22.9.09

Dziesięć dni w Marrakechu

Meczet La Koutoubia w centrum Marrakechu (Maroko)

Przez dziesięć dni, codziennie tuż przed świtem, budził mnie muezzin z meczetu La Koutoubia (na zdjęciu) wzywający mieszkańców Marrakechu, na południu Maroka, do modlitwy. W końcu przyzwyczaiłem się do tego trochę chrapliwego azanu, z którego rozumiałem tylko słowaAllah akbar" (Bóg jest wszechmocny).

Marrakech, podobnie jak inne miasta w Maroku, to mieszanka dwóch światów. Z jednej strony, tradycyjny świat oparty na islamie, który jest religią państwową. Muzułmanie modlą się 5 razy dziennie, twarzą do świętej Mekki. Nawet na ekranach telewizorków w samolocie Royal Air Maroc pokazują gdzie znajduje się Mekka i w jakim kierunku należy się zwrócić. W tym świecie prawie wszystko jest zakryte: kobiety chodzą okryte od stóp do głów, niektóre domy nie mają okien na zewnątrz, a całe życie rodzinne koncentruje się w patio. Tradycjonaliści rygorystycznie przestrzegają ramadanu, dziewiątego - i świętego - miesiąca kalendarza muzułmańskiego, podczas którego od świtu do zmierzchu muzułmaninowi nie wolno nic jeść i pić.

Z drugiej strony, świat współczesny, bliższy nam i bardziej zrozumiały. Symbolem nowego świata jest 33-letnia Fatima Zahra Mansouri, nowa pani burmistrz Marrakechu, wybrana 22 czerwca 2009 r. To pierwsza kobieta w Maroku, która zaszła tak wysoko w paternalistycznej hierarchii królestwa. Nowy świat jest otwarty: młodzi chodzą ubrani jak Europejczycy, grasują na Facebooku, piją wino, wieczorami szaleją w dyskotekach, niektóre kobiety opalają się topless w zamkniętych klubach. „Marokańczycy to najlepsi podrywacze na świecie" - przechwalał się Adil, znajomy Marokańczyk z Agadiru pracujący jako trener wychowania fizycznego w Marrakechu.

Oba światy współistnieją bez większych problemów. Poniżej zdjęcie kobiet reprezentujących trzy pokolenia Marokanek zrobione w centrum Marrakechu, widok, który nie dziwi tu nikogo. Pierwsza z prawej to babcia, ma twarz zakrytą jaszmakiem. Druga to matka - już nie zakrywa twarzy i pokazuje nogi. Trzecia to córka, ubrana z europejska, jak większość osób z jej pokolenia.

Trzy pokolenia Marokanek

Co ciekawe, prawie wszyscy, starsi i młodsi, przestrzegają zasad ramadanu. To tamtejszy Wielki Post trwający w tym roku od 22 sierpnia do 19 września. Muzułmanie jedzą wówczas ostatni posiłek przed świtem, bo kiedy muezzin zacznie nawoływać do porannej modlitwy, to koniec jedzenia. Młodzi nieraz podjadają sobie w ciągu dnia, choć za złamanie zakazu postu grozi kara do 6 miesięcy więzienia (art. 222 Kodeksu Karnego).

W Marrakechu są dwie rzeczy, które łączą prawie wszystkich, młodych i starszych, tradycyjonalistów i modernistów. Pierwsza z nich to souk. Ten w Marrakechu, na placu Jamaa El Fna, jest najbardziej znanym i największym w Maroku. Ponad 40 tys. rzemieślników sprzedaje tu swoje produkty: ubrania, dywany, tace, kindżały, instrumenty muzyczne... „To tu chodzimy na zakupy, bo ceny są tańsze nawet o 30% od cen w sklepach i jeszcze można się potargować, a my to bardzo, bardzo lubimy" - tłumaczył mi Didier, caddie w Royal Golf de Marrakech.

Souk to arabski supermarket

Druga rzecz to pojazdy dwukołowe (rowery, motorowery, skutery). Tym się tu jeździ i przewozi rodzinę oraz towary:

Najpopularniejszy środek transportu w Marrakechu

No a wczoraj obudził mnie już budzik z iPhona. Warszawa. Włączyłem mojego Maca, sprawdziłem rozkład dnia w kalendarzu Google, odpaliłem przeglądarki Safari i Firefox, odczytałem e-maile w Thunderbirdzie, przeczytałem blogi i gazety w Netvibes.

I pomyślałem: jak ja lubię Marrakech...

2 komentarze:

Bartłomiej Juszczyk pisze...

Jamaa El Fna znany jest także z nocnych targów - genialnych poniekad.

Gratuluję wyprawy.

adrianna pisze...

Ciekawa relacja. Chętnie obejrzałabym więcej zdjęć :) Pozdrawiam serdecznie.