Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania web 2.0, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania web 2.0, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

23 sierpnia 2007

Firma 2.0, czyli o rewolucji jaka czeka nasze przedsiębiorstwa

Podczas gdy media zaczynają coraz śmielej korzystać z narzędzi epoki Web 2.0: blogi, wiki, RSS-y czy serwisy społecznościowe, firmy z innych branż nie postrzegają jeszcze Web 2.0 jako trendu, w który warto się włączyć.

Te nowe narzędzia mogą nie tylko usprawnić i nadać nowej dynamiki komunikacji firmowej, ale też samemu biznesowi. Łatwo jednak nie będzie, bo kadra kierownicza nie jest gotowa psychicznie na takie herezje, a firmy przeraźliwie konserwatywne.

Menadżerowie nie widzą na razie w Web 2.0 elementów przewagi konkurencyjnej. Boją się, jak to było do niedawna w przypadku mediów i dziennikarzy, stracić kontrolę nad informacją o sobie. Jak na dłoni widać, że Firma 2.0 jest jeszcze w powijakach.

Firma 2.0 to nowe słowo powstało na bazie modnego określenia Web 2.0 odnoszącego się do współczesnych serwisów współtworzonych przez użytkowników (Web 2.0 łączy i zmienia ludzi). Ale Firma 2.0 to o wiele więcej niż blogi czy wiki, tzn. strony internetowe, którą każdy może tworzyć, edytować i zmieniać, podłączone do intranetu, wewnętrznej, firmowej
sieci informacyjno-narzędziowej przeznaczony dla pracowników.

To istna rewolucja, z całym wachlarzem nowych, nieznanych dotychczas praktyk wybiegających daleko poza zwykłe narzędzia.

Termin wymyślił Andrew McAfee z Harvard Business School w artykule, który ukazał się wiosną 2006 r. w piśmie „MIT Sloan Management Review". Oto definicja McAfee:
„Firma 2.0 polega na wykorzystaniu platform społecznych (Social software) powstałych wewnątrz firm lub między firmami, ich partnerami i klientami. Platformy społeczne pomagają ludziom spotykać się, komunikować i współpracować przy pomocy komputera oraz tworzyć wspólnoty internetowe".
Jeszcze krótszą definicję proponuje Indus Khaitan: „Firma 2.0=Edytowalny Intranet" („Enterprise 2.0 = Writable Intranet"). Intranet będzie w epoce Firmy 2.0 narzędziem społecznym używanym jako platforma do współpracy zarządzana przez użytkownika.

Oznacza to, że w Firmie 2.0 pracownicy są współtwórcami intranetu, mogą go edytować i modyfikować, jak wiki. Mogą współpracować na polach zdefiniowanych przez skrót SLATES, o czym pisze Fred Cavazza,
francuski specjalista od internetu i założyciel Yulbiz Paris (francuskiego odpowiednika Yulbiz Warszawa):
  • Search
  • Links
  • Authoring
  • Tags
  • Extensions
  • Signals.
Oto 14 przykładów narzędzi, z których część przeżywa swój renesans w obecnej epoce Web 2.0, do wykorzystania od razu w firmie (wkrótce opiszę dokładnie jak i w jakim celu można je wykorzystać):
  1. Blog, np. zamiast e-maili czy niektórych spotkań. W Web 1.0, model przekazu informacji opiera sie głównie na monologu ("My tworzymy treść, a Ty ją czytasz"). Blogi, należące do epoki Web 2.0, oferują o wiele atrakcyjniejszy i bliższy współczesnemu internaucie model współtworzenia, oparty na konwersacji ("Ja tworzę treść, my rozmawiamy, Ty możesz współtworzyć"). Konwersacja jest tu ważniejsza nawet niż sama informacja, gdyż wzbogaca tę informację i przybliża ją innym czytelnikom, w tym przypadku w obrębie jednej firmy.
  2. Microbloggigng, jak Twitter (czy polski Blip) np. do szybkiej komunikacji (Krótkie formy to nowy trend w internecie).
  3. Wiki, które jest idealnym narzędziem pracy dla wielu osób w tym samym czasie. Polecam Wetpaint, zbiór społeczności internetowych, Wikia, zbiór społeczności wielu stron internetowych (po polsku) lub Wikidot - „farmę Sajtów Wiki" (po polsku), stworzoną przez Marka Frąckowiaka, informatyka z Torunia.
  4. RSS, np. wykorzystując stronę startową Netvibes.com, ItsMynews jako home page. Można też skorzystać z jego odpowiednika open source - Portaneo.
  5. P2P. To skrót od "peer-to-peer" (ang. równy z równym). Termin ten oznacza, że komunikacja między dwoma lub więcej użytkownikami odbywa się jak równy z równym, bez klasycznej relacji klient-serwer dominującej w internecie. W myśl tej koncepcji, bliskiej jednemu z pierwotnych założeń internetu, każdy komputer pełni rolę nadawcy, odbiorcy i przekaźnika. Na tej zasadzie działa m. in. Skype, telewizja internetowa Joost.
  6. Tagi - słowa-klucze, które umieszczamy pod wpisem na blogu, np. „internet", „web 2.0" etc. Robiąc rundkę po skatalogowanych przez siebie blogach (ponad 70 milionów),wyszukiwarka blogowa Technorati wyłapuje te słowa, po czym umieszcza je w swojej bazie danych.Termin pokrewny to folksonomia, czyli ludowe - albo oddolne - zarządzanie klasyfikacją.
  7. Mashup, czyli połączenie kilku rodzajów informacji, lub/i serwisów informacyjnych. Na razie, najczęściej używanym składnikiem mashup'ów są interaktywne mapy Google (Trzynaście serwisów stosujących technikę mashup w stylu Web 2.0).
  8. Profil, jak w Facebook czy Linkedin. (Jak funkcjonuje nasz internetowy DNA, czyli mapa naszej cyfrowej tożsamości).
  9. Filtry, jak w przeglądarce Firefox
  10. Wyszukiwarka semantyczna.
  11. Serwisy Web 2.0 jak Digg.com (lub jego polskie odpowiedniki: Wykop.pl czy Gwar.pl)
  12. Wirtualny świat SecondLife.
  13. Gry internetowe, np. do e-learningu.
  14. Podcast lub videocast.
Podobnie jak rewolucja Web 2.0 nie opiera się jednak na innowacjach technologicznych (choć jest w nimi nierozerwalnie związana), Firma 2.0 łączy w sobie szereg nowych praktyk współpracy, które nie wymagają - przynajmniej na początku - wielkich zmian w systemie informatycznym firmy. Ale - jak podkreśla Fred Cavazza - prawdziwe korzyści firmy będą mogły osiągnąć dopiero wtedy, gdy zmodernizują architekturę swoich systemów informatycznych.
„Trzeba zrozumieć, że nie będzie rewolucji w metodach i narzędziach pracy bez rewolucji informatycznej. To zresztą nie przypadek, że profesor Andrew McAfee mówił o architekturze informatycznej nastawionej na usługi: Enterprise 2.0 vs. SOA" - pisze francuski specjalista (który jest przy okazji założycielem Yulbiz Paris ).

Dzisiejsze firmy nie staną się z dnia na dzień Firmami 2.0. Proces dochodzenia do tego etapu będzie prawdopodobnie długi i żmudny. Na początku drogi, pracownicy - tak menedżerowie jak ich podwładni - będą musieli przyzwyczaić się do blogów i do wiki.

Zaczną pisać wspólnie blogi firmowe, dostępne tylko dla innych pracowników, zaczną prowadzić projekty używając aplikację wspólnotową jaką jest wiki, równocześnie w kilku oddziałach firmy w całej Polsce, a nawet na całym świecie, jeśli ich przedsiębiostwo jest globalna.


Firma 2.0 będzie przede wszystkim szkołą dzielenia się i współpracy - podkreśla Cavazza. Nie wszyscy są do tego gotowi, bo nie wszyscy chcą dzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem z innymi. Niektórzy zazdrośnie przechowują informację w swoim komputerze i za nic w świecie nie udostępnią jej innym. Bo informacja to pieniądze, władza, pochwały i nagrody. Dlaczego jedni pracownicy mieliby się dzielić swoimi informacjami z innymi pracownikami tej samej firmy?

Steve Rubel, guru współczesnego public relations z Edelmana, cytuje na swoim blogu badania Mc Kinsey, które potwierdzają różne blokady hamujące menedżerów i - bardziej ogólnie - świat przedsiębiorstw. Z badań wynika jednak, że:
  • 80% menedżerów używa i jest gotowa zainwestować w systemy komunikujące jednych z drugimi, np. sprzedawcę z hurtownikiem. Takie narzędzie - myślę tu o RSS-ach - może na przykład informować sprzedawcę o nadejściu nowej partii towaru.
  • 48% menedżerów jest gotowych na inwestycje w narzędzia rozwijające zbiorową inteligencję, by móc podejmować lepsze decyzje. Takim narzędziem może być wiki.
  • 47% menedżerów myśli o inwestycji w narzędzia do zarządzania sieciami P2P (Skrót od "peer-to-peer" z ang. równy z równym). Technika ta pozwala na skuteczniejsze dzielenie się dokumentami, plikami MP3, czy wideo.

Trzeba będzie jednak co najmniej 5-10 lat w Stanach Zjednoczonych, jak mówią optymiści, by przedsiębiorstwa przeszły do następnego etapu rozwoju online i zaczęły w pełni korzystać z szerokiej gamy narzędzi kojarzonych z Web 2.0.

> Wiedzieć więcej:

> Tag:, , , , , , , , , , , , , , ,

18 czerwca 2006

Trzy nowe polskie serwisy w stylu web 2.0

Biznes.net, Trendomierz.net, Streemo.pl - to trzy nowe polskie serwisy oparte o filozofię web 2.0, które mają ruszyć w najbliższym czasie. Każdy z nich jest kopią istniejących już zachodnich witryn.

O uruchomieniu tych projektów poinformowali ich autorzy w czasie konferencji
„Witamy Web 2.0 w Polsce" zorganizowanej 14 czerwca 2006 r. w Warszawie przez serwis informacyjny biznes.net i technologiczny fundusz inwestycyjny MCI Management.

  • Biznes.net to serwis społecznościowy, którego celem jest ułatwienie kontaktów biznesowych jego użytkownikom. Serwis będzie posiadał własną platformę blogów dla użytkowników.
    • Firma: 3S Generator
    • To klon amerykańskiego serwisu Linkedin.com (social business networking)
    • W Polsce istnieje już kilka takich serwisow, w tym Goldenline.pl, który jest największym z nich. Inne polskie serwisy społecznościowe Ogniwo.net, Spinacz.pl czy Grono.pl są przeznaczone dla szerokiej pbliczności.
    • Uwagi: myślę, że jego głównym konkurentem będzie europejski serwis openBC.com (który ma całkiem sporą liczbę polskich użytkowników, w tym ja sam).

  • Trendomierz.net to serwis - agregator informacji z wybranych polskich blogów, w tym z Biznes.net. Będzie pokazywał w formie wizualnej, tzw. chmur tagów, główne tendencje w tematach poruszanych na blogach. Chmury tagów są zbiorem słów kluczy z blogów. Im częściej poruszany temat, tym większy będzie krój czcionki.
    • Firma: 3S Generator
    • To kopia Google Trends.
    • To pierwszy tego typu serwis w Polsce.
    • Uwagi: ciekawy pomysł, ale na razie nie widzę korzyści w korzystaniu z tego serwisu.

  • Streemo.pl będzie serwisem oferującym przestrzeń na zdjęcia i na wideo. Będą one oznaczone przy pomocy tagów, tzn. słów-kluczy, dzięki czemu będzie można je łatwo znaleźć i dzielić się z innymi.
    • Firma: Comtika (znana m.in z interaktywnej 4fun.tv).
    • To kopia serwisów Flickr,com (należącego do Yahoo) i YouTube.com, największego na świecie serwisu wideo. Istnieje już podobny serwis polski smog.pl (wideo i grafika).
    • Uwagi: to segment bardzo konkurencyjny, bo wystarczy mieć - przepraszam za uproszczenie - dyski o dużej pamięci, przyjazny design i prostą nawigację.

> Ciekawe relacje z konferencji
„Witamy Web 2.0 w Polsce":
Jak ugryźć web 2.0?
Web 2.0 to społeczności
Sukces konferencji “Witamy Web 2.0 w Polsce!”
Tłumy witają Web 2.0 w Polsce
Podcast: wstęp do konferencji (mp3 - 3,4MB)
Co to jest web 2.0 - artykuł twórcy koncepcji Tima O'Reilly „What Is Web 2.0" (ang.)
Blog O'Reilly Radar (ang.)


> Wiedzieć więcej:

Tradycyjne media jeszcze nie wierzą, że web 2.0 może im zapewnić przewagę konkrencyjną
Jak tradycyjne media mogą wykorzystać nowe technologie, by przyciągnć młodych czytelników
„Newsweek": Web 2.0 to społeczność, nie publiczność
Jak działa zbiorowa inteligencja w internecie
Wyszukiwarka Lycos będzie płacić internautom za komentarze
Kolekcja logotypów Web 2.0
Francuskie gwiazdy Web 2.0
Jak można wykorzystać nowe technologie w komunikacji marketingowej
BBC wchodzi w Web 2.0
Yahoo odkrywa swój nowy portal w stylu Web 2.0
Francja: Premier nagrywa podcasty audio i wideo
Trzynaście serwisów stosujących technikę mashup w stylu Web 2.0
Ciekawe strony w stylu web 2.0
„Washington Post" wyjaśnia co znaczą neologizmy internetowe

PS. Przeziębienie uniemożliwiło mi niestety napisanie dłuższego tekstu nt. konferencji. Brawa dla organizatorów i dla Michała Fabera, który z entuzjazmem prowadził to interesujące spotkanie.

> Tag: , , ,

12 września 2006

Web 2.0 jest nową i być może ostatnią szansą dla tradycyjnych mediów

Web 2.0, czyli nowe pokolenie internetu, to termin, który często pojawia się na Media Cafe choć nie jest to blog wyłącznie o Web 2.0, lecz o tym jak internet zmienia biznes medialny i dziennikarstwo.

Z zainteresowaniem obserwuję spory o definicje czy o pastelowe kolory, z którymi kojarzy się Web 2.0. Sledzę - nieraz do późna w nocy - kłótnie o to czy można zaliczyć jakiś serwis czy narzędzie do Web 2.0. Pasjonuję się debatami czy Web 2.0 jest marketingowowym picem w celu wyciągnięcia pieniędzy od inwestorów i klientów, czy nowym etapem w historii netu.

Sam należę do fascynatów Web 2.0. A najbardziej fascynuje mnie jak łatwo i skutecznie można wykorzystać nowe narzędzia i technologie w tradycyjnych mediach, by wprowadzić je w świat mediów 2.0. Ten aspekt umyka niestety zbyt często niektórym specjalistom zbyt skupionym na kwestiach technicznych, a także wydawcom - zbyt skupionym na biznesie papierowym.

Pierwsze start-up'y z epoki Web 1.0 nie miały business planów, a reklamodawcy nie byli gotowi do inwestycji w kampanie w cyberprzestrzeni.

Dziś jest inaczej i Web 2.0 zaczyna mieć prawdziwy fundament biznesowy, co widać po ewolucji takich serwisów jak MySpace, YouTube, Netvibes czy OhMynews. To wydaje się również podstawą internetowej strategii nowego gracza w polskim internecie - domu mediowego CR Media, który już chce nie tylko doradzać innym, ale też spróbować powalczyć samodzielnie, ze swoim własnym projektem, o rosnący jak na drożdżach reklamowy tort w necie.

Blogi, wiki, RRS-y czy serwisy społecznościowe, które powstały przed epoką Web 2.0, ale teraz dopiero przeżywają prawdziwy renesans, są rewelacyjnymi narzedziami, jakby stworzonymi dla mediów. Tylko, że media nie do końca wiedzą co z tym fantem zrobić.

Wielu wydawców jest ciągle przekonanych, że tylko papier jest się liczy, a internet postrzegają jako produkt zastępczy dla papieru, jako dodatek a nie jako strategiczną przestrzeń pierwszej wagi. Niektórzy z nich myślą naiwnie w kategoriach gazety papierowej, a nie w kategoriach informacji jako produktu do sprzedania.

Dla większości tradycyjnych mediów, Web 2.0 i np. taka folksonomia, czyli oddolne porządkowanie i hierarchizacja treści, jak na Del.icio.us, to ciągle ciemna magia. Nie rozumieją jeszcze jak można zarobić na wirtualnej darmosze i treściach generowanych przez internautów.

A trzeba być ślepcem, żeby nie umieć wykorzystać potencjału 2 milionów polskich blogów, albo nie dostrzec niewyobrażalnego potencjału reklamowego jaki może stworzyć bezprzewodowy dostęp do internetu przez Wi-Fi.

W Polsce jak na razie tylko Onet - czyli medium new age, bo internetowe - zrozumiał jakie możliwości może dać Wi-FI i zamierza wraz z firmą FON (gdzie współudziałowcem jest Google) stworzyć społecznościową sieć dostępową. Jej podstawą będzie idea współdzielenia się - czyli jeden z filarow Web 2.0 - swoim łączem internetowym z innymi.

Web 2.0 jest nową i być może ostatnią szansą dla tradycyjnych mediów: prasy, radia i telewizji. Dla mnie termin ten określa głęboką, zataczającą coraz szersze kręgi tendencję, która polega na stopniowym włączaniu i włączaniu się czytelników do tworzenia informacji, co zaczynają wykorzystywać systematycznie różne tradycyjne media, jak:
  • „New York Times" (amerykański dziennik)
  • Skyrock (francuska stacja radiowa),
  • „Le Monde" (francuski dziennik, który traci pieniądze na wydaniu papierowym, ale zarabia na internecie),
  • BBC
  • Reuters...
Nie wszyscy czytelnicy partycypują tak samo w kreacji: na 100 internautów, 1 tworzy treść, 10 ją komentuje, lub ulepsza, a pozostałych 89 tylko czyta i ogląda.

Współtworzenie informacji przez czytelników to niby nic nowego, czytelnicy przecież zawsze pisali listy do redakcji.

Tak naprawdę nie chodzi tu o listy do redakcji, tylko o konsekwencje tego trendu. On już zmienia tradycyjne dziennikarstwo i tradycyjne media.

Niektórzy mówią nawet, że tradycyjne media już umarły. Nie zgadzam się z tym, bo wierzę w ich przebudzenie, albo w ich zdolność do przekonania banków do udzielenia im kredytów na zakup internetowych serwisów, których sami nie potrafili stworzyć z powodu braku kompetencji i wyobraźni.

Media muszą dziś bardziej niż kiedykolwiek zainteresować się swoimi czytelnikami, coraz bardziej zainteresowanymi internetem, i na nowo odkryć społeczności, w tym lokalne. Nie chodzi tu tylko o produkowanie newsów i informacji praktycznej, lecz o ułatwienie dotarcia do nich. A ułatwić można również cytując z linkiem informacje z innych, nawet konkurencyjnych źródeł. Czy to ryzykowne? Tak, bo czytelnik może już nie wrócić.

Ale czy nie lepiej zamiast próbować ciągle zdusić konkurencję, raczej sprobować wykorzystać ją jako narzędzie do promowania własnego medium? Lepiej. Czy nie lepiej zamiast ignorować pojawiające się jak grzyby po deszczu nowe źródła informacji, jak to robi na przykład branżowy miesięcznik „Press" w przypadku blogów, raczej spóbować włączyć je do swojego serwisu jako wartość dodaną, jak to zrobił serwis Wirtualne Media? Lepiej. Blogowicze WM odejdą pewnie z czasem do bardziej prestiżowych mediów, ale na razie nabijają licznik serwisowi, który dotychczas tylko cytował informacje produkowane przez inne media.

Jeżeli lubi się swojego czytelnika czy telewidza, trzeba nauczyć się lubić to co on lubi, dyskretnie wskazywac mu drogę, ale też zdecydowanie podążać za nim do internetu, jak to robi „El Pais", „The Guardian", albo polska Agora. Ta ostatnia uruchomiła platformę blogową (blox.pl), serwis informacyjny tworzony przez internautów (gwar.pl) czy serwis ogłoszeniowy tworzony przez użytkowników (dwukropek.pl). Refleksem wykazało się też wydawnictwo PolskaPresse tworząc portal oparty na dziennikarstwie obywatelskim (wiadomosci24.pl).

Zamiast ignorowac, lub próbować stworzyć kopie tych serwisów, które już są kopiami zachodnich serwisów, lepiej zrozumieć i nauczyć się jak je wykorzystać dla własnej marki. A to jest możliwe.

Prasa, która znalazła się w potrzasku między internetem i prasą darmową narzucającymi jej model biznesowy radia, powinna stać się dziś „ułatwiaczem" życia codziennego, wykorzystując do tego internet, a szczególnie narzędzia Web 2.0. To chyba najlepszy sposób na przeżycie.

Co Państwo o tym myślicie?

> Wiedzieć więcej:
Czy biznes prasowy wchodzi w krytyczną fazę?
Prasa musi szybko inwestować w internet, który stanie się wkrótce głównym źródłem jej dochodów
Powstał pierwszy w Polsce portal oparty na dziennikarstwie obywatelskim
Portale oparte na dziennikarstwie obywatelskim to przyszłość mediów
Dlaczego media ignorują dziennikarstwo obywatelskie? Bo go nie rozumieją i się go boją
Portal Netscape wchodzi w erę web 2.0 i otwiera się na internautów
Web 2.0 Validator: Co jest a co nie jest Web 2.0?
Web Economy Bullshit Generator


> Tag: , , , , , , , , , ,

13 czerwca 2006

Silicon Valley oszalał na punkcie Web 2.0

Nowe firmy o wymyślnych nazwach: Renkoo, Gahbunga, Ning czy Squidoo mnożą się w USA jak grzyby po deszczu, w oparciu o nowe technologie o dziwnych, barbarzyńskich nazwach: blog, vlog, wiki, RSS, Ajax... Silicon Valley oszalał na punkcie Web 2.0.

Web 2.0? To - w największym skrócie - nowa filozofia komunikowania z internautami i - o czym wie niewiele osób - nowa filozofia biznesu medialnego.

Czy wszystkie te firmy przeżyją? Oczywiście nie - kategorycznie stwierdza
Ray Lane, współwłaściciel funduszu inwestycyjnego Kleiner Perkins Caufield & Byers, były prezes Oracle, W wywiadzie dla „Businessweek", stwierdza, że aż 70% start-upów zniknie.

Na razie, nowe witryny w stylu Web 2.0 przyciągają miliony internautów. Ale niewiele mają do zaoferowania dla firm, w biznesowym segmencie B2B.
„Businessweek" analizuję tę ofertę, publikując listę witryn i narzędzi internetowych, które mogą ułatwić pracę online i - być może - zrewolucjonizować świat firmy.

Oto niektóre tematy tego dossier:


Polecam też przewodnik w formie podcastu, nagrania dźwiekowego, w którym twórca pojęcia Web 2.0,
Tim O'Reilly, wyjaśnia czym jest ta nowa moda.

Źródło:
„Businessweek"

> Wiedzieć więcej:

Tradycyjne media jeszcze nie wierzą, że web 2.0 może im zapewnić przewagę konkrencyjną
Jak tradycyjne media mogą wykorzystać nowe technologie, by przyciągnć młodych czytelników
„Newsweek": Web 2.0 to społeczność, nie publiczność
Jak działa zbiorowa inteligencja w internecie
Wyszukiwarka Lycos będzie płacić internautom za komentarze
Kolekcja logotypów Web 2.0
Francuskie gwiazdy Web 2.0
Jak można wykorzystać nowe technologie w komunikacji marketingowej
BBC wchodzi w Web 2.0
Yahoo odkrywa swój nowy portal w stylu Web 2.0
Francja: Premier nagrywa podcasty audio i wideo
Trzynaście serwisów stosujących technikę mashup w stylu Web 2.0
Ciekawe strony w stylu web 2.0
„Washington Post" wyjaśnia co znaczą neologizmy internetowe


> Tag: , , , , , , , ,

26 kwietnia 2006

Jak można wykorzystać nowe technologie w komunikacji marketingowej w erze Web 2.0


Jak można wykorzystać nowe technologie w komunikacji marketingowej w erze Web 2.0 - to temat expose, jakie miałem przyjemność przedstawić wczoraj we Francuskiej Izbie Przemysłowo-Handlowej w Polsce w Warszawie dla osób z działów marketingu i PR.

Web 2.0 jest w modzie (na ilustracji powyżej funkcje Web 2.0 po francusku, poniżej rodziny serwisów Web 2.0). To trend określany często mianem rewolucji, choć uważam dziś, że bardziej odpowiednim terminem byłaby „ewolucja". Jest nieraz prezentowany jako internetowy renesans po zapaści spowodowanej wybuchem pierwszej bańki internetowej w połowie lat 90.

Wiele nowych start-upów narodziło się na bazie tej koncepcji, wg której web umożliwia lepszą współpracę, lepsze kontakty międzyludzkie, lepszą - bo interaktywną i wielokanałową - komunikację.

Web 2.0 dotyczy drugiej generacji stron internetrowych powstałych od 2004-05 r. Pierwsze pokolenie web to lata 1995-2000, kiedy technologia nie nadążała jeszcze za pomysłami.

Wizjonerzy mieli już wtedy genialne pomysły, dużo pieniędzy od zachwyconych - ale niewiele rozumiejących - inwestorów, a problem był w tym, że nie było ani realnego business modelu, ani elastycznych, genialnych i darmowych technologii jak dziś.

Autor terminu - Tim O'Reilly („What is Web 2.0”) uważa, że internet nie jest nowym medium, ale platformą wymiany informacji, usług i aplikacji on-line między użytkownikami, dzięki czemu tworzy się coś w rodzaju wspólnej inteligencji. Zgadzam się w zupełności i przyznaję, że poznałem O'Reilly szukając w internecie potwierdzenia dla tej właśnie tezy.

Hasłem Web 2 może być.: Small is the new big! „Małe jest nowym dużym". To teza książki Glenn'a Reynolds'a pt. „An Army of Davids". Odwołując się do mitycznego Dawida, który pokonuje Goliata, Glenn, professeur prawa na uniwersytecie w Tennessee (USA), próbuje udowodnić, że nowe technologie dają władzę zwykłym ludziom, pozwalają im walczyć z dużymi mediami, dużymi rządami i innymi olbrzymami.

Modny w USA, Wielkiej Brytanii, Skandynawii i we Francji, Web 2.0 zaczyna wychodzić dziś ze sfery informatykow i fascynatów futurologii. Opiera się na dwóch filarach:

  • nowe technologie o niespotykanym dotychczas stopniu elastyczności (np. XHTML, SOAP, AJAX, XUL, RDF...). Wg Wikipedii, najważniejsza przemiana - powiedziałbym raczej jedna z najważniejszych - ma się dokonać na pulpicie poszczególnych użytkowników. „Posiadacze" i ich serwery staną się elementami pośredniczącymi w wymianie wiedzy. Niczym w sieci BitTorrent czy projekcie SETI@home, znacząca część obciążenia (wykorzystania miejsca, obciążenia obliczeniami itd.) zostanie rozproszona na prywatne komputery.

  • nowa filozofia dzielenia się, współtworzenia, interaktywności, jak np. w serwisach:
    • Flickr (internetowy album zdjeciowy)
    • del.icio.us (serwis do przechowywania i dzielenia się linkami)
    • Wikipedia (encyklopedia on-line redagowana przez internautów)
    • Digg oraz Reddit.com, polski odpowiednik Wykop.pl (serwis, gdzie internauci wybierają i głosują na najbardziej interesujące wg nich informacje)
Web 2.0 łączy właśnie postęp technologiczny i społeczną ideę dzielenia się, pomysły i mechanizmy wykorzystujące i odwołujące się do zbiorowej mądrości internautów. To nowa granica internetu, gdzie użytkownik jest w centrum sieci.

Za Web 2.0 uważamy także blogosferę, która wzbogaca się co sekundę o nowy blog. Blogi - pamiętniki pisane w sieci przez internautów - znane są już od ponad dziesięciu lat, ale ostatnio przeżywają niesamowity wzrost popularności, w tym ich nowa odmiana - blogi eksperckie, prezesowskie, lub polityczne. Piszą o tym znawcy ciekawi świata internetu i niedouczeni amatorzy.

Blogow jest na świecie blisko 30 mln. Niektóre notują oglądalność porównywaną z dużymi mediami, jak np. Boing Boing.

Nie tylko coraz więcej mediów, ale też i firm korzysta z rozwiązań, które narodziły się na fali web 2.0.

Myślę, że na podstawowym poziomie, firmy mogą wykorzystać do komunikacji z pracownikami i klientami pięć narzędzi z web 2.0:

  • Blog - rodzaj prostej strony internetowej, na której autor umieszcza datowane wpisy, wyświetlane kolejno, zaczynając od najnowszego, jak Media Cafe Polska.
  • Vlog - rodzaj bloga internetowego, którego zasadniczą treść stanowią pliki filmowe publikowane przez autora w kolejności chronologicznej. Pliki udostępniane są do odtwarzania w technologii video-streamingu lub do pobrania na komputer użytkownika.
  • Wiki - rodzaju stron internetowych, które można tworzyć, edytować i zmieniać bezpośrednio z poziomu przeglądarki. To także nazwa oprogramowania umożliwiającego wspólną pracę wielu użytkowników przy tworzeniu zawartości takich stron. Nazwa WikiWiki pochodzi od hawajskiego zwrotu wiki wiki, oznaczającego bardzo szybko.
  • Podcast - forma internetowej publikacji dźwiękowej, najczęściej w postaci regularnych odcinków, z zastosowaniem technologii RSS do plików dźwiękowych. Nazwa pochodzi z połączenia słów iPod - odtwarzacz muzyczny firmy Apple i broadcast (z ang. transmisja, przekaz).
  • RSS (Really Simply Syndication) - umieszczony na serwerze plik w formacie RSS (to ten pomarańczowy prostokącik z napisem RSS w prawym górnym rogu mojego blogu) można zaabonować w specjalnym czytniku RSS, zarówno w samodzielnym programie, jak i wtyczce do przeglądarki internetowej, np. Firefox Użytkownik pobiera nagłówki wiadomości (tytuły i krótkie opisy) i może wczytać interesujące go informacje znajdujące się na stronach WWW. Polecam ciekawe i obszerne porównanie czytników RSS na blogu Techcrunch. Choć RSS jest znany zaledwie 2% internautów, jest to jeden z niewidzialnych przebojów web 2.0.
Jeżeli o czymś zapomniałem, proszę o komentarze.

PS. Sygnalizuję tekst o tym spotkaniu we Francuskiej Izbie Przemysłowo-Handlowej na proto.pl

> Tag: , , , , , , ,

16 września 2007

BBC zaczyna używać odnośników do serwisów Web 2.0 tworzonych przez internautów


BBC zaczyna używać odnośników do serwisów Web 2.0 tworzonych przez internautów i opartych na social bookmarking: del.icio.us (na którym internauci dzielą się linkami), Digg (serwis newsowy tworzony przez internautów), Facebook (serwis społecznościowy) i Stumbleupon (który pozwala odkrywać strony o interesującej nas tematyce).

Jestem przekonany o tym, że Web 2.0 jest nową i być może ostatnią szansą dla tradycyjnych mediów, by zaistnieć na trwałe w internecie zdominowanym przez tzw. pure players, jak onet, interia czy o2 oraz serwisy tworzone przez młodych, zdolnych przedsiębiorców, jak grono.pl, fotka.pl czy gover.pl.

Pisałem o tym często: blogi, wiki, RRS-y czy serwisy społecznościowe, które powstały przed epoką Web 2.0, ale teraz dopiero przeżywają prawdziwy renesans, są rewelacyjnymi narzedziami, jakby stworzonymi dla mediów.

Znakomicie rozumieją to również media amerykańskie. Powoli - ale o wiele szybciej niż media europejskie - wchodzą one w epokę Web 2.0. „New York Times", jeden z największych i najbardziej prestiżowych amerykańskich dzienników promuje swoje teksty w serwisach: Digg, Facebook i Newsvine. „NYT", który ma 10 mln unikalnych użytkowników miesięcznie, dodał do palety narzędziowej przy swoich tekstach guziczek „share":


Podobnie jak BBC i NYT", magazyn „AD Age" również wykorzystuje social bookmarking:

W Europie, pionierami Web 2.0 są media skandynawskie, jak np.:

  • wydawnictwo Bonnier (wydające w Polsce „Puls Biznesu"), które jako pierwsze tradycyjne medium w Europie kupiło serwis blogów,
  • Shibstad, który wprowadza we wszystkich wersjach internetowych swojego darmowego dziennika „20 minut" „webdawzerowe" rozwiązania. Internet wygeneruje Schibstedowi aż 60% dochodów w 2007 .
Shibstad zaczyna przyglądać się Polsce pod kątem inwestycji internetowych. Jak to zwykle u Skandynawów bywa, robi to bardzo, bardzo powoli, ale jeśli się zaangażuje, zrobi to z poważnym budżetem.

> Wiedzieć więcej:
> Tag: , , , , , , , , , ,

28 grudnia 2007

Web 3.0 to będzie łebski web


(Opublikowałem ten tekst w „Newsweeku" nr 51-52 z 27 grudnia 2007 r.) 

Czym będzie web 3.0? Początkiem nowego rozdziału w historii naszej cywilizacji. A tak konkretnie? Nikt nie wie wszystkiego, ale każdy wie coś - mówi Pierre Levy, francuski cyberteoretyk i twórca pojęcia zbiorowa inteligencja"

Web 3.0 ma być właśnie mariażem zasobów internetu, sztucznej inteligencji i naszej, człowieczej zbiorowej mądrości. 

Web 3.0 to sieć, która będzie myśleć

To sieć, która będzie myśleć. Myśleć nie za nas, ale razem z nami, porozumiewając się bezprzewodowo w jednym wspólnym języku ze wszystkimi otaczającymi nas urządzeniami, od telefonu, poprzez samochód po sprzęt AGD. 

A na dodatek sieć wszechobecna, uwolniona z plastikowych skrzynek domowych i biurowych pecetów. 

By lepiej zrozumieć, czym może być web 3.0, warto przypomnieć sobie, czym były (i są) jej poprzednie wersje. 

Sieć WWW składająca się ze stron i dokumentów połączonych linkami powstała na początku lat 90., jako system dostępu do informacji i baz danych. Jej głównym zadaniem było publikowanie informacji. 

