23 października 2020

Znów genialna okładka „Time"! Tygodnik zastępuje swoje logo apelem do głosowania. I na pewno nie na Trumpa


Po raz pierwszy w swojej 100-letniej historii, amerykański tygodnik „Time" wychodzi bez logo na okładce.

Zamiast winiety, pojawia się „Vote", czyli apel do głosowania - i na pewno nie na Trumpa, który stara się o reelekcję - w historycznych dla Amerykanów wyborach prezydenckich, zaplanowanych na 3 listopada 2020.

Okładka jako manifest polityczny? Tak, dla redakcji „Time", „niewiele wydarzeń ukształtuje świat bardziej niż wynik zbliżających się wyborów prezydenckich w USA". Stąd decyzja o zastąpieniu winiety przez "Głosuj".

Okładkowa ilustrację wykonał artysta „street artist"  Shepard Fairey, autor znanego plakatu "Hope", kojarzonego z kampanią prezydencką Baracka Obamy w 2008 r.

Tydzień temu, na okładce „Time" Biały Dom dymił... czerwonym koronawirusem.

13 października 2020

Jak pisać, by być czytanym: Technika “Jeden artykuł, jeden temat”



Znacie cytat o strzelbie Czechowa? „Jeżeli w pierwszym akcie na ścianie wisi strzelba, w drugim lub trzecim ktoś musi koniecznie z niej wystrzelić. Inaczej strzelba nie powinna się tam znajdować”. 

Podobnie jest z informacjami w artykule dziennikarskiem lub we wpisie na blogu. 

Kiedy piszesz artykuł prasowy lub wpis na blogu, skoncentruj się na jednym temacie. Resztę zostaw na później. Kiedyś może do tego wrócisz, albo i nie. 

Jak to zrobić? Oto trzy podstawowe zasady jak zastosować w praktyce technikę “Jeden artykuł, jeden temat”:


1. Na etapie planowania artykułu lub wpisu na blogu
, wybierz jeden temat, który najbardziej zainteresuje Twojego czytelnika. Oznacza to, że musisz dobrze znać kręgi zainteresowania czytelnika Twojej gazety, serwisu lub bloga. Jeśli wybierzesz jeden temat, trzymaj się go od początku do końca artykułu lub wpisu na blogu. 
  • Technika „Jeden artykuł-jeden temat” pozwoli Ci nie tylko na lepsze dotarcie do czytelnika, ale również na łatwiejsze znalezienie słów kluczowych do SEO, czyli na lepsze dotarcie do Google. Tak robią zawodowi dziennikarze i copywriterzy. 

  • Moja rada: Jeśli Twój tekst wydaje Ci się zbyt długi dla Twojego czytelnika, zastosuj technikę serii i podziel go na kilka artykułów z cross linkami wewnętrznymi (będę jeszcze pisał o technice serii w cyklu „Jak pisać, by być czytanym").
2. Na etapie pisania artykułu lub wpisu na blogu, unikaj dygresji, lub wprowadzania nowych wątków. Czytelnik łatwo gubi się  jeśli autor serwuje mu zbyt wiele tematów w tym samym artykule. 
  • Moja rada: jeśli uważasz, że Twojego czytelnika zainteresuje jednak również inny ważny temat (ważny z jego punktu widzenia, nie z Twojego), daj go do ramki obok głównego artykułu. 
  • Tekst w ramce powinien być o wiele krótszy od głównego tekstu. 
  • Tekst w ramce musi mieć oczywiście swój tytuł - najlepiej długi, opisowy, w co najmniej dwóch wierszach. Taki najbardziej lubią czytelnicy i Google. W tytule SEO główna fraza powinna być na początku (np. Jak pisać). 
3. Na etapie sczytywania artykułu lub wpisu na blogu, wycinaj wszystkie wątki poboczne i dygresje. To dość trudne, bo wielu autorów tekstów przyzwyczaja się do swoich zdań i stylistycznych pomysłów: epitetów, metafor, lub hiperbol. 
  • Uwaga, na tym etapie jednym z najczęściej popełnianych błędów jest wycinanie cytatów, przykładów i anegdot, która dodają do tekstu emocje i nadają mu charakteru. 

Czytanie artykułu lub wpisu na blogu jest podświadomym wysiłkiem umysłowym. Wymaga skupienia, zrozumienia, myślenia… 

Wytwarza ono u ludzi pozytywny efekt poznawczy, ale męczy i prowadzi do rozproszenia uwagi, a w artykule lub we wpisie na blogu największym wyzwaniem jest utrzymanie uwagi czytelnika. 

