drugie, z ilościowego punktu widzenia, blogosfera ciągle rozwija się, wolniej, ale bez przerwy. Technorati indeksuje obecnie 133 miliony blogów. Co sekundę powstaje kilka nowych blogów.

Jednak ciągle łatwiej jest blog otworzyć, niż go prowadzić: większość z tych blogów jest opuszczonych i zapomnianych przez autorów, a inne media społeczne, głównie serwisy społecznościowe jak Facebook czy MySpace, podgryzają ich popularność - jak wynika z ostatniego State of the Blogosphere - 2008 publikowanego corocznie przez Technorati.

Ale to nic nowego. Blogów aktywnych nie było prawdopodobnie nigdy więcej niż 1,2 miliona. Teraz jest ich aż 1,5 miliona. A dynamika wzrostu niektórych serwisów społecznościowych - Facebook, MySpace, Bebo, Orkut - jest regularnie wyższa niż blogosfery od kilku lat.

Mimo to, to blogi, a nie serwisy społecznościowe, wpływają na opinie i decyzje zakupowe internautów. Nawet reklamy zamieszczane na blogach są bardziej wiarygodne, niż reklamy w serwisach społecznościowych - twierdzi Jupiter Research.

Nie dla nostalgicznego spleenu

Nie poddawajmy się nostalgicznemu spleenowi, jaki ogarnął Nicolas Carr. Blogosfera nie umiera. Ona się zmienia.

Wystarczy przeczytać co o niej mówią jej głowni aktorzy (Trendspotting at BlogWorldExpo: What’s Next in Blogging and Social Media?), by zrozumieć, że to nie koniec, tylko początek nowej ery. Miejmy nadzieję, że będziemy w niej jeszcze ważniejsi niż w erze Web 2.0.

Francuska stacja TF1 inwestuje w web radio

Żyjemy w epoce konwergencji, czyli zacierania się granic między mediami. Najnowszym tego przykładem jest projekt francuskiej stacji telewizyjnej TF1, która inwestuje w radio internetowe - donosi „Le Figaro".

Nowe web radio o charakterze newsowym i prowizorycznej nazwie „LCI Radio" ma ruszyć pod koniec listopada br. Będzie tworzone przez dziennikarzy i korespondentów grupy TF1 (tv i internet).

TF1, której kurs akcji na paryskiej giełdzie spada, a telewidzowie uciekają powoli, ale zdecydowanie do internetu, jako jedna z pierwszych w Europie zainteresowała się Web 2.0. Odważnie inwestuje w serwisy Web 2.0, jak WAT.tv, gdzie internauci przesyłają własne kreacje wideo, na wzór amerykańskiej Current.tv. W maju 2007 roku, TF1 uruchomiło swoją catch-up tv - TF1Vision z popularnymi serialami: Grey's Anatomy, Lost czy Ugly Betty.

> Wiedzieć więcej:

Tylko, co ten cudny Drudge osiągnąłby bez New York Times i innych?

Paradoks tradycyjnych mediów - tak komentuje jeden z czytelników Media Cafe fakt, iż plotkarski Drudge Report jest bardziej popularny niż New York Times, ABC News i The Huffington Post:
„Tylko, co ten cudny Drudge osiągnąłby bez New York Times i innych? Nic, bo nic nie tworzy. I na tym polega cały paradoks tej sytuacji. Paradoks tradycyjnych mediów, oczywiście. Parafrazując Einsteina, można by wiec powiedzieć: Ten, kto tworzy nie zawsze musi być doceniony, przynajmniej nie tak, jak ten co daje:) To tylko problem NYT-sów, że pierwsze nie stworzyły Drudge, czyli wracamy do tego, o czym zawsze też piszesz. System winner - takes - all rules:) Ale jednak na końcu musi wygrać twórca, a nie dostawca, bo jak nie będzie twórcy, dostawca nie ma po co istnieć. No drama, it's obama:)"
Trudno się z tym nie zgodzić. Myślę, że kiedy tradycyjne media zrozumieją już o co chodzi w tym internecie (co wcale nie jest takie łatwe, zważywszy choćby na wiek menedżerów z wydawnictw prasowych i syndrom disruptiv innovation), a ceny za reklamę online zbliżą się do cenników radia, prasy, a może i telewizji, same zaczną wykorzystywać swoją markę, wiedzę i doświadczenie, by stworzyć sobie swoje własne nowe media, jak na przykład Agora czy francuska stacja telewizyjna TF1.

Plotkarski Drudge Report bardziej popularny niż New York Times, ABC News i The Huffington Post

Źródło: Hitwise (via TechCrunch)

New York Times to znana, prestiżowa gazeta i największa witryna internetowa amerykańskiej prasy, potężne medium z setkami słynnych dziennikarzy. Drudge Report to agregator informacji publikujący selekcję linków, znany głównie ze scoopu z afery Monika Levinsky. Konserwatywny, kontrowersyjny, plotkarski.

Ku ogólnemu zaskoczeniu, w dniu wyborów w USA bardziej popularny okazał się blog Matta Druge, wyprzedzając New York Times, USA Today, ABC News i The Huffington Post - informuje TechCrunch, cytując badania Hitwise.

W dniu wyborów, Drudge Report uplasował się według Hitwise jako czwarte źródło informacji, po stacjach telewizyjnych CNN, MSNBC i Fox News. W rankingu popularności z całej kampanii prezydenckiej ma szóste miejsce, a wyprzedziły go dodatkowo Yahoo News (największa witryna newsowa na świecie) i Google News.

