22.7.06

Jak wykorzystać techniki dziennikarstwa wizualnego w prasie


Za zawieszeniem broni na Bliskim Wschodzie są wszyscy, lub prawie wszyscy. Przeciw - tylko Izrael, USA i Wielka Brytania. Nawet jeżeli teza stawiana wczoraj przez brytyjski „The Independent" zbytnio upraszcza ten skomplikowany problem i nie jest do końca prawdziwa, ta okładka jest genialna!

To przykład jak można w prostym temacie, w tym przypadku związanym zarazem z polityką zagraniczną i wewnętrzną Londynu, wykorzystać techniki dziennikarstwa wizualnego. I to wykorzystać tak, by budziły emocje, które - z czysto marketingowego punktu widzenia - najlepiej „sprzedają" gazety.

Redakcji „The Independent" - i jego czytelnikom - tak się spodobała wczorajsza okładka, że powtórzyła dziś ten sam zabieg, jeszcze wyraźniej grając na emocjach, z ewidentnie zamiarem manipulacji. To też dziennikarstwo wizualne, ale w gorszym - bo ideologicznym - wydaniu:


Dziennikarstwo wizualne to przekazanie informacji w formie wizualnej. I nie chodzi tu bynajmniej o ilustrację tekstów barwnymi piktogramami, zabawnymi „kolażami" (czyli fotomontażem zdjęć) czy poetyckimi zdjęciami, lecz o przemyślany i zaplanowany proces kreacji, którego rezultat pozwoli czytelnikowi na lepsze i szybsze zrozumienie tematu, jak ta kolumna z „Super Expressu":



Dobre dziennikarstwo wizualne wyróżnia się czterema podstawowymi cechami, jak wczorajsza okładka „The Independant":

1. Jest zrozumiałe: w ułamku sekundy potrafi przekazać o czym jest tekst. Badania czytelnictwa pokazują, że czytelnikowi wystarczy kilka sekund, by ocenia jej zawartość strony gazety i zdecydować czy chce poświęcić swój czas na jej czytanie czy nie.

2. Jest innowacyjne: przyciąga naszą uwagę, bo robi coś w zupełnie nowy sposób, jego siła oddziaływania jest niesamowita, niemalże natychmiastowa, jak okładka z głowką Zidane, którą blog Media Cafe opublikował kilka dni temu.

3. Jest informacyjne: najlepsze layouty i infografiki to tryumf prostoty. Infografiki, lub strony jak ta z „The Independent" przekazują nieraz skomplikowane idee za pomocą jednego, prostego schematu. Dzięki nim można się czegoś dowiedzieć i nauczyć niemal bez wysiłku.

4. Jest przemyślane: Jeżeli Ty nie nadasz konkretnego znaczenia każdemu elementowi gazety, czytelnik na pewno to zrobi. I możesz być pewien, że zrobi to na wspak...

W dziennikarstwie wizualnym najważniejsze jest „dziennikarstwo", tzn. informacja. Aspekt wizualny jest istotny, ale - paradoksalnie - drugorzędny. Jeden rzut oka na okładkę „The Independent" wystarczy, by zrozumieć tezę stawianą przez redakcję.

Nie wystarczy opublikować duże zdjęcie i powiadomić czytelników, że oto nadszedł „Jesienny zachód słońca w zakolu Warty" jak to czyni z duża dozą poezji „Kurier Puszczykowski", bo nie ma tu żadnej informacji.

To bardziej okładka książki o urokach przyrody, niż pisma, którego pierwszym i najważniejszym celem jest informacja.



Zdjęcie musi być mocne - niby wszyscy o tym wiedzą, musi - jeżeli tylko jest to możliwe - zaskakiwać, jak na okładkach „Pulsu Biznesu" (nagroda Grand Front 2005) czy „Press":



Dziennikarstwo wizualne to nowy sposób myślenia o informacji, tak w kwestii nawigacji w gazecie i budowy poszczególnych kolumn, jak i w kwestii prezentacji poszczególnych tematów. Nie musi opierać się tylko i wyłącznie na zdjęciach.

Od kilku lat, wiele gazet sięga po komiks, uważany kiedyś za niegodny figurowania w prasie. Momentem przełomowym było opublikowanie przez prestiżowy „New York Times", w listopadzie 2003 r. felietonu w postaci komiksu:


A co zrobi „dziennikarz wizualny" kiedy nie ma ani zdjęcia, ani rysunku, ani komiksu? Ruszy głową i popracuje nad typografią, jak „Newsweek". Czyż pismo nie jest - jak przypomina Lev Manovich w swojej książce „Język współczesnych mediów" - medium wizualnym?



Rozkładowka z „Bravo", pisma adresowanego do młodych czytelników, tzw. „meteorytów", czytających prasę skacząc głównie po tytulach i zdjęciach, czy okładka „Gazety Wyborczej" (podobna okładka ukazała się tego samego dnia w „Rzeczpospolitej"), bardziej typograficzna niż wizualna, są również przykładem tego nowego myślenia:



Dziennikarstwo wizualne opiera się na myśleniu o tekście w czterech kategoriach, w kontekście globalnym tzn. całej kolumy lub - co lepsze, gdyż czytelnik lubi czytać rozkładowkowo - rozkładowki :
  • tekst
  • zdjęcie
  • ramka
  • ewentualnie - infografika
Nie do każdego tematu można stworzyć infografikę. Reportaż o pijaństwie na wsi w okresie żniw czy sylwetkę Moniki Belucci zdecydowanie lepiej zilustrowac zdjęciem lub sekwencją zdjęć - co wydaje się szczególnie istotne w przypadku pięknej Moniki - niż infografiką.

Sport jest szczególnie „sexy" dla infografiki. Dużo tu ruchu, dynamiki i statystyk. Oto przykład dobrej - skomplikowanej, ale zrozumiałej - hiszpańskiej infografiki o Michaelu Schumacherze, jednej z największych gwiazd Formuły 1:


Infografika nie musi być duża. Ważne, żeby stanowiła prawdziwą wartośc dodaną do tekstu, jak na przykład ta z francuskiego magazynu „Capital", który bije rekordy sprzedaży podczas gdy prasa francuska pogrąża się w kryzysie.

Pokazuje ona, à la da Vinci, „Sześć klanów o przeciwstawnych ideach i ambicjach", czyli całą francuską prawicę, co jest jednak - zważywszy na stopień skomplikowania tematu - nie lada wyczynem:




Dziennikarstwo wizualne nie polega na prostym, quasi mechanicznym przełożeniu tego co może być przeczytane na to co może być zobaczone.

Wymaga selekcji informacji, ustalenia powiązań, wzorów i przedstawienia ich w sposób, który umożliwia odbiorcy informacji skonstruowanie wartościowej wiedzy.

„Dziennikarstwo wizualne zakłada, że czytelnik nie widzi osobno elementów, które mu serwujemy: tytuły, teksty, zdjęcia, grafiki. Postrzega je całościowo, a to jak postrzega jeden element, wpływa na to jak postrzega inne” - uważa Monica Moses z Poynter Institut.

> Tag: , , , , , . , ,

4 komentarze:

Michał pisze...

Książka Manowicha nazywa się "Język nowych mediów".

Pawel pisze...

Mala uwaga - okladka Gazety, ktora miala blizniacza wersje tego dnia w Rzepie - to nie dziennikarstwo wizualne a reklama spoleczna. Dzielo Saachi&Saachi. Zreszta nagrodzone w Cannes.

Podobnie potraktowano wtedy portal Onet.pl i Gazete.pl z tego co pamietam.

Calosc zas to chyba nazywanie na nowo tego co w prasie obecne jest od dawien dawna. Taki silowy awans wcale nie nowego zjawiska.

Bo infografika czy nawet czysta ilustracja - dobrze traktujaca o temacie - nie potrzebuje nowej nazwy.
Nawet jesli zmieniaja sie proporcje jej stosowania, i to czesto z powodu zdrowej mody zapoczatkowenej prze internet czy ostatnimi czasy tv (vide relacje cnn z zatoki perskiej pare lat temu).

Anonimowy pisze...

Można tylko dodać święta prawda. I nie dotyczy tylko dziennikarstwa prasowego.

Pozdrawiam
Andrzej-Ludwik Włoszczyński
http://e-alw.com

alexwin pisze...

Małe sprostowanie. Ksiazka Manovicha po polsku ukazala sie pt. "Język nowych mediów", oryginał "Language of the New Media".
Samo zjawisko "wizulanego" pisma jest dosc stare bo juz na poczatku wieku futurysci (Marinetti, Depero i inni) robili ciekawe eksprymenty. Apollinaire (kaligramy) i Majakowski również mają swój wklad w rozwoj "wizulanej" poezj.
pozdrawiam