Podsumowując, technika “Jeden artykuł, jeden temat” pozwala na utrzymanie uwagi i prowadzenie czytelnika za rękę po prostej i zrozumiałej dla niego linii. 

Dlatego jest tak skuteczna.




• Wiedzieć więcej:

Jak pisać, by być czytanym: Reguła trzech („Just threee things")


12 października 2020

Facebook zapowiada radykalne zmiany, by uniknąć dezinformacji w czasie wyborów prezydenckich w USA


W 2016 r. Rosjanie wykorzystali Facebooka do ingerencji w wybory prezydenckie w USA, które wygrał Donald Trump. Teraz, na trzy tygodnie przed kolejnymi wyborami, największy serwis społecznościowy na świecie zapowiada serię działań wyprzedzających, by uniknąć powtórki z dezinformacji.

Jak  informuje dziennik „New York Times", cytowany przez „Gazetę Wyborczą", właściciel serwisów Facebook i Instagram podejmie m. in. cztery działania:  
  1. Facebook, krytykowany m. in. za tolerowanie mowy nienawiści, oraz Instagram będą kasować posty, który mogą ingerować w wybory. Tydzień temu Facebook usunął m.in. wpis Trumpa, w którym prezydent kłamał, że grypa jest bardziej śmiertelna niż koronawirus.

  2. Tydzień przed wyborami Facebook przestanie kupować nowe reklamy polityczne, a od 3 listopada, czyli dnia wyborów, nie będzie można publikować żadnych reklam politycznych aż do odwołania.

  3. Facebook i Instagram będą usuwać każdą grupę, stronę lub konto, które otwarcie identyfikują się z ruchem QAnon, który propaguje teorię spiskową, według której Donald Trump toczy zakulisową wojnę z tajemniczą grupą przestępczą rządzącą światem.

  4. Aby zapobiec sytuacji, w której zwolennicy jednego z kandydatów ogłosiliby wygraną wbrew faktom, Facebook będzie publikował tylko informacje sprawdzone przez agencje prasowe jak Reuters czy Associated Press. Dopóki agencje nie ogłoszą zwycięzcy, Facebook będzie informował swoich użytkowników, że nie ma jeszcze wyników.
Mark Zuckerberg, który uważa, że Facebook jest w XXI wieku tym, czym była elektryczność w XIX wieku, długo ociągał się z podjęciem zdecydowanych kroków w celu przeciwdziałania dezinformacji w swoich serwisach.  

Twitter już rok temu zakazał na swoim portalu jakichkolwiek reklam politycznych, argumentując, że są one narzędziem do rozpowszechniania dezinformacji i mogą mieć „istotne konsekwencje, na które współczesne demokracje nie są przygotowane”. 

We wrześniu 2020 r., Google także poinformował, że po wyborach zabroni reklam politycznych.






Jak pisać, by być czytanym: Metoda „Pięciu dlaczego” (Five Why's)

Im lepiej dziennikarz zrozumie problem, tym lepiej prawdopodobnie będzie w stanie go wyjaśnić swojemu czytelnikowi. 

Choć metoda „Pięciu dlaczego” (ang. Five Why’s Root Cause Analysis) została opracowana przez Toyotę do badania źródeł problemów w produkcji samochodów, może ona okazać się pomocna w analizie związków przyczynowo-skutkowych i w porządkowaniu faktów w artykułach dziennikarskich wyjaśniających przyczyny jakiegoś wydarzenia lub zjawiska. 

To iteracyjna technika analizy sytuacji, która polega na pięciokrotnym zadawaniu pytania „Dlaczego?”. W niektórych przypadkach udaje się dotrzeć do sedna problemu w 3-4 pytaniach.

Pierwszy przykład będzie lokalny: z elewacji budynku na warszawskim Żoliborzu odpada płatami tynk. Budynek wygląda jakby miał zawalić się lada moment.

  • Pierwszy powód: Dlaczego? - Budynek nie był remontowany od ponad 30 lat. 
    
  • Drugi powód: Dlaczego? - Wspólnocie mieszkaniowej brakuje pieniędzy na tak drogi remont. Koszt naprawy elewacji wyceniany jest wstępnie na 800.000 zł. To bardzo dużo. 
    
