Po zaledwie 6 miesiącach istnienia, amerykański serwis Instagram ma już 3 mln użytkowników. Pozwala on na dzielenie się zdjęciami, na razie tylko na iPhonach, nie można z niego korzystać w internecie choć ma prostą stronkę. Jestem jego fanem (urba9) i wcale się nie zdziwię jeśli Instagram będzie, po Second Life, Twitterze i FB, następną gwiazdą internetu.
Tak naprawdę jest to "storytelling service", czyli serwis, w którym opowiada się obrazem. Można tu śledzić w czasie rzeczywistym - nieraz z godziny na godzinę - życie innych ludzi. Jedni publikują zdjęcia swoich kotów, inni - kwiatów, zachodów słońca czy obrazki z życia miasta.
Dla tych, których zainteresuje piękno i prostota serwisa Instagram, nowej gwiazdy internetu, polecam szybkie opanowanie języka Emoji. To ikonki na iPhone, którymi posługują się Japończycy w SMS-ach, a które robią teraz furorę w komentarzach i w nickach na Instagramie.
W serwisie Instagram rządzą Amerykanie i Azjaci, głównie Japończycy, Chińczycy z Hongkongu i Koreańczycy - tak wynika z moich obserwacji. Najwięcej "followersów" mają głównie Azjaci, Japończycy i Chińczycy, niektórzy nawet po 5-6 tys., a najlepsze zdjęcia uzyskują powyżej 400 "lików". Jest tu też wielu zawodowych fotografików, którzy publikują zdjęcia ze swoich sesji (znajdziecie ich wśród osób, które obserwuję, tzn. klikajc w ikonkę "following" w prawym rogu na monitorze iPhone)
Poziom artystyczny zdjęć jest wysoki i bardzo wysoki. Abstrahując od zdjęć wszechobecnych kotków, bez super profesjonalnego sprzętu fotograficznego, znajomości filtrów i aplikacji fotograficznych z AppStore raczej nie ma co liczyć na większe powodzenie.
Ale za to zabawa jest niezła, polecam wszystkim. Tylko uwaga, Instagram może szybo przerodzić się w nałóg, mnie wciągnęło na maksa.