29.1.07

Media coraz częściej płacą dziennikarzom i blogerom od klikniecia



Internet zmienia dziennikarstwo w szybkim tempie. Jedna z byłch dziennikarek serwisu informacyjnego CNet, obecnie wolny strzelec, Mary Jo Foley, wyjaśnia w podcaście wideo jak działa system wynagrodzenia blogerów CNetu.

Reguła jest prosta: wysokość wierszówki zależy od liczby czytelników bloga. Im więcej wizyt, tym więcej autorzy zarabiają. To powinno zachęcić dziennikarzy do częstych i ciekawszych wpisów. Ale też do pogoni za sensacją, czego obawia się jeden z moich ulubionych blogerów, Steve Rubel, autor Micro Persuasion, guru komunikacji marketingowej w erze Web 2.0,

Tak czy owak, „pay-per-view journalism" jest nie do uniknięcia - uważa Nicolas Carr, były redaktor naczelny „Harvard Business Review" i autor słynnej książki Does IT Matter? Information Technology and the Corrosion of Competitive Advantage.

Podobnie płaci swoim blogerom magazyn high-tech „Business 2.0", nowojorski serwis blogów Gawker czy francuski serwis informacyjny Neteconomie. To wydaje się nieprawdopodobne, ale jeden z francuskich serwisów kulinarnych wynagradzał autorów fiszek w zależności od liczby przypraw cytowanych w fiszce i sprzedanych online.

Nie zpominajmy też o About.com, kupionym za 410 milionów dolarów przez „New York Times". Autorzy tego serwisu to jego czytelnicy, głównie zresztą dziennikarze, którym NYT płaci minimum 500 dolarów miesięcznie, plus procent od liczby kliknięć w reklamowe słowa-klucze w ich tekstach. Nie ma tekstów, nie ma zryczałtowanej wierszówki, nie ma kliknięć, nie ma procentu. Nie ma zmiłuj w epoce media 2.0.

Ten system wynagrodzenia wydaje się uczciwy, gdyż opiera się na liberalnej regule: każdemu według jego pracy. Może on promować dziennikarzy, którzy potrafią pisać dla swojego czytelnika i być blisko niego, co wcale nie jest takie ewidentne, szczególnie w przypadku dziennikarzy początkujących i zadufanych w sobie gwiazdorów.

Podzielam zdanie Carra. Rozmawiałem o tym z dziennikarzami w wielu polskich redakcjach i na szkoleniach. Większość z nich jest przeciw, przynajmniej na razie.

A co Państwo o tym myślą?

> Tag: , , , , ,

4 komentarze:

Tierralatina pisze...

To moze zadzialac w przypadku dziennikarstwa masowego: politycznego, sportowego. Ale co z dziennikarzami z bardziej "elitarnymi" specjalizacjami. Np. krytykami teatralnymi. Dlaczego maja zarabiac mniej od specow od futbolu? Tak wiec system ma pewne, wyrazne, granice.

Anonimowy pisze...

a dlaczego niby wszyscy maja zarabiac tyle samo?
czas "urawnilowki" juz sie skonczyl

Tierralatina pisze...

Nie twierdze, ze wszyscy maja zarabiac tyle samo. Ale nie sadze, ze glownym kryterium wielkosci zarobkow powinno byc czytelnictwo. Bo akuraz ono nie idzie w parze z kompetencjami dziennikarza. Ani praca wlozona w napisanie tekstu.
Wiadomo, ze relacje z derby Legia-Polonia przeczyta znacznie wiecej ludzi niz np. reportaz o wiezieniach w Tybecie. Ja jednak chcialbym moc wciaz czytac reportaze z Tybetu... To oczywiscie przenosnia.

Jacek pisze...

Myślę, że jeśli wydawca zdecyduje się na niepopularną tematykę wie również o potencjalnych przychodach z tej tematyki płynących. Dajmy na to żeglarstwo wyczynowe. Typowe "łódki" kosztują majątek, zawodnicy zbierają budżet od sponsorów za około 10 mln zł. Mamy więc wydawce, który publikuje w swoim medium (itv, podcast, videocast, blog, wortal), informacje dotyczące tej dziedziny. Zapewne przewidział, że reklamować będą się u niego reklamodawcy dysponujący dużą gotówką. Więc dziennikarz będzie dostawał więcej pieniędzy za jedno kliknięcie, niż ten który pisze "tylko" o polityce, gdzie reklamują się mniej zamożni reklamodawcy.