Web 1.0 był prostym przedłużeniem twardego dysku 


W początkowym okresie (1995-2000), Web 1.0 był prostym przedłużeniem twardego dysku komputera. Ludzie komunikowali się wówczas jedynie z maszynami, czyli z witrynami internetowymi, bez możliwości interakcji. 

To wtedy powstały firmy, które dominują dziś w sieci: Yahoo!, Amazon, czy Google. Akcje najpopularniejszych firm internetowych notowanych na giełdzie Nasdaq rosły w błyskawicznym tempie, podczas gdy żadna z nich nie zarobiła nawet jednego dolara

Web 1.0 zakończył się na przełomie lat 2000-01 spektakularnym e-krachem, który zmiótł tysiące firm i definitywnie pogrzebał mrzonki o biznesie opartym na błyskotliwych pomysłach, ale bez przychodów. 

Epoka web 2.0 zaczęła się po pęknięciu bańki internetowej w 2001


Epoka web 2.0 zaczęła się po pęknięciu bańki internetowej w 2001 r. i trwa do dnia dzisiejszego. Jej ikonami są takie serwisy jak Wikipedia, YouTube czy Digg, gdzie internauci sami dodają artykuły, zdjęcia i filmy oraz decydują o ich popularności. 

Potencjał sieciowej społeczności jest (przynajmniej teoretycznie) niezmierzony: liczba internautów urosła z 42 milionów w 1995 r. do ok. 1,1 miliarda w 2007 r. Ale ta ilość wciąż nie chce przejść w jakość (poza nielicznymi wyjątkami np. Wikipedii). 

Najradykalniejsi krytycy web 2.0 twierdzą wręcz, że jest on krokiem wstecz, gdyż dopuszczenie milionów amatorów do tworzenia sieciowej rzeczywistości pogłębia jedynie szum informacyjny, który jest główną zmorą internetu. 

Koncepcja web 3.0 dopiero się rodzi


Zamiast o Treściach Tworzonych przez Użytkowników (User Generating Content), powinniśmy według nich mówić raczej o Śmieciach Tworzonych przez Użytkowników (User Generating Crap). 

Krótko mówiąc - dziesięciu internautów o IQ 80, nie ma IQ 800. Nawet jeśli tak im się wydaje. Lekiem na bolączki web 2.0 ma być zatem jego następne wcielenie. 

Nazwy web 3.0 jako pierwszy użył na początku 2006 r. Jeffrey Zeldman, jeden z najbardziej znanych projektantów witryn internetowych na świecie. Łatwo jednak o nazwę, trudniej wypełnić ją konkretną treścią. Koncepcja web 3.0 dopiero się rodzi. 

Musi pojawić się prawdziwa sztuczna inteligencja


Już dziś dwie kwestie wydają się jednak pewne. Po pierwsze musi pojawić się prawdziwa sztuczna inteligencja, tak aby komputery znacznie więcej rozumiały z tego, co jest przechowywane w ich pamięciach. 

Jedną z głównych przyczyn rozwoju web 2.0 był przecież fakt, że maszyny - chociaż tak wydajne w wynajdowaniu milionów stron zawierających np. słowo Paryż, nie potrafiły i wciąż nie potrafią odpowiedzieć na wpisane w oknie przeglądarki pytanie: „Gdzie powinienem zatrzymać się w Paryżu, jeśli dysponuję 3000 złotych, a chcę mieć blisko na basen i do klubów jazzowych?". 

Żeby tak się stało, maszyny muszą zacząć rozumieć tzw. metadane, czyli informacje o samych danych (np. „to wideo trwa X minut, dotyczy tematów w, y, z, jego twórca nazywa się XY, zawiera takie a takie informacje i obrazy") - dziś umieją to tylko ludzie i to oni odpowiadają nam w internecie (np. na forach) na tego rodzaju skomplikowane pytania. 

Ale to się zmieni. Tim Berners-Lee, twórca sieci WWW, w naukowym magazynie „Scientific American" już w 2001 r. przewidywał powstanie aplikacji, które same surfują po sieci załatwiając dla swojego właściciela codzienne sprawy, jak zapisanie go na wizytę u lekarza. 

W tej wersji internetu witryny, linki, media i bazy danych staną się „inteligentne" i zdolne do automatycznej interpretacji znaczenia danych słów, wyrażeń czy poleceń. Prace nad takimi programami już trwają. 

Na razie efekty prac nad sztuczną inteligencją są skromne


Nova Spivack, dyrektor generalny firmy Radar Networks i jeden z autorów definicji Web 3.0 w anglojęzycznej Wikipedii, pracuje nad sztuczną inteligencją, czyli maszynami, które dzięki analizie m.in. informacji z serwisów społecznościowych i komentarzy, mogłyby same znajdywać zależności między danymi i wykonywać skomplikowane polecenia. 

Podobnych projektów badawczych są dziś setki. Na razie efekty są skromne, ale nasza tożsamość online już de facto istnieje. Amazon.com już potrafi sugerować klientom książki o tematyce podobnej do tej, którą właśnie zamówili, a Google, Yahoo! i Facebook opanowały do perfekcji reklamę kontekstową automatycznie dopasowującą się do zainteresowań swoich użytkowników. 

Ale powstają i bardziej szalone projekty. Amerykańska firma internetowa z Las Vegas, Systems Research & Development rozwinęła system, który już dziś łączy ze sobą ponad 670 milionów informacji z pozoru nie mających nic wspólnego. 

Początkowo firma proponowała swój system kasynom, jako oprogramowanie zdolne sygnalizować fakty w stylu: „Czy wiesz, że facet, który właśnie wygrywa przy stoliku nr 4 mieszkał trzy lata temu pod tym samym adresem co facet, który rozdaje karty przy tym samym stoliku?". 

Jej właściciele szybko jednak pojęli, że możliwości systemu predestynują go do ambitniejszych zdań niż ochrona kasyn przed oszustami. Firma ta podpisała właśnie kontrakt z Departamentem Bezpieczeństwa Wewnętrznego USA. 