Sam Matt Druge, który praktykuje głównie „dziennikarstwo linkowe" (link journalism) i rzadko sam pisze, został uznany przez angielski The Telegraph jako najbardziej wpływowy dziennikarz kampanii prezydenckiej (Matt Drudge: world's most powerful journalist).

W 2006 roku, TIME Magazine uznał Drudge za jedną ze 100 najbardziej wpływowych osób na świecie, opisując jego stronę jako:
"A ludicrous combination of gossip, political intrigue and extreme weather reports ... still put together mostly by the guy who started out as a convenience-store clerk."

Drudge Report to absolutny fenomen internetu: anty-przykład ergonomii, stworzony na przekór wszystkim trendom i specjalistom, z dziwacznym i staromodnym webdesignem, z koszmarną, trudno czytelną czcionką i... jednym autorem, czyli Mattem we własnej osobie.

Jak to możliwe, by Amerykanie stawiali Drudge Report na równi, a nawet wyżej niż znane, tradycyjne media? Myślę, że cytat z Alberta Einsteina będzie najlepszą odpowiedzią: „To co się liczy nie zawsze może być policzone, a to co może być policzone nie zawsze się liczy"...

11.11.08

Całe filmy w YouTube, Kto kupi Wykop?, Rekordowe wideo Baracka Obamy

    • Należący do Google najpopularniejszy w sieci serwis wideo podpisał umowę z wytwórnią MGM na wyświetlania pełnometrażowych filmów
    • Źródło: Gazeta.pl

    • Mając serwis z milionem użytkowników i dobrymi prognozami na przyszłość Wykop może stać się łakomym kąskiem dla VC czy naszych portali internetowych.
    • Źródło: blog Antyweb

  • How To Make Your Video Go Viral: Become President
    • Ok. 2 miliony internautów oglądnęło w ciągu dwoch dni wideo z przemówieniem prezydenta-elekta Baracka Obamy na YouTube. W internecie krążyło jakieś 500 różnych wersji przemówienia, które były oglądane w sumie 6,8 milionów razy.
    • Źródło: TechCrunch

9.11.08

Google zarobił aż 3 miliony dolarów na kampanii prezydenckiej Baracka Obamy

5 milionów dolarów - tyle wydał sztab Baracka Obamy na kampanię prezydencką w internecie przez 7 miesięcy, od stycznia do lipca 2007 roku - podają media amerykańskie.

Kto zgarnął większość? Oczywiście Google! Aż 3 miliony dolarów, czyli ok. 60% budżetu senatora z Illinois, wpłynęło na konto Google.

Dla porównania, drugi beneficjent kampanii prezydenckiej - Yahoo, zarobił „zaledwie" 12%, czyli 618.000 dolarów. Inny gigant - Microsoft jest dopiero na czwartej pozycji. Firma z Redmond zarobiła ponad 200.000 dolarów, mniej więcej tyle samo co Centro, dom mediowy z Chicago, i CNN.

> Wiedzieć więcej:

8.11.08

Jedenaście modeli biznesowych dla Twittera, Tricki kampanii prezydenckiej Baracka Obamy w internecie, Miliard zł na reklamę online

6.11.08

Barack Obama na okładkach amerykańskich gazet






Oto kilka ciekawych okładek powyborczych z prasy amerykańskiej. Więcej na specjalnej stronie „The Guardian" i w interaktywnym „muzeum newsów" Newseum.com.

> Wiedzieć więcej:

Video Your Vote chce być pierwszym źródłem informacji o głosowaniu na prezydenta USA


Być pierwszym źródłem informacji w dniu głosowania na prezydenta USA - to cel , jednej z najciekawszych inicjatyw dziennikarstwa obywatelskiego, jaka narodziła się w trakcie amerykańskiej kampanii wyborczej.

Jej autorem jest YouTube, który wyrasta na największą platformę komunikacji politycznej na świecie, i stacja telewizyjna Public Broadcasting Service.

Zasada działania Video Your Vote jest bardzo prosta: serwis zaprasza Amerykanów głosujących na Baracka Obamę lub Johna MacCaina do nagrania relacji wideo z głosowania, ale bez łamania prawa, które zabrania używania sprzętu audio i wideo w lokalach wyborczych.

Grupą docelową są tu przede wszystkim młodzi, którzy masowo - po raz pierwszy od wielu lat - zapisywali się na listy głosujących (pisze o tym „Washington Post").

> Wiedzieć więcej:

Barack Obama zagrał też na iPhonie




Ludzie ze sztabu wyborczego Baracka Obamy nie zapomnieli też o modnym smartphonie Apple - iPhone, który wzbudza więcej emocji, niż wszystkie inne telefony komórkowe razem wzięte. Spin doktorzy z obozu demokratów dorobili oczywiście do niego cała filozofię:
„This tool is designed to help you become more directly involved in our campaign to change the country" - czytamy na blogu Obamy.
Zwolennikom Obamy zaproponowali specjalną aplikację: Call Friends. Dzwoń do znajomych, by wciągnąć ich do naszego zespołu fanów Obamy - zasada działania nie była zbyt skomplikowana, co ułatwiło internetową promocję „narzędzia do zmiany ojczyzny".

John McCain nie popisał się w obszarze telekomunikacji: zaoferował możliwość przesyłania „komórkowych cegiełek" na wsparcie jego kampanii. Pragmatycznie, ale nieskutecznie...

> Wiedzieć więcej: