13 kwietnia 2006

„Życie Warszawy" nie obawia się, że nowa gazeta Springera zabierze jej reklamy, lub czytelników

Żeby odebrać czytelników i reklamodawców prasie regionalnej trzeba mieć struktury regionalne, a Springer takich nie ma. Dlatego „Życie Warszawy" nie obawia się nowej gazety Springera, ale przygotowuje się na wejście „Dziennika"- mówi Andrzej Załucki, Redaktor naczelny „Życia Warszawy".

Krzysztof Urbanowicz: Jak ocenia Pan rynek prasy codziennej w przeddzień debiutu nowej gazety Springera?
Andrzej Załucki: Porażka „Nowego Dnia" zamkniętego kilka miesięcy po debiucie przez koncern wydawniczy z dużym doświadczeniem jakim jest Agora, wydawca „Gazety Wyborczej", pokazuje jak trudny jest rynek prasy w Polsce. Michał Sołowow, wydawca „Życia Warszawy", doszedł do wniosku, że nie ma co wchodzić między Agorę a Springera i zrezygnował z wydawania nowego dziennika.
Springer pozycjonuje swój nowy „Dziennik" w wyższym segmencie dzienników, gdzieś obok „Gazety Wyborczej" i „Rzeczpospolitej". Walka w tym segmencie wymaga dużych nakładów finansowych na działania promocyjne i prosprzedażowe.
Myślę jednak, że nowa gazeta Springera raczej nie uderzy w prasę regionalną...

KU: Springer sugerował, że żeby osiągnąć zamierzaną sprzedaż na poziomie 150.000 egz., będzie chciał odebrać nie tylko „Gazecie Wyborczej", ale też prasie regionalnej...

AZ: Żeby odebrać czytelników i reklamodawców prasie regionalnej trzeba mieć struktury regionalne, a Springer takich nie ma. Poza Warszawą, w znakomitej większości miast Polski dominują gazety regionalne. Układ sił zmienił się trochę po wejściu „Faktu", ale siłę gazet regionalnych stanowi informacja lokalna.
W Warszawie jest inaczej, gdyż mieszka tu wiele osób z terenu całej Polski. Dlatego też w „Życiu Warszawy" mamy rozbudowane działy Kraj, Świat, Kultura i stawiamy na opiniotwórczość.
Nie obawiamy, że nowa gazeta Springera zabierze nam reklamy, gdyż zdecydowana większość to reklamy regionalne, a oni będą sięgać po budżety ogólnopolskie.
Bardziej obawiam się o czytelnika, bo on zawsze szuka czegoś nowego, a gazeta Springera może być produktem dobrej jakości. Myśle, że szczególnym zagrożeniem dla nas może być piątkowe wydanie telewizyjno-kulturalne nowego dziennika, które ma mieć ok. 100 stron. Tu rzeczywiście istnieje groźba utraty czytelników z prasy regionalnej.

KU: Jak „Życie Warszawy" będzie walczyć z nową gazetą Springera?
AZ: Jestem zwolennikiem walki nie z kimś, ale o kogoś, w tym przypadku o czytelnika. Chciałbym, żeby to co przekazujemy mieszkańcom Warszawy było jak najbardziej atrakcyjne. Dlatego też chcemy zmienić układ gazety, wyjąć grzbiet regionalny, zmodyfikować trochę szatę graficzną. Będzie więcej informacji o Warszawie, o kraju, więcej analiz i opinii. Jeszcze bardziej postawimy akcent na materiały własne, w tym śledztwo dziennikarskie i informacje lokalne. Po badaniach wiemy lepiej czego nasi czytelnicy od nas oczekują.
Będziemy kontynuować kreowanie tamatów. Dzięki temu rosną szanse, że będziemy cytowani w mediach. Tematy kreowane budują wizerunek gazety u czytelników i reklamodawców, tak więć praca dziennikarska ma w tym przypadku również wymiar marketingowy.

KU: Co zmienił w pracy redakcji system wydawniczy?
AZ: System wydawniczy zdecydowanie usprawnił naszą pracę. Zmienił ją w pięciu podstawowych obszarach:
  • Pozwolił na wydłużenie czasu na zbieranie materiałów. Teraz możemy wysłać wszystkie strony praktycznie w tym samym czasie, tak więc dziennikarze mają maksymalnie wydłużone deadline'y. Przedtem mieliśmy harmonogram oddawania materiałów dział po dziale. Teraz każdy może skończyć swój tekst o godz. 22.00. Dzięki temu polepszyła się jakość materiałów.
  • Zmienił się sposób planowania gazety. Teraz planujemy na kilka dni naprzód, planujemy nawet tytuły poszczególnych materiałów. Wpisujemy rano np. „Legia gra z Polonią", wieczorem zmienimy na „Legia wygrała z Polonią". Od rana możemy sprawdzić jak będzie wyglądać złamana gazeta, wszystko widać jak na dłoni, łącznie z ogłoszeniami. Nie planujemy już na papierze, tylko bezpośrednio w systemie wydawniczym. Z rzutnika wyświetlamy szpigiel na ścianie.
  • Redaktorzy mają większą możliwość kontroli pracy redakcji. Redaktorzy widzą w czasie rzeczywistym jak powstaje gazeta, nawet w naszych oddziałach terenowych. Ja w każdej chwili mogę sprawdzić na jakim etapie pisania czy redagowania jest każdy tekst w gazecie, jakie zdjęcia zostały wybrane. Jeżeli chcę, mogę te zdjęcia jeszcze raz skadrować, zmniejszyć lub powiększyć.
  • Zwiększyła się odpowiedzialność dziennikarzy. Mają oni teraz możliwość widzenia stron na każdym etapie tworzenia wydania, a nie jak to było przedtem na „szczotkach" lub na drugi dzień. Dziennikarze mają teraz dużo większy wpływa na kształt gazety.
  • System wydawniczy wyeliminował łamaczy. Teraz każdy dziennikarz sam składa swój tekst na stronie. Operujemy modułami, każdy redaktor wybiera szablon, w którym dziennikarz pisze swój tekst.
KU: Czy zamierzacie rozwijać waszą witrynę internetową?
AZ: Mamy takie plany, ale naszym priorytetem jest teraz wydanie papierowe. Wiem, że internet jest ważny, ale po prostu nie damy rady walczyć na kilku frontach.

> Inne wywiady Media Cafe:
> Warto wiedzieć:

> Tag: , , , ,

1 komentarz:

Emi pisze...

Po numerach próbnych trudni mi wyrokować o sukcesie Dziennika, ale myślę że jeżeli choć w przybliżeniu osiągnie planowany nakład, to następnym ruchem będzie budowa redakcji regionalnych. A oświadczenie wydawcy, to taktyka usypiania czujności w regionach.