18.10.07

Tradycyjne media i internauci żyją w dwóch różnych światach

Tradycyjne media i internauci żyją w dwóch różnych światach. To o czym piszą tradycyjne media ma niewiele wspólnego z aktualnościami, którymi żyją użytkownicy internetu. Potwierdza to raport opublikowany przez amerykański think tank Project for Excellence in Journalism (PEJ), co opisuje na swoim blogu Transnets Francis Pisani.

Oto główne wnioski z tego badania*:
  • Zaledwie 5% newsów się pokrywa.

  • 40% artykułów preferowanych przez internautów dotyczy stylu życia i technologii. Wolą oni zdecydowanie informacje z takich dziedzin jak styl życia czy technologie od informacji wybranych przez media tradycyjne.

  • Aż 70% artykułów preferowanych przez internautów w serwisach, gdzie oni sami decydują o tym co ważne (Digg, Reddit.com et Delicious.com ), pochodzi z nowych mediów: blogi, YouTube.com czy serwisy online, które nie specjalizują się w newsach.

  • 40% artykułów preferowanych przez internautów pochodzi z blogów, 24% z tradycyjnych serwisów online i 5% z agencji informacyjnych, które są głównym źródłem informacji mediów tradycyjnych.

Internauci okazują się bardziej egocentryczni, niż tradycyjne media:
  • Wojna w Iraku była tematem 10% artykułów w mediów tradycyjnych, 24% artykułów w tradycyjnych serwisach online, 7% w YahooNews.com i zaledwie 1% w Digg, Reddit i Delicious.

  • Wydarzenia w USA zainteresowały 89% użytkowników Digg, 83% - Reddit i 81% - Del.icio.us. W mediach tradycyjnych, 71% artykułów było poświęconych tej tematyce.

Czy naprawdę żyjemy w dwóch różnych światach: jeden tworzony przez mainsteamowe media i ten prawdziwy tworzony przez zwykłych internautów? Z badań PEJ wnika, że tak. Powraca pytanie, które już zadawałem na blogu: Czy możliwy jest świat bez dziennikarzy?

I jeszcze raz odpowiem na nie twierdząco: ludzie nie potrzebują dziennikarzy, którzy chcą decydować za nich co jest ważne, a co nie. Już ich nie potrzebują, bo są w stanie sami stworzyć swoje własne mini-media, jak blogi czy mikro-blogi, albo decydować o tym co jest newsem, ich własnym newsem, na Diggu czy Delicious.

Czas na Dziennikarstwo 2.0, które będzie polegać na ścisłej współpracy amatorów i zawodowców. Zawodowi dziennikarze są skazani na współpracę z amatorami. I im szybciej to nastąpi, tym większe szanse na przeżycie mają media tradycyjne.


* Badania przeprowadzone zostały przez PEJ w tygodniu od 24 do 29 czerwca 2007 r. w serwisach Digg.com, Reddit.com, Delicious.com i w oparciu o analizę artykułów najczęściej czytanych i rekomendowanych przez internautów w serwisie YahooNews.com, na bazie 48 głównych amerykańskich mediów (prasa, radio, telewizja, serwisy informacyjne online).

> Project for Excellence in Journalism (via Transnets)

> Wiedzieć więcej:
> Tag: , , , , , , , , , , , , ,



6 komentarzy:

starlift pisze...

Hmm... Moim zdaniem wyciąga Pan nieuprawnione wnioski na podstawie tych liczb. Internauci i tradycyjne media nie żyją w różnych światach. Nie interesują ich zupełnie różne sprawy, mimo tego, że zaledwie 5% ich się pokrywa. Dlaczego? Tradycyjne media mają swoją "specjalizację" i piszą o określonych sprawach. "Śieć" dostrzegła lukę i sama ją sobie zapełniła, jednak unika dublowania treści, które tradycyjne dziennikarstwo tworzy w jakości i na poziomie zadowalającym.

Nie są to dwa odrębne światy, lecz przenikające i uzupełniające się.

Zgadzam się z tym, że gdyby media tradycyjne przestały pisać np. o polityce to szybko by ta luka się zapełniła. Jednak, przynajmniej w Polsce, nie możemy mówić o dwóch światach i o tym, że internautów nie interesuje, co jest w mediach tradycyjnych i w newsach agencyjnych.

Liczby są ciekawe i mówią pewne rzeczy o tym zajwisku, jednak część wniosków jakie Pan prezentuje jest nieuprawniona. Nie można tak analizować liczb, bo każdy wniosek sobie można dopasować w ten sposób.

Pan Tau pisze...

Ja wyniki badań zrozumiałem tak - ludzie nie szukają newsów np. o wojnie w Iraku w internecie (rozumianym, jako 2.0) i wolą "wydiggować" coś z Youtube, bo tradycyjne media, wliczając w to "tradycyjne" serwisy internetowe zapewniają im, a właściwie atakują ich tymi informacjami w takim stopniu, że zaspokajają ich ciekawość w wystarczającym stopniu. Nasycenie tymi informacjami jest na tyle duże, że "wykopywanie ich" (tym razem z polska) mija się po prostu z celem, bo "i tak wszyscy o tym wiedzą". Czy Robinson Crusoe po znalezieniu wyrzuconego w paczce FedExu notebooka z dostępem do sieci sprawdziłby najpierw Digg czy Yahoo news (w jego przypadku, to raczej BBC.com ;)? Myślę, że jednak to drugie.

