6.11.05

Znalazłem wreszcie gazete dla siebie

Gazeta, o której marzę nie jest papierowa. To plastikowy, kolorowy ekran dotykowy, format A4. Trochę grubszy od kartki papieru. Można go zwinąć i włożyć do kieszeni lub do teczki. Bez obawy, nie pognie się i nie popsuje. Działa bez baterii, ale raz w miesiącu muszę go doładować. Żaden kłopot.

Łączy się z portalem mojej gazety automatycznie przez WiFi, tzn. darmowy, bezprzewodowy Internet lub przez mój telefon komórkowy. Newsy, polityka, media, Internet, auto, trochę o zwierzętach, trochę o sporcie: piłka, tenis, narty zjazdowe – sam wybrałem rodzaj informacji, którą otrzymuję. Wystarczyło kilka razy kliknąć, tak jak na Google News czy Yahoo! Mam to co lubię, kiedy chcę, o każdej porze dnia i nocy.

Indywidualizacja treści

Nie mogę co prawda czytać na ekranie innych gazet, tylko tą jedyną, ale za to mam możliwość „indywidualizacji treści”. Dzięki RSS otrzymuję np. informacje z moich ulubionych blogów. RSS? Kiedy nie rozumiem jakiegoś słowa, klikam w nie i otwiera się okienko z definicją, jak w wirtualnej encyklopedii: „RSS (skrót od Really Simple Syndication) to nowy sposób dostępu do zasobów Internetu, zwłaszcza wiadomości i blogów. Wiadomości RSS docierają do prenumeratora natychmiast po tym, jak zostają opublikowane”.

Zamiast okienka na ekranie, mogę wybrać opcję głosową, np. z głosem Marilyn Monroe. Ciekawe są też odnośniki w tekście pełniące rolę ramek praktycznych: kontekst, historia, jak to działa, CV bohatera tekstu...

Ustawiłem sobie wygląd strony. Jest prosty, bez ozdobników, z jednym tematem czołówkowym i małym zdjęciem do każdego z tematów oraz paskiem krótkich informacji. Zmieniłem też czcionkę. Teraz jest mój ulubiony Trebuchet. Jeżeli chcę, mogę zwiększyć wielkość czcionki. To praktyczne np. kiedy pokazuję coś rodzicom. Jest opcja „full screen”.

Ile to kosztuje?

Ale najlepsza jest wirtualna klawiatura, która wyświetla się z ekranu na blacie biurka. Uderzanie palcami w wyświetlone klawisze ma ten sam efekt, co uderzanie w klawisze prawdziwej klawiatury. Używam jej nieraz do pisania maili i tekstów do mojego blogu.

Mogę przez słuchawki słuchać fleszy informacyjnych, które przychodzą automatycznie dzieki RSS w postaci mp3 albo oglądać video, np. komentarz dnia czy skrót meczu. Mam do wyboru ok. 10 krótkich video dziennie. Dodatkowo, dwa razy dziennie dostaję też flesz z informacjami lokalnymi, „Kurier Warszawski”. Te flesze przygotowuje redakcja multimedialna mojej gazety.

Ile mnie kosztowała to cudo? Nic! Dostałem w prezencie z prenumeratą od Gazety Wyborczej. Chyba im się musi opłacać, bo nie ma kosztów papieru, farb drukarskich i dystrybucji (która pożera jakieś 30-40% ceny gazety). Opłacalność gwarantuje im efekt skali, czyli duża liczba abonentów. Płacę tylko miesięczny abonament: 39 zl. Niedogodnością są reklamy. Jest ich cała masa i tak jak w filmie „Minority Report” są adresowane tylko dla mnie. Jak oni się dowiedzieli co ja lubię i co mnie interesuje? Nie, nie można ich wyłączyć. Coś za coś...

NB. Gazeta, o której marzę jeszcze nie istnieje, ale wszystkie te technologie już działają.

1 komentarz:

b.pinkiewicz pisze...

Jakoś nie wierzę, w ten ekran, co się go zwinie i sie nie popsuje. Nic nie przeskoczy w tej dziedzinie wytrzymałości papieru. Poza tym jaka szkoda jak się zgubi, albo mi ukradną, trzeba będzie kupić nowy ekranik, a to koszty...