  • Trzeci powód: Dlaczego? - Zarząd Wspólnoty mieszkaniowej ustalił zbyt niskie opłaty na fundusz remontowy, nieadekwatny do potrzeb starzejącego się budynku i nie dający wspólnocie mieszkaniowej wystarczającej zdolności kredytowej.
    
  • Czwarty powód: Dlaczego? - Od 30 lat mieszkańcy budynku głosują przeciw uchwałom proponowanym przez zarząd w celu podniesienia opłat na fundusz remontowy.
    
  • Piąty powód: Dlaczego? - Ponad połowa mieszkańców budynku nie mieszka w nim, a jedynie wynajmuje mieszkania. Powoduje to paradoksalnie - bo to przecież ich własność - mniejsze zainteresowanie stanem elewacji i odsuwanie wszystkich większych remontów na przyszłość.

Można by podsumować: krótkowzroczny chytry dwa razy traci. Do tego tekstu pasuje ramka uzupełniająca typu „Trzy pytania do…” z opinią eksperta, który radzi jak tego uniknąć.  

Drugi przykład będzie klimatyczny: w Moskwie, znanej z niezwykle ostrych zim, nie ma w tym roku śniegu.

  • Pierwszy powód: Dlaczego? - Jest za ciepło, temperatura wynosi aż 5,4 stopnia Celsjusza. To najcieplejsza zima w Moskwie od 140 lat.
    
  • Drugi powód: Dlaczego? - Rzadko spotykana w grudniu w Europie fala zwrotnikowego powietrza z południa.
    
  • Trzeci powód: Dlaczego? - Takie anomalie pogodowe i takie zimy są bezpośrednią konsekwencją globalnego ocieplenia i będą się zdarzały częściej.
    
  • Czwarty powód: Dlaczego? - Główną przyczyną globalnego ocieplenia jest zwiększona emisja dwutlenku węgla (CO2).
    
  • Piąty powód: Dlaczego? - Zwiększoną emisję dwutlenku węgla należy przypisać działalności człowieka, głównie przemysłowi i transportowi.

W reportażu lub w artykule wyjaśniającym zmiany klimatyczne, zima bez śniegu w Moskwie może być punktem wyjścia do szerszej analizy, wg struktury od szczegółu do ogółu. Pasuje tu jak ulał lead w technice „Wczoraj/dziś" lub barwny opis moskiewskiej ulicy bez śniegu z wypowiedzią np. producenta kożuchów, który rwie włosy z głowy, bo mu interes nie idzie.

Natomiast w artykule informacyjnym z reguły nie ma potrzeby rozwijania rozbudowanej analizy przyczynowo-skutkowej. 

Tego typu informacje mogą znaleźć się w tzw. backgroundzie, czyli w jednym z ostatnich lub w ostatnim akapicie tekstu, lub w ramce uzupełniającej obok tekstu.

Podsumowując, metoda pięciu dlaczego pomaga szybko zrozumieć jakieś wydarzenie, uporządkować informacje najpierw w głowie, a później w tekście. 


• Wiedzieć więcej:

9 października 2020

Tygodnik „Time" znów zaskakuje genialną okładką. Tym razem Biały Dom dymi... czerwonym koronawirusem.




Amerykański tygodnik „Time" przyzwyczaił nas do spektakularnych okładek. Październikowy cover, zauważony od razu przez designera parasowego Jacka Utko, nie odbiega od „timesowej normy": White House, z którego wydobywają się groźne, czerwone zarazki koronawirusa COVID-19. 

Tygodnik nawiązuje w ten sposób do wypowiedzi Nancy Pelosi,  przewodniczącej Izby Reprezentantów. Nazwała ona Biały Dom „jednym z najbardziej niebezpiecznych miejsc w USA" po tym jak prezydent Donald Trump, zakażony SARS-CoV-2, wrócił tam ze szpitala. 

Zauważcie, że koronawirusowy dym przysłania logo „Time". Taki zabieg stosują niekiedy znane tytuły prasowe, które nie obawiają się, że ich winieta nie zostanie zauważona i rozpoznana. Pamiętam rewelacyjną okładkę „Chicago Sun-Times" z Zinedine Zidane, który rozbija główką logo gazety.

Jak większość amerykańskich liberalnych mediów, „Time" regularnie bierze na cel Donalda Trumpa. Nic dziwnego, prezydent jest w stanie permanentnego konfliktu z tymi mediami.  
W kwietniu 2020 r., dziennik „Washington Post" opublikował wyniki swoich badań, z których wynika, że Donald Trump kłamie 5,5 razy dziennie. • Wiedzieć więcej: Jak wykorzystać techniki dziennikarstwa wizualnego w prasie
 
 

8 października 2020

Etykiety przyszłości będą cyfrowe, inteligentne i spersonalizowane


Jedne są minimalistyczne - z krótkim tekstem tylko z kodem QR. Inne artystyczne - z kopiami obrazów znanych malarzy: Picasso, Dali, Chagall…, albo kuszące - ze zdjęciami modelek z Playboya. 

Są też literackie z cytatami Szekspira, humorystyczne - ze śmiesznym komiksem i takie z grami w kółko i krzyżyk, które można przesuwać po namagnesowanej powierzchni. 

Mogą być dotykowe - pod palcami czuć wtedy skórę, zimny metal albo aksamit. 

Romantyczne w edycji walentynkowej - wyświetlają tekst „I love you” kiedy temperatura wina spada poniżej 10 stopni. 

Wreszcie inteligentne - pokazują idealną temperaturę do picia wina, za pomocą aplikacji z Augmented Reality przenoszą nas do odległych winnic Bordeaux, czy opowiadają historie najsłynniejszych morderstw, które wstrząsnęły Australią.

Etykiety win - bo to o nich mowa - są jednym z kluczowych czynników wpływających na podjęcie decyzji zakupowej. Mogą one spowodować wzrost lub spadek intencji zakupowych wina o 10%.

6 października 2020

Doomscrolling, czyli przewijanie newsów bez końca kiedy dzieje się coś złego. A w pandemii COVID-19 dzieje się...



Jest godzina 7:00. Mój smartfon nie zapomniał, że ustawiłem alarm. - Tylko rzucę okiem na newsy, tak na szybko i zaraz wyjdę z psem - obiecuję sobie. 


Pierwszy news z aplikacji „Wyborczej”: „Kolejki po prywatne testy na COVID-19”. A to dopiero początek.


Może być jeszcze gorzej” - straszy „Rzeczpospolita”. W „Newsweeku” nie lepiej: „Pandemia koronawirusa przyśpiesza, także w Polsce”. Na Onecie i na Wirtualnej Polsce też nie jest zbyt optymistycznie: koniec z grzybobraniem, mają zamykać cmentarze, a może nawet bary i restauracje. 


Przełączam na aplikacje „Le Monde" i „The Guardian". Tu też wieje grozą, a Trump, choć twierdzi, że czuje się lepiej niż 20 lat temu, chyba tak szybko nie wróci do zdrowia, jak mówi jakiś lekarz. Przeskakuję na Facebook, później na Twittera, jak co rano. Już trochę nerwowo przewijam covidowe newsy i obrazki na ekranie smartfona. Nie jest dobrze...


Amerykanie mają nazwę na wszystko. Ten nawyk to doomscrolling, czyli przewijanie bez końca kiedy dzieje się coś złego. 


Czego szukamy? Nie wiemy, ale szukamy, może jest coś czego jeszcze nie wiemy o pandemii COVID-19, coś, co może nas uratować?  


Słowo powstało z połączenia „doom" (fatalny los, nieunikniona śmierć, zniszczenie, ruina) i „scrolling”, czyli przewijanie w dół ekranu. 

„Doomscrolling i doomsurfing to nowe terminy odnoszące się do tendencji do ciągłego surfowania lub przewijania złych wiadomości, nawet jeśli są one smutne i przygnębiające. Wiele osób ciągle czyta złe wieści o COVID-19 bez możliwości zatrzymania się lub wycofania", tak to tłumaczy słownik Merriam-Webster.

To nieustanne poszukiwanie i frenetyczna konsumpcja informacji tak naprawdę wzmacnia poczucie bezsilności i niepokoju. 


No i uzależnia, trochę jak narkotyk. 

"Doomscrolling stał się sposobem na radzenie sobie z tym, co nieznane i przerażające. Nie mamy żadnych doświadczeń z pandemią na taką skalę. Doomscrolling zachęcił ludzi do edukacji w tym zakresie", uważa amerykańska dziennikarka Allissa Richardson, cytowana w „Fast Company".

Mark Barabak z "Los Angeles Times" opisał doomscrolling jako "nadmierną ilość czasu poświęconego na pochłanianie dystopijnych wiadomości na ekranie". 

