31 lipca 2009

Jak przeprowadzić transformację cyfrową tradycyjnych mediów: 4. Zatrudnić młodych menedżerów

To czwarty wpis z cyklu pt. „Jak przeprowadzić transformację cyfrową tradycyjnych mediów". 

Wpis ten jest przedłużeniem mojego wykładu pt. „Drugie życie mediów tradycyjnych”, który zaprezentowałem na konferencji „Oblicza nowych mediów” zorganizowanej w kwietniu 2009 r. w Warszawie przez Internet Standard, moich wpisów na tym blogu oraz moich doświadczeń z projektów doradczych, które prowadziłem w mediach.

Poprzednie wpisy z tego cyklu:
  1. Jak przeprowadzić transformację cyfrową tradycyjnych mediów: 1. Wydzielić autonomiczną spółkę lub pion internetowy
  2. Jak przeprowadzić transformację cyfrową tradycyjnych mediów: 2. Znaleźć swojego Józefackiego
  3. Jak przeprowadzić transformację cyfrową tradycyjnych mediów: 3. Stworzyć własną strategię rozwoju z internecie

4. Zatrudnić młodych menedżerów 

W wydawnictwach prasowych niezbędna jest zmiana pokoleniowa wśród kadry zarządzającej projektami internetowymi w mediach tradycyjnych. Zobaczcie w jakim wieku są internetowi milionerzy: 
  • Sergiej Brin i Larry Page, założyciele Google mają po 36 lat. 
  • Jack Dorsey, założyciel Twittera - 34 lata. 
  • Marc Zuckerberg, twórca Facebooka - 25 lat. 
Internetowi milionerzy są w większości przypadków młodzi, nawet bardzo młodzi, tak zresztą jak sam internet. 

Zatrudniają podobnych sobie: młodych, znających internet od podszewki. Idą szybko do przodu, nie tracąc czasu na akademickie spory. 

Trzeba zatrudnić w tradycyjnych mediach „młode wilki” znające i rozumiejące internet, web 2.0 i blogosferę, raczej nie mające pojęcia o mediach i o dziennikarstwie. 

Młodzi menedżerowie nie będą tracić czasu na jałowe dyskusje czy blogi są potrzebne wydawnictwu czy nie, albo czy media społecznościowe będą się rozwijać czy nie. Tak, będą się rozwijać i tak szybko, że media tradycyjne będą miały problem, by za nimi nadążyć. 

Dziennikarze są - z racji doświadczenia zawodowego - zbyt często skupieni na tworzeniu treści, z reguły dość słabo znają internet. Są po prostu specjalistami od informacji, nie social media menedżerami. A szkoda, bo w mojej ocenie to jest jedna z kompetencji. która w przyszłości będzie dla dziennikarza niezbędna. 

Dziennikarze z tradycyjnych mediów jeszcze nie rozumieją, że internet to nie nowe medium, ale gigantyczna platforma, równoległy świat składająca się m.in. z: 
  • tradycyjnych mediów (prasa, radio, telewizja online), 
  • nowych mediów (np. blogi, social media), 
  • aplikacji internetowych (np. Google Kalendarz) i 
  • e-commerce usług i produktów (np. Amazon, Allegro, Gratka). 
Co gorsze, ich szefowie też tego nie rozumieją. Nie wymyślą więc nowych narzędzi, które zawojują cyberprzestrzeń, bo to jest dla nich czarna magia. 

W mediach tradycyjnych w Polsce, jak i gdzie indziej na świecie, pracują tysiące ludzi inteligentnych i wykształconych, setki błyskotliwych dziennikarzy i menedżerów. Dlaczego nie potrafią zainicjować innowacyjnych rozwiązań, a raczej dlaczego robią to tak rzadko? 

 Odpowiedzi można szukać w książce pt. „An Army of Davids" Glenn'a Reynolds'a (pisałem o niej na Media Cafe Polska) i w analizach Claytona Christensena, profesora Harvard Business School, autora m. in. książek: 
  • „The Innovator's Dilemma" i
  • „The Innovator's Solution". 
Christensen uważa, że we wszystkich branżach przemysłu istnieje pewna stała w momencie kiedy jakaś rewolucyjna innowacja wpływa na zmianę reguł gry: wielkie firmy bardzo często nie dostrzegają tego co widzą mniejsze, nie widzą konieczności szybkich zmian i wypadają z zakrętu. 

To syndrom Kodaka, który stał się symbolem przespania cyfrowej rewolucji, a Internet jest rewolucją, która zmieniła reguły gry raz na zawsze (piszę o tym regularnie od 2005 r.). 

W najbliższych latach Internet będzie głównym czynnikiem zakłócającym niczym nie zmącone od lat funkcjonowanie tradycyjnych mediów. Wywróci do góry nogami media i ich modele biznesowe, wprowadzi chaos, strach i niepewność w tych wydawnictwach, których dotknie syndrom Kodaka. 

Christensen nazywa taką rewolucję „disruptive innovation" („Disruption is good"), co przetłumaczyłbym na szybko jako „innowację perturbującą" (jeśli macie lepsze pomysły, proszę o sugestie w komentarzach). 

I właśnie ponieważ perturbuje ona wizje biznesu kompetentnych skądinąd menedżerów i analityków, odrzucają ją oni, jak w przypadku Web 2.0, z pobłażaniem traktując ten nowy etap w życiu internetu jako humbug. 

Christensen tłumaczy, że - paradoksalnie - kompetencje zawodowe stają się w przypadku zmian ekstremalnych przeszkodą, która nie pozwala im pójść dalej i zrozumieć co się dzieje. 

Ludziom kompetentnym jest wyjątkowo trudno przejść ze stanu „wiem" do „nie wiem". Nikt lubi być podejrzewany czy oskarżony o niekompetencje. 

 Dlatego tak trudno wprowadzić zmiany w organizacji, o czym przekonałem się prowadząc proces transformacji cyfrowej mojej własnej firmy, czy audytując organizację i strategię wydawnictw prasowych. 

Zmiana zawiera w sobie pewną ilość niewiadomych, a więc ryzyko porażki, a więc - utraty pracy. Stąd tak częsty wybór najmniejszego zła jakim wydaje się zachowanie status quo. 

Tak więc paradoksalnie menedżerowie mogą paść ofiarą swoich kompetencji. Mogą potknąć się na tych pomysłach i rozwiązaniach, na których zbudowali sukces swój i swojej firmy. 

Ponieważ chcą zachować status quo, ci menadżerowie nie podejmują decyzji o alokacji środków na refleksję strategiczną w obszarze transformacji cyfrowej.

Która z polskich, lub europejskich gazet ma dział „Reaserch & Developement"? Bez działu R&D nie istniałyby internetowe giganty jak Google, Yahoo, czy Microsoft. 

A kiedy firma budzi się z letargu, próbuje najpierw używać znanych rozwiązań i schematów, które potwierdzają słuszność obowiązującej strategii i modelu biznesowego. 

To przykład francuskiej prasy regionalnej, która w 2007 r. nagle wymyśliła, że będzie sprzedawać swoje informacje w internecie. Oczywiście nic nie sprzedała. Co zrobili Francuzi? To co potrafią i to co robili od zawsze, zamiast spróbować rozwinąć nowe projekty oparte na nowych modelach biznesowych.

Christensen nazywa to „cramming'iem", czyli próbą powielenia starego przy użyciu nowych technologii

Dziś nie można sprzedać informacji ogólnej, którą ogłasza radio, pokazuje telewizja i próbuje nazajutrz rozwijać prasa. 

Teraz do sprzedania nadaje się dziś tylko tylko informacja specjalistyczna, ekonomiczna, finansowa, może kiedyś lokalna i sublokalna. Może będzie to możliwe jutro. 

Christensen idzie krok dalej. Próbuje zrozumieć poszczególne etapy, które przechodzi jakaś firma z sytuacji lidera do sytuacji krytycznej, w kontekście pojawienia się „disruptive innovation". 

Oto najważniejsze punkty tej analizy, opisane w dokumencie Blue print for Transformation de l'American Press Institute (dorzuciłem tu kilka swoich uwag): 
  1. Na początku, menedżerowie widzą tylko, że innowacja wymaga inwestycji w badania. Po co inwestować w przedsięwzięcie, które nie przynosi szybkich i konkretnych zysków? No to nie inwestujemy, tylko czekamy. Przecież tyle razy już czekaliśmy, prawda?

  2. Na drugim etapie, „disruptiv innovation" zaczyna sie rozwijać, ale nie dociera do przeciętnych konsumentów jakiegoś produktu czy usługi. Dociera głównie do „early adopters", do rozczarowanych etc., ale też do tych, których nie stać na te produkty czy usługi.

    Tak było z prasą darmową. Pamiętam prześmiewcze komentarze w „Le Monde", kiedy do Francji wchodziły „Metro" i „24 Heures".

    Skoro klasyczny dziennik jest produktem dla pięćdziesięciolatków, czemu mieliby oni zainteresować się produktem dla dwudziestolatków jakim jest dziennik darmowy?

    Błąd. Zainteresowali się. 

    Dlatego „Le Monde", który traci dziś dużo pieniędzy na swoim prestiżowym i płatnym wydaniu papierowym, sam stworzył darmowy dziennik (nie wróżę mu przyszłości), bo prawdziwa konkurencja jest gdzie indziej.

    Podobnie jest z internetem. Jego użytkownikami nie byli na początku klasyczni konsumenci informacji. Teraz są.  

  3. Etap następny: obniżka cen klasycznych produktów i usług. „Disruptive innovation" jest z reguły produktem, lub usługą gorszej jakości, jak gazety darmowe czy - to częsty argument prasowych menadżerów i wydawców - internet.

    Na dodatek, funkcjonuje on według innego modelu biznesowego, na niższych marżach.

    Za co konsumenci kochają innowację i konkurencję? Za to, że zazwyczaj powoduje obniżkę cen. To właśnie dzieje się teraz w przypadku prasy i internetu, gdzie możemy znaleźć to co mamy w prasie płatnej - nieraz o wiele więcej -, ale za darmo.

    Dla konsumenta wybór jest prosty. Dla wydawcy to dylemat: informacja na papierze kosztuje więcej, ale przyciąga reklamodawców. Co robić? 

  4.  Na tym etapie zaczyna się gonitwa za rozwiązaniami. Już widać, że „disruptive innovation" na dobre zadomowiła się w biznesie. Zdobyła klientów, dynamicznie się rozwija.

    Niektórzy zaczynają panikować. Trzeba na gwałt udoskonalić swoje produkty, stworzyć nowe, oczywiście na wzór „disruptive innovation". I tu pojawia się nowy problem. Konsumenci produktu podstawowego zaczynają interesować się nowymi produktami. To początek „kanibalizacji".

     Młodzi menedżerowie nie mają tych obciążeń. Dlatego warto w nich zainwestować.

21 lipca 2009

Jak przeprowadzić transformację cyfrową tradycyjnych mediów: 3. Stworzyć własną strategię rozwoju w internecie


To trzeci wpis z cyklu pt. Jak przeprowadzić transformację cyfrową tradycyjnych mediów". 


Wpis ten jest przedłużeniem mojego wykładu pt. „Drugie życie mediów tradycyjnych”, który zaprezentowałem na konferencji „Oblicza nowych mediów” zorganizowanej w kwietniu 2009 r. w Warszawie przez Internet Standard, moich wpisów na tym blogu oraz moich doświadczeń z projektów doradczych, które prowadziłem w mediach.


Poprzednie wpisy z cyklu:

  1. Jak przeprowadzić transformację cyfrową tradycyjnych mediów: 1. Wydzielić autonomiczną spółkę lub pion internetowy

  2. Jak przeprowadzić transformację cyfrową tradycyjnych mediów: 2. Znaleźć swojego Józefackiego

3. Stworzyć własną strategię rozwoju w internecie 

Tradycyjne media powinny jak najszybciej opracować własną, oryginalną strategię nie tyle podboju internetu, bo to już raczej niemożliwe w większości przypadków, ale rozwoju biznesu online, którego przedłużeniem w przyszłości może będą gazety papierowe. 

Dziś jest na odwrót: internet jest jeszcze przedłużeniem prasy drukowanej. Na razie, bo to się zmieni w ciągu 10-20 lat. 

Z czasem, gazety papierowe przekształcą się w multimedia, albo zniknąDzienniki będą przedłużeniem prasy on line, a nie na odwrót, tak jak dziś. 

Próby powstrzymania tej naturalnej ewolucji to w mojej ocenie strata czasu, pieniędzy i energii. 

Nie warto przepisywać gotowych recept z amerykańskich lub brytyjskich książek i blogów eksperckich znanych konsultantów. To niczemu nie służy. Nie wszystkie można wdrożyć w polskich gazetach, które mają swoją specyfikę i swojego, mało czytającego czytelnika. 

Warto natomiast poświęcić czas, nawet wiele czasu, by stworzyć własne, oryginalne modele biznesowe, które w części zastąpią ciągle zbyt niskie przychody z reklamy. 

Dla jednych mediów dobra będzie strategia zapychania nisz (Agora), dla innych koncentracja (Edipresse, Axel Springer Polska, Infor, Murator), dla innych jeszcze akwizycja (Bauer, G+J).

Odradzam tworzenie długofalowych planów na 5 lat. W internecie, który jest dynamicznym żywiołem, to nie działa. 

Trzeba tworzyć strategie na maksimum na 2-3 lata i być gotowym na ich permanentne zmienianie poprzez wprowadzanie drobnych korekt w celu dostosowania jej do szybkich zmian. 

Czasy kiedy tworzyło się wielką strategię na wiele lat już się skończyły. Teraz trzeba postawić na metodę małych kroczków, zwaną Agile, stosowaną w programowaniu, która moim zdaniem skazana jest na planetarny sukces, rownież w mediach. 


Twitter musiałby zapłacić 48 milionów dolarow za reklamę, jaką robią mu media

Czterdzieści osiem milionów dolarów - tyle musiałby zapłacić Twitter, największy serwis mikrobloggingu na świecie, za reklamę jaką zrobiły mu media w ciągu ostatniego miesiąca.

Amerykański tygodnik „Advertising Age" obliczył, bazując na badaniach firmy VMS, że Twitter - nowa gwiazda Web 2.0, była w tym czasie cytowana ponad 2,7 miliarda razy w mediach na świecie. Stacje telewizyjne - głównie Fox News i CNN - wygenerowały aż 57% wartości tej darmowej kampanii medialnej.

Twitter przeskoczył w ilości cytowań nawet samego Google, co zaskoczyło niejednego specjalistę. Przed Twitterem nikomu nie przyszłoby na myśl, że to w ogóle możliwe. Eksperci z VMS, cytowani przez „Advertising Age", uważają, że Twitter jest zdecydowanie przereklamowany.

Dziś na wirtualnym firmamencie błyszczy gwiazda Twittera, wczoraj swoje 15 minut miał wirtualny świat Second Life. Kto będzie bożyszczem internetu jutro?

PrzeczytamWszystkich.pl promuje czytanie w internecie


Pod hasłem „Zamieniaj wiedzę na nagrody” ruszyła ogólnopolska akcja PrzeczytamWszystkich.pl.
Cel akcji: premiować internautów za systematyczne czytanie. Czytając i odpowiadając na pytania dotyczące bieżących artykułów, wydarzeń i odkryć, mogą zbierać punkty, i wymieniać je na nagrody.

Do projektu przystąpiło już ponad 60 mediów, głównie internetowych, w tym blog Media Cafe Polska. W ciągu pierwszego tygodnia akcji w programie udział wzięło ponad 10.000 użytkowników. Przeczytali oni ponad 500.000 artykułów i odpowiedzieli na 35.000 pytań z różnych dziedzin wiedzy.

„Internauci coraz częściej poprzestają na zdawkowych informacjach, a głównym źródłem ruchu na portalach internetowych jest wyszukiwarka. Chcemy to zmienić promując czytanie. Będziemy premiować użytkowników mediów za systematyczne czytanie i branie udziału w konkursach wiedzy" – mówi Piotr Długi, prezes zarządu Cafe News S.A.
Nagradzani będą ci, którzy interesują się polityką, bieżącymi wydarzeniami, gospodarką, ale również wieloma innymi specjalistycznymi zagadnieniami, o których można poczytać na portalach i wortalach internetowych.

Projekt PrzeczytamWszystkich.pl jest innowacyjny również pod względem technologicznym. Użytkownik po zarejestrowaniu się w serwisie nie musi korzystać ze specjalnych aplikacji do czytania, czy wtyczek do przeglądarki. Po prostu czyta artykuły przez przeglądarkę internetową w wybranych portalach i punkty „same się zbierają”.

W kolejnym etapie projektu, który ruszy z rozpoczęciem się roku akademickiego – tj. od 1 października 2009 r. – zostanie uruchomiony konkurs między szkołami, gdzie o nagrody „za wiedzę” będą rywalizowały zespoły ze szkół i uczelni. Zobaczymy, zastanawia się autorzy PrzeczytamWszystkich.pl, która szkoła przeczyta wszystkie….".

17 lipca 2009

Jak przeprowadzić transformację cyfrową tradycyjnych mediów: 2. Znaleźć swojego Józefackiego


To drugi wpis z cyklu pt. Jak przeprowadzić transformacja cyfrową tradycyjnych mediów".


Wpis ten jest przedłużeniem mojego wykładu pt. „Drugie życie mediów tradycyjnych”, który zaprezentowałem na konferencji „Oblicza nowych mediów” zorganizowanej w kwietniu 2009 r. w Warszawie przez Internet Standard, moich wpisów na tym blogu oraz moich doświadczeń z projektów doradczych, które prowadziłem w mediach.

Poprzedni wpis z cyklu:

  1. Jak przeprowadzić transformację cyfrową tradycyjnych mediów: 1. Wydzielić autonomiczną spółkę lub pion internetowy

2. Znaleźć swojego Józefackiego 

Decyzja o wydzieleniu autonomicznej spółki lub pionu internetowego już podjęta, teraz czas na znalezienie swojego “Józefackiego bis”. 

To on, podobnie jak to zrobił Tomasz Józefacki, szef działu internetu w Agorze, zbuduje silne lobby internetowe 
w wydawnictwie. Szefem internetu powinien być menedżer, który będzie w stanie:
  • sformułować klarowną i realistyczną strategię rozwoju wydawnictwa online. Nie każdy to potrafi i nie każdy wie, że strategia online to wypadkowa trzech elementów: technologii, społeczności i biznesu.

  • stworzyć warunki do dialogu między wpływowymi ludźmi z działu print i spółki/działu internetowego, co nie jest łatwe. Wielu połamało sobie na tym zęby. Ludzie z printu mają świadomość faktu, że to ich biznes utrzymuje wydawnictwo i finansuje rozwój nowych przedsięwzięć. Ponieważ rzadko naprawdę rozumieją jak działa internet, mogą - w imię doraźnych celów - podciąć każdą gałąź, na której siedzą...

  • wprowadzić w życie założenia strategiczne.
Wasz szef internetu powinien być od początku wysoko umocowany 
w firmie, np. jako członek zarządu (Tomasz Józefacki wchodzi w skład zarządu Agory od listopada 2008 roku). 

Wysoka pozycja w firmie da mu więcej swobody w podejmowaniu decyzji i więcej pewności siebie. Na pewno będzie jej potrzebował w tak trudnym procesie jak transformacja cyfrowa tradycyjnych mediów.

> Tytuł następnego tekstu: Jak przeprowadzić transformację cyfrową tradycyjnych mediów: 3. Stworzyć własną strategię rozwoju w internecie

Rusza serwis mikrobloggingu Spinacz.pl, nowy polski klon Twitter.com


Rusza Spinacz.pl. To kolejny polski klon największego serwisu mikrobloggingu na świecie - Twitter.com. Będzie on bezpośrednią konkurencją m. in. dla popularnych serwisów: Blip.pl i Flaker.pl.

Spinacz.pl umożliwia publikowanie krótkich wiadomości, które są czytane przez naszych znajomych, tych z realu i tych wirtualnych. Jak informuje Fotka.pl, Spinacz.pl ułatwia również korzystanie z popularnych serwisów internetowych poprzez automatyczne informowanie o aktualizacjach.

„Internet znacząco zwiększył ilość osób, z którymi się kontaktujemy, jednak czas potrzebny na utrzymanie z nimi relacji pozostaje ciągle ten sam. Wyjściem z sytuacji jest więc pisanie i publikowanie tego co się u nas dzieje, a równocześnie “spinanie” takich zmian od naszych znajomych. Dodatkowo, użytkownicy mogą śledzić swoje ulubione serwisy oraz uczestniczyć w dyskusji związanej z konkretnymi newsami i artykułami - mówi Farida Saffarini, dyrektor marketingu firmy Fotka.pl sp. z o.o., właściciela serwisu Spinacz.pl.
Nowością Spinacz.pl, która wykracza poza ramy usług mikrobloggingowych, jest integracja z innymi serwisami internetowymi. Już teraz każdy użytkownik Fotka.pl, Swistak.pl czy Emuzyka.pl może w prosty sposób skonfigurować Spinacza, aby ten automatycznie publikował na naszym profilu aktywności z powyższych serwisów np. dodanie zdjęcia do profilu na Fotka.pl czy zmianę statusu.

Funkcjonalność ta jest otwarta, co umożliwia integrację z dowolnymi serwisami, które zostaną dostosowane do Spinacz.pl. Użytkownicy mogą również korzystać z funkcjonalności OpenID - po zalogowaniu się na Spinacz.pl, będą mogli jednym kliknięciem przelogować się na swoje konto we wszystkich serwisach prowadzonych przez Fotka.pl sp. z o.o.

24 czerwca 2009

MediaSzum w Łodzi

MediaSzum – to nazwa nowego „forum wymiany myśli” o mediach, które debiutuje dziś o godz. 19.00 w Łodzi. Jego twórcą jest Marek Miller, autor bloga M jak Media.
„Jest to pierwsze na rynku łódzkim wydarzenie poświęcone szeroko pojętej komunikacji, czyli mediom tradycyjnym (prasie, radiu i telewizji), nowym mediom, dziennikarstwu i reklamie (...). Chcielibyśmy aby MediaSzum był cyklicznym forum wymiany myśli, skierowanym do jak najszerszej grupy ludzi mediów: zarówno praktyków, jak i adeptów stawiających w tej branży pierwsze kroki. Dla profesjonalistów spotkania te będą doskonałą platformą do wymiany doświadczeń i pomysłów. Dla młodszych uczestników MediaSzum ma stanowić okazję do zdobycia wiedzy oraz do nawiązania, bądź utrwalenia kontaktów w świecie mediów” - pisze Marek.
Gośćmi specjalnymi tego spotkania, poświęconemu dziennikarstwu tradycyjnemu i obywatelskiemu, blogom oraz reklamie w sieci, będzie Paweł Nowacki, redaktor naczelny i współtwórca serwisu dziennikarstwa obywatelskiego Wiadomości24.pl oraz Łukasz Felsztukier, współzałożyciel agencji internetowej Digital One i autor serwisu Mikroblogi.

Więcej informacji na stronie: www.mediaszum.pl.

3 czerwca 2009

Roszady personalne w Axel Springer Polska po połączeniu Dziennika z Gazetą Prawną

Axel Springer Polska poinformował dziś o zmianach redaktorów naczelnych w redakcji „Dziennika" i tygodnika „Newsweek Polska" w związku z połączeniem „Dziennika" z „Gazetą Prawną" wydawaną przez Infor.

Robert Krasowski zrezygnował z funkcji redaktora naczelnego „Dziennika". Kilka tygodni temu, Robert Krasowski i jego dwaj zastępcy wywołali to, co nazywam „Pierwszą Wojną Internetową" między dziennikarzami z „Dziennika", a blogerami, pokazując iście encyklopedyczną niewiedzę na temat dzisiejszego świata internetu.

Pracami redakcji „Dziennika" od dziś kieruje Michał Kobosko, dotychczasowy redaktor naczelny „Newsweeka". Michał Kobosko zostanie także redaktorem naczelnym „Gazety Prawnej", o czym wiadomo było w środowisku dziennikarskim już od pewnego czasu.

Obowiązki Michała Kobosko w „Newsweeku" przejmuje jako p.o. redaktora naczelnego Wojciech Maziarski, dotychczasowy pierwszy zastępca redaktora naczelnego.

Jak precyzuje Axel Springer:

„Zmiany w kierownictwie redakcji obu tytułów związane są z podpisanym w poniedziałek porozumieniem pomiędzy Axel Springer Polska a INFOR PL. Zgodnie z planowaną transakcją Axel Springer Polska obejmie 49 proc. udziałów w spółce INFOR Biznes, do której wniesie swój drukowany tytuł - „Dziennik" oraz serwis internetowy Dziennik.pl. Celem podpisanej umowy jest wspólne wydawanie od jesieni 2009 r. nowej gazety codziennej. Transakcja uzależniona jest od zgody Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów".

> Wiedzieć więcej:

Kto zyska, kto straci na połączeniu Dziennika z Gazetą Prawna

Axel Springer Polska łączy „Dziennik" z „Gazetą Prawną" wydawaną przez spółkę Infor Biznes. Ten alians to dobra decyzja dla obu wydawców. Kto zyskał, kto stracił?

Obaj wydawcy zyskają, bo mariaż dzienników, które są komplementarne, pozwoli zwiększyć wpływy z reklam i sprzedaży egzemplarzowej. Nowy tytuł ma realne szanse zagrozić „Rzeczpospolitej", a w internecie - po połączeniu sił serwisów: dziennik.pl, gazetaprawna.pl i forsal.pl - przeskoczy pewno Money.pl i Bankier.pl w Gemiusowej kategorii „Biznes, prawo, finanse”.


Najwięcej zyska Infor. To jego tytuł i jego strategia okazały się lepsze i to mały Infor rozdaje karty w grze z potężnym Springerem. Główną korzyścią dla wydawcy „Gazety Prawnej” jest pozyskanie dużego, doświadczonego partnera, co nie jest bez znaczenia w ogóle, a w czasach kryzysu w szczególności. Springer to znakomicie zorganizowany koncern. Infor nie ma takiej kultury organizacyjnej. Ze Springerem, Infor ma wreszcie szanse wskoczyć na wyższy poziom i dotrzeć do upragnionych menedżerow, a nie tylko do księgowych i do administracji, które są jego core business’em.

Springer też zyska, ale mniej. Po pierwsze finansowo, bo przestanie tracić kasę na „Dzienniku”, który miał być, ale nigdy nie był, biczem na „Gazetę Wyborczą”. Tansakcja z Inforem, która wg różnych źródeł albo była bezgotówkowa, albo kosztowała go 10 mln euro, pozwoli na redukcję kosztów „Dziennika", którego los wydawał się przesądzony. Nawet gdyby Springer zapłacił Inforowi te 10 mln euro, to jest jest tylko mała część tego, co musiałby zapłacić za „Rzeczpospolitą” gdyby ją kupił. Springer zrezygnował z zakupu „Rzeczpospolitej” w marcu 2009 r., bo uznał - w moim mniemaniu słusznie - że gra nie jest warta świeczki.

Po drugie, Springer zyska też wizerunkowo. Niemieckiemu wydawcy od dawna brakowało sukcesu. Zamknięcie „Dziennika" byłoby przecież porażką wizerunkową, którą konkurenci potrafiliby odpowiednio nagłośnić. Springer wychodzi więc z tej sytuacji z tarczą, a nie na tarczy.


Najwięcej stracą dziennikarze z „Dziennika” i Dziennik.pl, bo Infor ma niższe wynagrodzenia. Część z nich straci pracę, poczynając od redaktora naczelnego i jego zastępców. To oni bezmyślnie wywołali niedawno to, co nazywam „Pierwszą Wojną Internetową" między dziennikarzami z „Dziennika", a blogerami, pokazując iście encyklopedyczną niewiedzę na temat dzisiejszego świata internetu. Dla nich raczej nie będzie miejsca w nowym projekcie Springera i Inforu.

2 czerwca 2009

Axel Springer Polska kupuje 49% Infor Biznes, z którym będzie wydawać nowy dziennik

Axel Springer Polska i INFOR PL podpisały wczoraj porozumienie tworzące wspólne przedsięwzięcie biznesowe - poinformował Axel Springer w komunikacie prasowym.

Zgodnie z planowaną transakcją Axel Springer Polska obejmie 49 proc. udziałów w spółce INFOR Biznes, do której wniesie swój drukowany tytuł - DZIENNIK Polska Europa Świat - oraz serwis internetowy Dziennik.pl.

Poniedziałkowe porozumienie jest kolejnym etapem współpracy obu wydawców, która do tej pory obejmowała m.in. połączoną prenumeratę DZIENNIKA i "Gazety Prawnej".

Komunikat precyzyje, że celem podpisanej umowy jest wspólne wydawanie od jesieni 2009 r. nowej gazety codziennej. Zgodnie z intencją wydawców nowy tytuł „łączyć będzie wysokiej jakości treści DZIENNIKA, szczególnie z obszaru polityki, kultury i sportu, oraz Gazety Prawnej, wyspecjalizowanej w tematyce gospodarczej, podatkowej i prawnej".

Springer i INFOR mają nadzieję, że „poszerzone spektrum tematyczne wpłynie na atrakcyjność gazety dla czytelników i klientów reklamowych".
"Dzięki powołaniu joint venture koncentrujemy siły i doświadczenie dwóch znakomitych tytułów. Taki ruch zwiększy znacznie nasz potencjał na bardzo konkurencyjnym rynku i zapewni nam mocną pozycję dla przyszłych działań" - mówi Florian Fels, prezes zarządu Axel Springer Polska.
"Ta transakcja to także kolejny krok w realizacji strategii internetowej INFOR PL. Jednym z naszych celów jest zajęcie pozycji lidera w kategorii biznes, finanse, prawo" - komentuje Ryszard Pieńkowski, właściciel INFOR PL.

Transakcja uzależniona jest od zgody Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

24 maja 2009

Jak przeprowadzić transformację cyfrową tradycyjnych mediów: 1. Wydzielić autonomiczną spółkę


Rozpoczynam dziś cykl tekstów pt. „Jak przeprowadzić transformację cyfrową tradycyjnych mediów".

Wpis ten jest przedłużeniem mojego wykładu pt. „Drugie życie mediów tradycyjnych”, który zaprezentowałem na konferencji „Oblicza nowych mediów” zorganizowanej w kwietniu 2009 r. w Warszawie przez Internet Standard, moich wpisów na tym blogu oraz moich doświadczeń z projektów doradczych, które prowadziłem w mediach.


1. Wydzielić autonomiczną spółkę lub pion internetowy


Pierwszym krokiem, jaki trzeba zrobić w celu przekształcenia tradycyjnych mediach w nowoczesne firmy multimedialne w erze internetu jest wydzielenie spółki lub niezależnego pionu, która zajmie się tylko rozwojem projektów internetowych. Dlaczego? By odciąć się od hamulcowych z printu. 


To najlepsze lekarstwo na widoczne w wielu polskich mediach dreptanie w miejscu spowodowane brakiem odpowiednich menedżerów, wizji i strategii.


W dużych wydawnictwach, grupach mediowych, stacjach radiowych i telewizyjnych warto wydzielić nową spółkę. 


W mniejszych wydawnictwach publikujących jeden lub kilka tytułów bardziej rozsądne ze względów finansowych będzie stworzenie odrębnego działu lub komórki internetowej.


W obu przypadku, szef takiej spółki lub działu powinien być formalnie wysoko usadowiony w kierownictwie firmy, by móc oprzeć się naciskom konserwatywnych grup i grupek, których wspólnym mianownikiem jest chęć zachowania status quo i zaskakująca niewiedza nt. internetu i zmian jakie on powoduje we wszystkich dziedzinach gospodarki. 


Widzę pięć podstawowych celów tego posunięcia:

  1. Koncentracja zasobów i kompetencji IT i www w jednym miejscu, jak to miało miejsce na przykład w Agorze i w Inforze.

  2. Uzyskanie swobody w podejmowaniu decyzji, które mogą wydawać się niezrozumiałe na przykład dla menedżerów z printu.

  3. Podejmowanie decyzji długofalowych, opartych na myśleniu holistycznym, a nie doraźnych i przypadkowych.

  4. Szybsze dostosowanie się przedsiębiorstwa do nowych warunków i reguł gry panujących w internecie (strategia, procesy, kultura organizacyjna...).

  5. Szybszy rozwój projektów internetowych.

Przykłady:

  • Agora - wydzielony Pion Internetu o dużej autonomii z Tomaszem Józefackim na czele. 
  • Gratka.pl (Polskapresse) - prawdopodobnie nie istniałaby gdyby nie była oddzielną spółką.
  • Wiadomosci24.pl (Polskapresse) - paradoksalnie, W24 rozwinęły się dzięki temu, że... nikt się nimi w grupie nie interesował...
  • Moje Miasto - autonomiczny oddział grupy Media Regionalne. Moje Miasto to jeden z ciekawszych projektów internetowych ostatnich lat w polskich mediach.

29 kwietnia 2009

Onet zaprasza wydawców do rozmów o rozliczeniach za ich treści publikowane w internecie

Onet chce rozmawiać z wydawcami, jak rozliczać się za treści w sieć - proponuje Łukasz Wejchert, prezes zarządu Grupy Onet.pl, w wywiadzie udzielonym „Gazecie Prawnej".

To pierwsza tego typu deklaracja sformułowana oficjalnie przez medium internetowe. Jest ona tym bardziej istotna, że pochodzi od największego portalu w Polsce, który chce dać dobry przykład innym.

Dotychczas media internetowe siedziały cicho jak mysz pod miotłą. Tylko wydawcy dopominali się, najczęściej nieformalnie i nieśmiało, o wynagrodzenie za treści, które tworzą, ponosząc koszty, a które później trafiają za darmo do różnych portali internetowych i agregatorów. Propozycja Onetu jest jak miód na serce wydawców, których dotknął kryzys w reklamie.

W chwili obecnej, jak mówi w wywiadzie Łukasz Wejchert:
„Większość porozumień [między Onetem a wydawcami] polega na tym, że wydawca dzieli się z nami treściami, a my zapewniamy jego tytułom promocję i dotarcie do ponad 9 mln użytkowników największego portalu w polskim internecie. Ale ponieważ odbywa się to na podstawie umów handlowych, wydawcy rozliczają na zasadzie barteru".

To - jak podkreśla prezes Onetu - przekłada się na konkretne korzyści: „silniejsza marka, większa obecność i rozpoznawalność w internecie". Wydawcy nie muszą za to płacić, ale też nie jest ewidentne czy zainwestowaliby właśnie w promocję na Onecie. Główny problem w tym, że wydawcy, z nielicznymi wyjątkami i nie tylko w Polsce, nie potrafią jeszcze zarabiać na ruchu pochodzącym z Onetu i z innych witryn.

Onet nie ma żadnego interesu w osłabieniu wydawców, którzy tworzą cenny produkt intelektualny jakim jest informacja. Wprost przeciwnie i Łukasz Wejchert otwarcie się do tego przyznaje:

„(...) dzisiaj mamy komfortową sytuację, ale upadek jakiejkolwiek gazety nie leży w naszym interesie. Gdyby do tego doszło, na pewno staralibyśmy się uzupełnić te braki, rozbudowując własną redakcję, i to by się nam udało. Ale zgodzę się, że gdyby coś takiego stało się z dnia na dzień, nawet największe podmioty, takie jak my, nie byłyby w stanie uzupełnić takich strat. Wymagałoby to na pewno gruntownej zmiany naszego modelu biznesowego" - czytamy w „Gazecie Prawnej"

Nikt na świecie nie stworzył jeszcze modelu nowego ładu regulującego współpracę między tradycyjnymi mediami, a mediami internetowymi. Propozycja Onetu, jeśli spotka się z konkretną reakcją wydawców, może nas zbliżyć do powstania tego ładu, a modele wypracowane w Polsce posłużą być może za przykład dla innych krajów.

> Wiedzieć więcej:

7 kwietnia 2009

Transformacja cyfrowa tradycyjnych mediów: Jak polska prasa, radio i telewizja radzą sobie w internecie?

Jak polskie media radzą sobie w internecie? Kto jest w czołówce, kto wlecze się za peletonem? Opowiem dziś o trzech ligach w polskich mediach tradycyjnych (prasa, radio, telewizja). 

W pierwszej lidze są tylko dwa wydawnictwa, w drugiej - cała masa, a w trzeciej - spóźnialscy, którzy nie zdążyli na prawie żaden wirtualny pociąg i ciągle drepczą w miejscu. 

 To drugi temat (pierwszy jest tu) dzisiejszej audycji „W sieci sieci", na antenie Tok FM (97,7 FM w Warszawie, godz. 22.00-23.00), którą poprowadzi Cezary Łasiczka. 

 Serdecznie zapraszam do słuchania i do zadawania pytań mailowo, telefonicznie i/lub przez Gadu Gadu (977).

Transformacja cyfrowa mediów tradycyjnych: Czy to koniec informacji za darmo w internecie?

Czy to koniec informacji za darmo w internecie? Media tradycyjne - głównie prasa codzienna, ale nie tylko - zaczynają mieć nóż na gardle za sprawą kryzysu. 

Potrafią produkować informację wysokiej jakości, ale nie potrafią na niej zarabiać w internecie, gdzie budżety reklamowe stanowią - w ich przypadku - ułamek tego, co zgarniają dzięki papierowi. 

Nie rozumieją internetu, nie mają web-strategów i web-wizjonerów, nie mają pomysłu na biznes w sieci.

Teraz wydawcy coraz częściej zaczynają przebąkiwać o sprzedawaniu swojego produktu intelektualnego - bo tym właśnie jest informacja - również w internecie. 

Czy przestali się bać, że stracą wszystkich swoich unikalnych (UU) i realnych (RU) użytkowników? Mam nadzieję, że nie, bo mogą się na tym nieźle przejechać... Transformacji cyfrowej uniknąć nie można.

Niektórzy koledzy i koleżanki z Facebooka nie wierzą, że wydawcy prasy mają zamiar kazać płacić za informację w internecie. 

Ja biorę wypowiedzi Rupperta Murdocha i Axela Springera na serio.

O tym wszystkim będziemy dziś rozmawiać z Cezarym Łasiczką w audycji „W sieci sieci", na antenie Tok FM (97,7 FM w Warszawie, godz. 22.00-23.00). 

 Serdecznie zapraszam do słuchania i do zadawania pytań mailowo, telefonicznie i/lub przez Gadu Gadu (977). 

1 kwietnia 2009

Jaką rolę gra design w prasie



Jacek Utko, dyrektor artystyczny skandynawskiej grupy Bonnier (wydawcy m. in. polskiego „Pulsu Biznesu"), mówi o roli designu w prasie w prestiżowym amerykanskim serwisie TED (Technology, Entertainment, Design). To krotka, prosta i błyskotliwa prezentacja. Polecam.

30 marca 2009

Kolejna amerykańska gazeta rezygnuje z wersji papierowej i przechodzi do internetu



Dziennik „Seattle Post-Intelligencer" rezygnuje z wersji papierowej i przechodzi do internetu. To kolejna amerykańska gazeta, która nie może poradzić sobie z kryzysem.

„Seattle Post-Intelligencer", stworzony w 1863 roku, wychodził w nakładzie 114.000 egzemplarzy. Jego właściciel, grupa Hearst, nie był w stanie doinwestować gazety, która traciła czytelników i reklamodawców. Nie udało mu się też znaleźć żadnego inwestora.

Dziennik „Seattle Post-Intelligencer" figurował na liście 9 amerykańskich dzienników, które mogą umrzeć.

W lutym 2009 roku przestał istnieć „Rocky Mountain News", najstarszy dziennik w Kolorado, stworzony w 1859 w Denver. W tym samym miesiącu, grupa prasowa Philadelphia Newspapers zgłosiła wniosek sądowy o ogłoszenie upadłości. W listopadzie 2008 roku, „Christian Science Monitor" zamknął wydanie papierowe i wyemigrował do internetu.

Kryzys już w 2008 roku mocno uderzył w prasę amerykańską, w szczególności gazety regionalne, które stanowią ponad 99% prasy codziennej w USA. Instytut Nielsen szacuje spadek przychodów reklamowych na ok. 11%.

Z badań firmy Outsell wynika, że przychody mediów tradycyjnych na świecie, szacowane na ok. 400 miliardów dolarów, zmniejszą się w 2088 roku aż o 7,5 procent.

Pisałem już o tym wcześniej: tradycyjne media zainteresowały się internetem zbyt późno i zrobiły zbyt mało, by móc już zacząć zarabiać. Już ponad dekadę media tradycyjne działają w internecie, a przychody z tej działalności z trudem przekraczają 10-15%.

> Wiedzieć więcej:

Twitter na wesoło



Twitter, najmodniejszy i najszybciej rozwijający się serwis internetowy na świecie, na wesoło. Dziękuję Maćkowi za link :)

Dziennikarze uczą się jak pisać w internecie

Jeden z kolegów szkolił ostatnio polskich dziennikarzy z podstaw dziennikarstwa internetowego. To szkolenie załamało go kompletnie. Nie spodziewał się tak wysokiego poziomu niewiedzy na temat internetu i Web 2.0. Uczestnicy szkolenia nie tylko nic nie wiedzieli o internecie, ale też nie byli tym za bardzo zainteresowani. To przyszli bezrobotni, tylko, że jeszcze o tym nie wiedzą.

Moje doświadczenia są trochę inne. W lutym zacząłem serię ponad 10 szkoleń nt. dziennikarstwa print & online dla dziennikarzy oraz strategii print-internet i modeli biznesowych w internecie dla managementu w jednej z polskich grup prasowych.

Wiedza „moich" dziennikarzy na temat internetu nie jest szczególnie rozwinięta. Zaczynamy wtajemniczenie od przeglądu narzędzi Dziennikarstwa 2.0, które przeciętny bloger z kilkumiesięcznym stażem ma w małym palcu. Większość z uczestników tych szkoleń jest nastawiona entuzjastycznie do internetu, a to ułatwia pracę. A pracuje mi się z nimi rewelacyjnie! Ciekawe tylko czemu ciągle dopytują się czy ich szefowie też będą na takim szkoleniu?

Kilku z tych dziennikarzy już otworzyło swoje blogi, jedna z uczestniczek szkolenia uruchomiła nawet serwis społecznościowy dla swojego tytułu, na wskazanym przeze mnie serwisie Web 2.0, oczywiście poza formalną, skostniałą i niewydolną strukturą. Interesują ich bardzo serwisy społecznościowe, mashupy, podcasty, RSS-y, mniej wiki. Jestem tym naprawdę podbudowany.

Dziennikarze nauczyli się m. in. jak pisać, by być czytanym przez... Google w dwa dni, bez najmniejszego problemu, co bardzo mnie ucieszyło.

Uczyli się szybko i bez oporów, gdyż zdawali sobie znakomicie sprawę, że internet to przyszłość, że jeżeli nie nauczą się nowych technik dziennikarstwa internetowego, ich szefowie zastąpią ich młodszymi dziennikarzami, dla których Web 2.0 to chleb powszedni.

25 marca 2009

Mecom zrezygnował z kupna „Gazety Olsztyńskiej"

Media Regionalne nie kupią „Gazety Olsztyńskiej". Grupa Mecom, właściciel Mediów Regionanych, wycofała się wczoraj z transakcji kupna spółki Edytor, wydawcy m. in. „Gazety Olsztyńskiej", „Dziennika Elbląskiego" i portalu regionalnego wm.pl.

Mecom chciał po raz drugi odroczyć termin decyzji zakupu Edytora, ale udziałowcy Edytora nie wyrazili na to zgody. Według nich, nowe odroczenie terminu decyzji nic nie zmieni. Nic bowiem wskazuje na to, że Mecom wychodzi z finansowego dołka.

W czerwcu 2008 roku, Mecom podpisał z Edytorem umowę opcji na nabycie udziałów w Edytorze przez Media Regionalne. Okres ważności umowy został ustalony na koniec stycznia 2009 roku. Po 31 stycznia 2009 roku decyzja o zakupie została przesunięta na koniec marca 2009 roku z powodu m. in. niedopełnienia przez Mecom warunków formalnych oraz jego kłopotów finansowych.

Przyczyną rezygnacji jest zła sytuacja finansowa Mecomu. Londyn nalega na optymalizację kosztów w Mediach Regionalnych za wszelką cenę, wywierając dużą presją na zarząd w Warszawie.

W tej sytuacja zakup nawet tak rentownego tytułu jak „Gazeta Olsztyńska" nie wchodzi w grę, bo po prostu nie ma za co. Mecomowi, który jest pod presją banków, brak pieniędzy na dalsze inwestycje, ale brakuje już też chyba wiary w prasę. Gdyby było inaczej, czy pozbywałby się tytułów w Norwegii?

W Polsce Mecomowi zabrakło trochę szczęścia. Kryzys nadszedł zanim kupione w październiku 2006 roku tytuły regionalne zdążyły na dobre rozwinąć skrzydła. Gazety regionalne spółki są w sumie rentowne, ale nie „Rzeczpospolita", gdzie Mecom posiada większościowy pakiet 51% udziałów. „Rzeczpospolitą" miał przejąć Axel Springer, ale po due diligence wycofał się z przetargu, uznając, że gra nie jest warta świeczki.

Media Regionalne mówią o rozwoju w internecie, ale na dzień dzisiejszy nie daję im wielkich szans z dwóch powodów. Po pierwsze, teraz priorytetem są cięcia kosztów, a więc to nie czas na inwestycje. Internet jednak nie będzie czekał, aż Media Regionalne dojrzeją. Cyberprzestrzeń też nie znosi próżni, w naturalny sposób pojawią się więc nowi gracze, a wolne nisze szybko się zapełnią.

Po drugie, zarząd Mediów Regionalnych jest trochę jak samotny, biały żagiel. Opór materii w redakcjach regionalnych jest tak potężny, że mimo wysiłków prezes Joanny Pilcickiej i 2-3 innych menedżerów średniego szczebla przekonanych o konieczności rozwoju internetu, ich działanie wydaje się skazane na porażkę.

Przecież nie zwolnią wszystkich dinozaurów, które nawet w warszawskiej centrali, nie mówiąc o super konserwatywnych regionach, hamują jak mogą internetową rewolucję?