12.9.06

Web 2.0 jest nową i być może ostatnią szansą dla tradycyjnych mediów

Web 2.0, czyli nowe pokolenie internetu, to termin, który często pojawia się na Media Cafe choć nie jest to blog wyłącznie o Web 2.0, lecz o tym jak internet zmienia biznes medialny i dziennikarstwo.

Z zainteresowaniem obserwuję spory o definicje czy o pastelowe kolory, z którymi kojarzy się Web 2.0. Sledzę - nieraz do późna w nocy - kłótnie o to czy można zaliczyć jakiś serwis czy narzędzie do Web 2.0. Pasjonuję się debatami czy Web 2.0 jest marketingowowym picem w celu wyciągnięcia pieniędzy od inwestorów i klientów, czy nowym etapem w historii netu.

Sam należę do fascynatów Web 2.0. A najbardziej fascynuje mnie jak łatwo i skutecznie można wykorzystać nowe narzędzia i technologie w tradycyjnych mediach, by wprowadzić je w świat mediów 2.0. Ten aspekt umyka niestety zbyt często niektórym specjalistom zbyt skupionym na kwestiach technicznych, a także wydawcom - zbyt skupionym na biznesie papierowym.

Pierwsze start-up'y z epoki Web 1.0 nie miały business planów, a reklamodawcy nie byli gotowi do inwestycji w kampanie w cyberprzestrzeni.

Dziś jest inaczej i Web 2.0 zaczyna mieć prawdziwy fundament biznesowy, co widać po ewolucji takich serwisów jak MySpace, YouTube, Netvibes czy OhMynews. To wydaje się również podstawą internetowej strategii nowego gracza w polskim internecie - domu mediowego CR Media, który już chce nie tylko doradzać innym, ale też spróbować powalczyć samodzielnie, ze swoim własnym projektem, o rosnący jak na drożdżach reklamowy tort w necie.

Blogi, wiki, RRS-y czy serwisy społecznościowe, które powstały przed epoką Web 2.0, ale teraz dopiero przeżywają prawdziwy renesans, są rewelacyjnymi narzedziami, jakby stworzonymi dla mediów. Tylko, że media nie do końca wiedzą co z tym fantem zrobić.

Wielu wydawców jest ciągle przekonanych, że tylko papier jest się liczy, a internet postrzegają jako produkt zastępczy dla papieru, jako dodatek a nie jako strategiczną przestrzeń pierwszej wagi. Niektórzy z nich myślą naiwnie w kategoriach gazety papierowej, a nie w kategoriach informacji jako produktu do sprzedania.

Dla większości tradycyjnych mediów, Web 2.0 i np. taka folksonomia, czyli oddolne porządkowanie i hierarchizacja treści, jak na Del.icio.us, to ciągle ciemna magia. Nie rozumieją jeszcze jak można zarobić na wirtualnej darmosze i treściach generowanych przez internautów.

A trzeba być ślepcem, żeby nie umieć wykorzystać potencjału 2 milionów polskich blogów, albo nie dostrzec niewyobrażalnego potencjału reklamowego jaki może stworzyć bezprzewodowy dostęp do internetu przez Wi-Fi.

W Polsce jak na razie tylko Onet - czyli medium new age, bo internetowe - zrozumiał jakie możliwości może dać Wi-FI i zamierza wraz z firmą FON (gdzie współudziałowcem jest Google) stworzyć społecznościową sieć dostępową. Jej podstawą będzie idea współdzielenia się - czyli jeden z filarow Web 2.0 - swoim łączem internetowym z innymi.

Web 2.0 jest nową i być może ostatnią szansą dla tradycyjnych mediów: prasy, radia i telewizji. Dla mnie termin ten określa głęboką, zataczającą coraz szersze kręgi tendencję, która polega na stopniowym włączaniu i włączaniu się czytelników do tworzenia informacji, co zaczynają wykorzystywać systematycznie różne tradycyjne media, jak:
  • „New York Times" (amerykański dziennik)
  • Skyrock (francuska stacja radiowa),
  • „Le Monde" (francuski dziennik, który traci pieniądze na wydaniu papierowym, ale zarabia na internecie),
  • BBC
  • Reuters...
Nie wszyscy czytelnicy partycypują tak samo w kreacji: na 100 internautów, 1 tworzy treść, 10 ją komentuje, lub ulepsza, a pozostałych 89 tylko czyta i ogląda.

Współtworzenie informacji przez czytelników to niby nic nowego, czytelnicy przecież zawsze pisali listy do redakcji.

Tak naprawdę nie chodzi tu o listy do redakcji, tylko o konsekwencje tego trendu. On już zmienia tradycyjne dziennikarstwo i tradycyjne media.

Niektórzy mówią nawet, że tradycyjne media już umarły. Nie zgadzam się z tym, bo wierzę w ich przebudzenie, albo w ich zdolność do przekonania banków do udzielenia im kredytów na zakup internetowych serwisów, których sami nie potrafili stworzyć z powodu braku kompetencji i wyobraźni.

Media muszą dziś bardziej niż kiedykolwiek zainteresować się swoimi czytelnikami, coraz bardziej zainteresowanymi internetem, i na nowo odkryć społeczności, w tym lokalne. Nie chodzi tu tylko o produkowanie newsów i informacji praktycznej, lecz o ułatwienie dotarcia do nich. A ułatwić można również cytując z linkiem informacje z innych, nawet konkurencyjnych źródeł. Czy to ryzykowne? Tak, bo czytelnik może już nie wrócić.

Ale czy nie lepiej zamiast próbować ciągle zdusić konkurencję, raczej sprobować wykorzystać ją jako narzędzie do promowania własnego medium? Lepiej. Czy nie lepiej zamiast ignorować pojawiające się jak grzyby po deszczu nowe źródła informacji, jak to robi na przykład branżowy miesięcznik „Press" w przypadku blogów, raczej spóbować włączyć je do swojego serwisu jako wartość dodaną, jak to zrobił serwis Wirtualne Media? Lepiej. Blogowicze WM odejdą pewnie z czasem do bardziej prestiżowych mediów, ale na razie nabijają licznik serwisowi, który dotychczas tylko cytował informacje produkowane przez inne media.

Jeżeli lubi się swojego czytelnika czy telewidza, trzeba nauczyć się lubić to co on lubi, dyskretnie wskazywac mu drogę, ale też zdecydowanie podążać za nim do internetu, jak to robi „El Pais", „The Guardian", albo polska Agora. Ta ostatnia uruchomiła platformę blogową (blox.pl), serwis informacyjny tworzony przez internautów (gwar.pl) czy serwis ogłoszeniowy tworzony przez użytkowników (dwukropek.pl). Refleksem wykazało się też wydawnictwo PolskaPresse tworząc portal oparty na dziennikarstwie obywatelskim (wiadomosci24.pl).

Zamiast ignorowac, lub próbować stworzyć kopie tych serwisów, które już są kopiami zachodnich serwisów, lepiej zrozumieć i nauczyć się jak je wykorzystać dla własnej marki. A to jest możliwe.

Prasa, która znalazła się w potrzasku między internetem i prasą darmową narzucającymi jej model biznesowy radia, powinna stać się dziś „ułatwiaczem" życia codziennego, wykorzystując do tego internet, a szczególnie narzędzia Web 2.0. To chyba najlepszy sposób na przeżycie.

Co Państwo o tym myślicie?

> Wiedzieć więcej:
Czy biznes prasowy wchodzi w krytyczną fazę?
Prasa musi szybko inwestować w internet, który stanie się wkrótce głównym źródłem jej dochodów
Powstał pierwszy w Polsce portal oparty na dziennikarstwie obywatelskim
Portale oparte na dziennikarstwie obywatelskim to przyszłość mediów
Dlaczego media ignorują dziennikarstwo obywatelskie? Bo go nie rozumieją i się go boją
Portal Netscape wchodzi w erę web 2.0 i otwiera się na internautów
Web 2.0 Validator: Co jest a co nie jest Web 2.0?
Web Economy Bullshit Generator


> Tag: , , , , , , , , , ,

3 komentarze:

a0 pisze...

rzeczywiscie, widac ze jest Pan fascynatem, zeby nie powiedziec - fanatykiem ;] a tak naprawde to wszystko nie wyglada tak rozowo. po pierwsze, wspominajac ostatnia bańkę ktora pekla kilka lat temu - web 2.0 nie jest cudownym srodkiem na tworzenie stron. mysle, ze odwraca Pan kolejnosc - tzw. web 2.0 to tylko pomysl. porownujac do web 1.0 jest jak php do htmla - ale w sferze idei. formalnie rzecz biorac web 2.0 reprezentuje bardzo pusta definicje, spieranie sie czy jakas strona moze sobie przypisac wykorzystanie tej idei czy nie to juz jest szczyt.. przynajmniej marnotrastwa czasu. zmierzam do konkluzji ze nie srodki do osiagniecia celu sa istotne, ale sam koncowy efekt. strona moze byc bardzo ciekawa i w ani jednym punkcie nie zgadzac sie z web 2.0 - liczy sie pomysl na strone, jej tresc i forme przekazu, wykorzystanie danej technologi powinny byc uzaleznione tylko od potrzeb, a nie 'bo web 2.0 jest modne'.

problem z reklamami w internecie, czyli jednoczesnie - z zarabianiem w nim - wynika z pierwotnej idei sieci, troche offowej, anarchistycznej, oraz z silnej konkurencji. np. ostatnio bardzo irytujace sa kampanie na gazecie.pl gdzie wyskakuja natretne flashowe animacje niczym popupy. sklonilo mnie to do porzucenia tego serwisu [choc nie calkiem, ale o tym pozniej..], a poniewaz wybor mam bardzo szeroki, wcale mnie to nie zmartwilo. natomiast na rynku prasy mam praktycznie do wybory tylko wlasnie gazete, teroetycznie dziennik, no i rzepe - niestety droga i niewymiarowa. co wiecej, onet.pl ma mily zwyczaj kopiowania niemal zywcem textow z gazety.pl - jednak brak na nim natretnych flashowcow...
reasumujac, reklame w internecie trzeba robic z glowa, i to duzo wieksza niz w jakimkolwiek innym medium.

wracajac do tego 'nie calkiem' - otoz portal samochodwy gazety jest wg mnie tak dobry, ze potrafilem nawet zniesc ciagle zamykanie tych natretnych flashow - zero web 2.0, ale dobry wyglad, dobre texty [przede wszystkim tresc!], i malo literowek, ortografow i bledow rzeczowych [ostatnio rozplenilo sie to strasznie, np. newsroom chip.pl, swieze newsy, szczegolnie lokalne na gazeta.pl itp]

a teraz cos na temat prasy ktora powinna przejsc do sieci - otoz i tak, i nie. elektroniczny papier rozwija sie w laboratoriach w calkiem niezlym tempie, i wroze ze gdy prasa z wielka pompa zakonczy przejscie do sieci, pojawi sie wlasnie on i odwroci wszystko do gory nogami - vide 'Minority Report' - to jest przyszlosc prasy wlasnie. gietki papier LCD ;)

wspomnial tez Pan o prasie lokalnej, by zainteresowala sie swoimi czytelnikami - otoz nie wiem jak ma sie to na zachodzie, ale w Polsce raczej niezbyt. od mlodych lat bylem zwiazany z pewnym lokalnym tygodnikiem i musze powiedziec ze nic nie sprzedawalo sie tak dobrze jak smierc lub afera. z 'zainteresowaniem sie czytelnikami', jest jak z reklama w sieci - z duzo glowa trzeba do tego podejsc, bo to balans na cienkiej linie - ludzie lubia o sobie czytac, ale tylko dobre rzeczy, i sa bardzo wyczuleni na wszelkie niuanse w informacji. natomiast o innych to chyba nawet zle rzeczy lubia bardziej ;]

i na koniec - prasa ma byc „ułatwiaczem" życia codziennego - tez niezbyt sie zgodze. watek ten zaczal byc przerabiany juz kilka lat temu w polskie prasie, patronaty, poradniki itp. itd... i skonczylo sie jak zwykle - smierc i afera sie sprzedaje. przede wszystkim ;]

generalnie byc moze momentami przesadzam, ale chcialem zrownowazyc Panska wypowiedz, gdyz z tego co sam zauwazylem najwazniejszy jest odpowiedni balans miedzy roznymi sferami tworzacymi dany produkt. ot i dobra pointa. pozdrawiam.

Rafał pisze...

"Sledzę - nieraz do późna w nocy - kłótnie o to czy można zaliczyć jakiś serwis czy narzędzie do Web 2.0."

Sam pan uczestniczy w tych dyskusjach i to nie jest powod do dumy...

Krzysztof Urbanowicz pisze...

rafał -
Uczestniczę czynnie w wielu dyskusjach - oczywiście w miarę bardzo ograniczonych możliwości czasowych-, bo uważam, że w dyskusjach trzeba uczestniczyć, nawet jeśli są naładowane emocjami, a niektóre są.