Niektórzy boją się, że umknie im coś strasznie ważnego, dlatego przewijają i przewijają. To zapętlenie tworzy iluzję, że za chwilę znajdziesz jeszcze bardziej przydatną informację, która może pomóc ci wreszcie lepiej zrozumieć tę pandemię. 


Ale nie ma jednej dobrej odpowiedzi. W przypadku koronawirusa sytuacja zmienia się zbyt szybko, by nadążyć za wszystkim. 


Jak walczyć z doomscrollingiem, który wg psychologów może mieć szkodliwy wpływ na zdrowie fizyczne i psychiczne? Trzy sposoby:

  1. Można regularnie wylogowywać się ze stron, na których mamy płatną subskrypcję, z aplikacji i z mediów społecznościowych. 

  2. Można przełączyć smartfona na tryb szarości, by Facebook, a szczególnie Instagram straciły na atrakcyjności. 

  3. Można też ustalić, że przeglądamy newsy i social media w wyznaczonych porach, na przykład o godz. 12:00 i o 18:00. 

Pamiętaj, że zawsze możesz zerwać z tym nałogiem doomscrollingu, jeżeli tylko tego rzeczywiście będziesz chciał, przypominają psychologowie.


Ok, muszę to zrobić. Tylko rzucę okiem na newsy, tak na szybko...


5 października 2020

Czego czytelnik oczekuje dziś od dziennikarzy i od mediów? 6 rzeczy o czytelnikach ery social media, która warto wiedzieć


Pandemia COVID-19, praca i pieniądze - to trzy główne tematy, które interesują Polaków w 2020 roku. Tymczasem część internetowych mediów, i to nie tylko prasy opinii grającej i niemiłosiernie fałszującej na fortepianie emocji, zdaje się ignorować te obawy.

Podczas gdy portale: onet.pl, wp.pl lub interia.pl perfekcyjnie odmieniają we wszystkich przypadkach tematy, które nurtują Polaków, wydawcy i dziennikarze w wielu mniejszych mediach (dziś nie będę ich cytował):

  • maglują pseudo-newsy o politycznych gierkach, zapominając, że nie pracują w kwartalniku politologicznym adresowanym do naukowców,
  • ukrywają nośne tematy w głębi serwisu, nie „zajawiając” ich na home page. Jak czytelnik ma je znaleźć skoro jego czas pobytu na waszej stronie internetowej rzadko przekracza kilka minut? 

Widać to w tematach czołówkowych, które krążą wokół polityki, nawet jeśli nic w niej się nie dzieje. 

No, ale wiadomo, polityka generuje emocje, a emocje wywołują komentarze, które wydłużają czas pobytu na stronie, ale czy to jest naprawdę najważniejsze dla czytelnika i dla Google?   

W przypadku mediów informacyjnych, czytelnik oczekuje grosso modo od dziennikarza sześciu rzeczy:

1. Pomóżcie mi zrozumieć co jest ważne. Ja, wasz czytelnik, mam informacje z internetu, z prasy, radia i telewizji, coś gdzieś słyszałem, coś gdzieś widziałem na Facebooku, ale nie jestem pewien o co dokładnie chodzi. 

4 października 2020

Transformacja cyfrowa mediów nabiera przyśpieszenia, bo ludzie przekonali się do płatnych subskrypcji


Wczoraj, namówienie internautów na płacenie za abonament na informację, nawet za równowartość trzech piw, graniczyło z cudem. Dziś, ilość płatnych subskrypcji rośnie w szybkim tempie. 


Ten trend wzrostowy płatnych prenumerat, zapoczątkowany kilka lat temu, potwierdza najnowszy raport prestiżowego  Reuters Institute for the Study of Journalism z Uniwersytetu w Oxfordzie, opublikowany w czerwcu 2020 r.


Co wynika z tego raportu? Oto jego trzy kluczowe wnioski:


Po pierwsze, ilość płatnych subskrybentów wzrosła na całym świecie, szczególnie w krajach skandynawskich, takich jak Norwegia. 

  • Kraje skandynawskie odnotowały skok o 8 punktów procentowych do 42%. 

  • Kraje te zawsze charakteryzowały się najwyższym poziomem czytelnictwa na świecie i ta tendencja potwierdza się teraz w internecie. 

  • Równolegle kurczą się główne źródła przychodów prasy ze sprzedaży egzemplarzowej wersji papierowej i z reklam. 

Po drugie, duże, znane mediowe marki najszybciej ogarnęły się w wirtualnym świecie informacji i spijają śmietankę

  • Dziesięć czołowych tytułów na świecie pozyskało ponad milion nowych prenumeratorów w okresie od stycznia do czerwca 2020 r. 

  • W USA, dzienniki „New York Times” i „Washington Post” zgarnęły prawie połowę wszystkich abonentów online w kraju. 

  • Po raz pierwszy w swojej historii, „New York Times” osiągnął w drugim kwartale tego roku wyższe przychody z wersji online niż z papierowej.

  • Podobna sytuacja jest w Wielkiej Brytanii, gdzie dominują dzienniki „The Times” i „The Telegraph”. 

  • W Polsce, liderem z kosmicznym przyśpieszeniem jest „Gazeta Wyborcza”, która przekroczyła liczbę 240.000 płatnych subskrybentów w kwietniu 2020 r. Gazeta Wyborcza” uplasowała się na 10. miejscu wśród europejskich mediów oferujących płatne treści i 21. miejscu globalnie w rankingu cyfrowych prenumerat organizacji FIPP.  W czasie lockdown'u, „redakcja pracowała w nadzwyczajnym trybie - od rana do wieczora aktualizowała serwis i publikowała nowe artykuły, których obecnie powstaje dwa razy więcej niż zwykle”, informowała Agora w komunikacie w czerwcu 2020 r.

Po trzecie, w większości krajów, internauci wykupują abonament tylko jednego tytułu. 

  • Szczególną sytuację pod tym względem przedstawia Norwegia, ponieważ 64% abonamentów to tytuły lokalne lub regionalne, a 38% abonentów to dwa lub więcej tytułów.

Prenumerata prasy w internecie długo nie cieszyła się popularnością. Internauci mieli wrażenie, że darmowa informacja wystarczy, by być na bieżąco i zrozumieć co się dzieje. Tradycyjne media, które ponoszą koszty pozyskania informacji, stały się ofiarą kultury darmochy, która rozpowszechniła się w sieci


 Dlaczego ludzie zdecydowali się w końcu za kupno abonamentu w serwisach internetowych? 


Widzę tutaj sześć głównych przyczyn:

  1. Pandemia nas przeraziła. Ludzie potrzebują sprawdzonych, wiarygodnych informacji na temat zdrowia w sytuacji zagrożenia jakim jest pandemia COVID-19. A takie informacje oferują najczęściej media tradycyjne.  Liczba osób odwiedzających strony internetowe eksplodowała od lipca 2019 r. do końca czerwca 2020 r.

  2. Ludzie potrzebują solidnej informacji lokalnej i regionalnej. W małych miejscowościach nie ma dużych agencji, tylko korespondenci terenowi, co oznacza, że tylko średni i duzi gracze byli w stanie sprostać oczekiwaniom czytelników, bo informacja lokalna jest jedną z najdroższych do pozyskania.

  3. Czytelnicy przyzwyczajeni do gazet papierowych nie mogli ich kupić, bo w czasie lockdown’u zamknięte były kioski i sklepy i nawet Uber nie mógł ich podrzucić do domu.

  4. Wydawcy dużych, profesjonalnych serwisów informacyjnych i pure players'i z branży medialnej uruchomili potężne kampanie promujące płatną subskrypcję swoich serwisów internetowych. W Europie modna jest teraz promocja z 1€, a w Polsce za 1 zł, a to silnie oddziaływuje na wyobraźnię klientów. 

  5. Netflix przyzwyczaił nas do płacenia za wartościowy kontent. Na całym świecie, zamknięci w domach ludzi rzucili się nieograniczoną ofertę filmów, seriali, programów, które mogli oglądać wszędzie i na każdym urządzeniu, i którą mogli anulować w każdej chwili.

  6. No i wreszcie aplikacje mobilne, które ułatwiły czytanie i oglądanie treści. Nie trzeba czekać całego dnia na newsy. Ponieważ w internecie nie ma tygodników czy miesięczników, a wszystkie gazety to „minutniki”, czytelnicy przyzwyczaili się do powiadomień w iPhonie.

Kryzys w prasie papierowej, osłabionej na dodatek spadkiem zaufania do mediów w ogóle, jest największym zagrożeniem dla tej branży od czasu kryzysu gospodarczego w 2008 r.  


Nie wiadomo jak się skończy, ale jedno już jest pewne - transformacja cyfrowa tradycyjnych mediów nabrała kosmicznego przyśpieszenia.