Bogusław_Pinkiewicz pisze...

ja króciutko, bo rozpiska goni. To nie sa dwa różne światy, tylko uzupełniające się. Gdyby w mediach tradycyjnych nie było nic o wojnie w Iraku wszystko przeniosło by się do netu, a tak nie ma potrzeby. Poza tym dziennikarze sa absolutnie niezbędni, bo ktoś musi napisac tak, żeby inni zrozumieli.

Tomek pisze...

Traci Pan, Panie Krzysztofie z oczy szerszą perspektywę. Dylematy takie jak nowe media i świat bez dziennikarzy dotyczą tylko szeroko pojmowanego kręgu cywilizacji zachodu.
Proponuję zadać sobie pytanie, czy w nowych mediach znajdzie Pan ciekawe informacje z Afryki, Ameryki Południowej czy nawet Chin. Mówię o prawdziwych informacjach, a nie przetrawionych doniesieniach agencyjnych, pisanych z metropolii na tych obcych kontynentach.

Prosze sobie zdać pytanie czy problem "czy możliwy jest świat bez dziennikarzy" ma rację bytu w regionach świata, gdzie nawet nie rozpoczęła się epoka Gutenberga, czyli sowa drukowanego skazanego m.in. przez Pana na wymarcie?

Warto sobie uświadomić, że w przedgutenberskiej epoce żyje więcej niż połowa ludności świata.

Rozważania nad dziennikarstwem obywatelskim, nowymi mediami, etc są patrzeniem ludzi zachodniego kręgu kulturowego na siebie, na swoje wąskie problemy, bez szerszego kontakstu. I w tym sensie nie jest to już dziennikarstwem, bo opisywanie wąskiego wycinka rzeczywistości bez szerszego kontakstu jest tylko multiplikowaniem informacji, a nie dziennikarstwem.

Anonimowy pisze...

swiat "potrzebuje" dziennikarzy. oto dlaczego:

1. wiarygodnosc

jak cos przeczytam washington post to wiem, ze to jest prawda. jak cos przeczytam na blogu swojego pana ryska z klatki obok to nie mam takiej pewnosci. zbudowanie reputacji wiarygodnego zrodla zajmuja nawet nie lata, a dekady. (powodzenia, panie rysku...)

2. solidne dziennikarstwo

ny times ma w bagdadzie kilkunastu wlasnych dziennikarzy, kilkudzisieciu lokalnych wspolpracownikow, 2-3 fotoreporterow na stale, itd. - z pewnoscia moga dzieki takiej organizacji oferowac pelniejszy obraz sytuacji w kraju, niz ktos kto jest samotnym bloggerem, nawet gdyby byl na miejscu, itd.

3. oferta / jakosc

bez zaplecza technicznego i finansowego trudno dzis przygotowywac i nadawac materialy o wysokiej jakosci merytorycznej i technicznej. tak, wiem. kazdy moze sobie kupic aparat cyfrowy - ale czy to znaczy, ze wszyscy jestesmy fotografami? oczywiscie - nie. innymi slowy, to, ze masz kamere video i umiesz wrzucic klip z recenzja iphone na youtube nie stawia cie na rowni z producentami cnn, ktorzy robia np. cykl god's warriors.

4. kierunek

gdyby opiniotworcze media zostaly calkiem zastapione przez inicjatywy "obywatelskie", to bysmy dopiero mieli problem z tym, co byloby w newsach - w zwiazku z tym, ze tlum poddaje sie kontroli korporacji i specow od pr stosunkowo latwiej niz wydawnictwa prasowe itd, to powznych, istotnych tematow byloby dostepnych zero, za to nie zabraknie wiesci z kategorii clebrity, "lifestyle", itd

-

krotko mowiac, "nowe" kanaly dystrybucji i ich dostepnosc sa blogoslawienstwem, zgoda, ale mimo wszystko liczy sie tresc/zawartosc, ktora jest do przekazania. oczywiscie nie tyczy sie to mediow w polsce, ktore sa delikatnie mowiac zacofane, przyklad: video w wykonaniu gw.

pozdrawiam i gratuluje ciekawego branzowego bloga. n. sobotka

idziak pisze...

Zgodzę się z komentarzami starlifta i pan tau - to, że na diggu czy blogach nie pisze się o wojnie w Iraku albo polityce, nie znaczy że internautów to nie interesuje, albo że nie dysponują wiedzą na ten temat. Po prostu do informowania o wydarzeniach świata służą inne środki. Jeśli chcę wiedzieć coś na temat wojny w Iraku, to wejdę na portal BBC World i sobie poczytam. Po co mam o tym pisać na własnym blogu, lub wykopywać na wykopie (zlinczowaliby mnie za spamowanie ;)), skoro każdy trafi na stronę bbc/cnn/inne i sobie poczyta jak będzie chciał.

Taki digg/wykop czy też blogi mają po prostu inne przeznaczenie - dostarczają rozrywki, informacji z zakresu jakiejś specjalistycznej branży itd. Jak już zostało powiedziane, zapełniają lukę, której nie potrafią zapełnić tradycyjne media.To nie są dwa odrębne światy.