Smartfon staje się jednym z elementów informacyjnego ekosystemu


Gdy cywilne (i znacznie wydajniejsze) wersje tego rodzaju oprogramowania zaczną działać w internecie, inteligentna sieć stanie się rzeczywistością. Do tego czasu dokona się zaś zapewne rewolucja sprzętowa zapoczątkowana przez zmieniające się funkcje telefonu komórkowego. 

Już dziś staje się on powoli - jak iPhone czy Blackberry - podstawowym osobistym terminalem internetowym. Oba te telefony są tak naprawdę mini-komputerami połączonymi bezprzewodowo z internetem. Obsługują e-maile, zapewniają dostęp do sieci WWW oraz inne bezprzewodowe usługi informacyjne, jak np. sprawdzanie pogody i giełdy w iPhone. 

Taki terminal jest jednym z elementów informacyjnego ekosystemu składającego się z mediów, telefonów, satelitów, kabli i światłowodów. W przyszłości, dzięki wszechobecnemu, bezprzewodowemu połączeniu z internetem i z innymi urządzeniami, będzie on - a my wraz z nim - częścią globalnej sieci.
- To kompletne zerwanie z paradygmatem klawiatura/monitor; to świat, w którym wspólna inteligencja jest tworzona nie w wyniku stukania w klawiaturę, lecz jako rezultat interakcji między różnymi urządzeniami - mówi Tim O'Reilly, twórca i prawny właściciel terminu Web 2.0 (który wymyślił w 2004 roku).

Będziemy poruszać się w internecie pod postacią awatara?

Wyobraźcie sobie: wsiadacie do samochodu, włącza się automatycznie radio, które „przejmuje" odtwarzanie słuchanego właśnie utworu muzycznego. Przychodzicie do pracy, system identyfikacyjny budynku was identyfikuje i przywołuje windę, która pyta czy chcecie jechać na to samo piętro co zawsze. 

A w Internecie, który prawdopodobnie będzie trójwymiarowy, będziemy poruszać się pod postacią awatara z elektronicznym dowodem osobistym, takim cyfrowym DNA... 

Tak więc internet znajduje się dziś w fazie Lego, z mnóstwem rozrzuconych tu i tam klocków, które mogą łatwo połączyć się z sobą, jeśli znajdą wspólny język, coś w rodzaju esperanto dla maszyn. Jak pisze „Business 2.0?", kto opanuje tego typu technologie, będzie w stanie zdetronizować obecnych władców internetu ? Google i Yahoo!

Świat analogiczny przechodzi w świat cyfrowy


Takie biznesowo-technologiczne trzęsienie ziemi, to jednak zaledwie jeden ze skutków rozwoju internetu w kierunku Web 3.0. 

Równie ważny jest wymiar psychologiczny i społeczny. Jesteśmy dziś, często nieświadomie, świadkami rewolucji naukowej i technologicznej, która charakteryzuje się niespotykanym dotąd stopniem złożoności, przyśpieszeniem i konwergencją (świat analogiczny przechodzi w świat cyfrowy). 

Francuski futurolog i prezydencki doradca, Joel de Rosnay uważa, że im więcej technologii łączy się z sobą, tym szybciej następują kolejne zmiany. Ich zrozumienie, identyfikacja wzajemnych powiązań między nimi i adaptacja stają się coraz trudniejsze dla przeciętnego człowieka. 

Ale Web 3.0 niesie ze sobą również wiele zagrożeń


Zmiany nie są bowiem linearne, lecz przebiegają skokowo, coraz szybciej i w wielu dziedzinach jednocześnie. Istnieje poważne ryzyko, że powiększy się przepaść między galopującym postępem technologicznym, a możliwościami adaptacyjnymi ludzi, czy ich zdolnością do opanowania i wykorzystania nowych narzędzi. 

Tak szybkie i głębokie zmiany stawiają nowe wyzwania w praktycznie każdej dziedzinie naszego życia, od gospodarki i szkolnictwa, przez politykę, aż do naszego życia zawodowego i prywatnego. W Web 3.0 komputer stanie się naszym otoczeniem: biurem, klasą, muzeum, samochodem. 

Ale Web 3.0 niesie ze sobą również wiele zagrożeń: 
  • naruszanie swobód obywatelskich, 
  • kradzież danych, 
  • stopniową dehumanizację 
  • czy czipy biometryczne, będące w stanie śledzić wszystkie nasze ruchy. 

Jak w „Raporcie mniejszości", każdy nasz krok będzie rejestrowany przez kamery, które będą komunikować z komputerami, a te porozumiewać się z serwisami identyfikującymi twarze. Kto wie, jak daleko może posunąć się inwigilacja ze strony agencji rządowych? 

Web 3.0 nie będzie nas chronił bardziej niż Web 2.0


Oba światy: wirtualny i rzeczywisty będę się wzajemnie przenikały, automatycznie wzrośnie ilość spamu, wirusów i hakerów. Będzie więcej dezinformacji, więcej manipulacji i więcej cenzury. 

Web 3.0 nie będzie nas chronił bardziej niż Web 2.0, wprost przeciwnie, będziemy jeszcze bardziej narażeni na niebezpieczeństwa. Tworzymy świat, który trudno nam zrozumieć, a co dopiero mówić o jego kontroli. 

W tym kontekście tym bardziej wzrośnie rola etyki, filozofii i prawa. Naiwnym elitom politycznym wydaje im się, że będzie można regulować te zmiany w tradycyjny sposób, że nowe ustawy wystarczą, by zapewnić cyberporządek. Nic bardziej mylnego. 

Internet to z natury rzeczy system chaotyczny, nieregulowalny i niesterowalny. 

Podobnie jak de Rosnay bardziej wierzę w skuteczność połączenia klasycznego ustawodawstwa z koregulacją obywatelską

Kto lepiej niż świadomi obywatele e-demokracji - wyedukowani, dojrzali i odpowiedzialni - zadba o swoje wirtualne podwórko? 

> Wiedzieć więcej: